piłka nożna
piłka nożna

Wydarzenia

Klub

Sezon 2009/2010

Historia

Młodzież

Inne

kalendarz 2010 baltyk gdynia

dmuchany zamek, dmuchane zabawki, wynajem dmuchanych zabawek, wypożyczalnia

monografia klubu Bałtyk Gdynia

koszulki piłka nożna bałtyk gdynia

proporczyki piłka nożna bałtyk gdynia

 koszulki piłka nożna bałtyk gdynia

 minikoszulki piłka nożna bałtyk gdynia

Relacje - sezon 2006/2007

10.06.2007 Ustka: Jantar - BAŁTYK 0:3 (0:2)

0:1 KASZUBA (21), 0:2 ŁUKASIAK (32), 0:3 STĘPIEŃ (88)

Sędzia: Filipczyk. Żółta kartka: Budniak.

BAŁTYK: Żemojtel - Klemczyk, Martyniuk, Widzicki, SENWICKI – Styn (83 SUMIONKA), Łukasiak, Wiszniewski (60 Król), Gronowski (73 STĘPIEŃ) - PETA, KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba.

Fakt, że nasz trener miał na koniec sezonu minimalne pole manewru w formacji defensywnej (do Ustki nie pojechało z różnych powodów aż pięciu obrońców), nie miał prawa wpłynąć na przebieg gry. Bałtyk miał wygrać i zadanie wykonał, aczkolwiek bez fajerwerków, co w dużym stopniu można wytłumaczyć beznadziejnym stanem boiska, który daleko bardziej utrudniał kopanie piłki i bieganie za nią niż nieznośny upał. Zresztą przewrotny los sprawił, że w 32 min gospodarze zapłacili za marną murawę utratą gola. Golkiper Jantara, pewnie zmylony kozłem piłki (odbiła się od kępy trawy lub sypkiego piasku w polu bramkowym), przepuścił między nogami pozornie niegroźne uderzenie Łukasiaka z ok. 25 m. W ten sposób Marcin, po asystach w czterech kolejnych meczach, doczekał się premierowego gola w biało-niebieskich barwach! W nowym sezonie liczymy na więcej...
Pierwsza bramka dla Bałtyku też padła w dziwnych okolicznościach. Do dobrego zagrania Styna za plecy obrońców wystartowali golkiper, stoper i nasz Kaszuba. Rywale na skraju "16" nie doszli do porozumienia, kto ma wybić futbolówkę, więc Jakub skrzętnie skorzystał z prezentu. To był jego 27. gol w sezonie. To najlepszy wynik w Bałtyku od sezonu 1998/99 i wyczynu Dariusza Skrzypczaka (31 trafień w IV lidze), przy czym "Skrzypek" był wówczas rutyniarzem z dorobkiem, a "Kasza" kończy dopiero wiek juniora. Podobnie jak Stępień, który w 88 min uderzeniem lewą nogą z 7 m pod poprzeczkę zamienił na gola płaskie dośrodkowanie młodszego o 2 lata Sumionki. Michał uświetnił więc ligowy debiut asystą, a przypomnijmy, że w seniorskim debiucie (PP) zdobył gola. Może zatem myśleć o nowym sezonie z nadziejami. "Sumik" nie ma jeszcze 17 lat. Serce się kraje na myśl, że uchodzący w jego roczniku za największy talent, Radosław Roeske już siódmy miesiąc nie gra w piłkę, bo "ktoś" w Arce postanowił zrobić małolatowi mętlik w głowie.

7.06.2007 Gdynia: BAŁTYK - Gryf Wejherowo 4:1 (3:1)

0:1 Czarnocki (8), 1:1 PETA (14), 2:1 KASZUBA (34-głową), 3:1 KASZUBA (44), 4:1 GRONOWSKI (62-karny)

Sędzia: Jankowicz. Żółta kartka: Jezierski.

BAŁTYK: Żemojtel - Klemczyk, Komorowski (58 URBAŃSKI), Martyniuk, Knioch – Styn (66 Król), Łukasiak, Widzicki, Gronowski (70 Wiszniewski) - KASZUBA (74 STĘPIEŃ), PETA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Senwicki.

Gryfici zaczęli z wysokiego C i szybko doczekali się zasłużonej satysfakcji. Żemojtel, który zdecydował się założyć rękawice mimo trzech świeżych szwów na prawej dłoni (wypadek w pracy), odbił uderzenie z narożnika "16", jednak dobitka Czarnockiego z 14 m w górny róg bramki była poza jego zasięgiem. Lekka konsternacja, ale na tym etapie rozgrywek nie robi wrażenia na Bałtyku utrata gola. Bo nasz zespół gra swoje. Dzięki temu rychło cieszyliśmy się z wyrównania. Peta otrzymał świetne prostopadłe podanie od Łukasiaka i doprawdy z gracją pokonał Garstkowiaka. Jak się okazało, alergia, która nagle dopadła Olka, nie przeszkodziła mu w dobrej grze. W 23 min, po błędach Gronowskiego i Martyniuka, goście zmarnowali sytuację sam na sam (pudło Wierzchołowskiego) i w tym momencie ich zapał się wyczerpał. Tymczasem gdynianie dopiero rozkręcali się, np. między 26 a 28 min, po zespołowych akcjach, stuprocentowe sytuacje marnowali Knioch i dwukrotnie Kaszuba, natomiast w 34. - po precyzyjnym dośrodkowaniu Pety z prawej flanki - Kaszuba wreszcie pokonał Garstkowiaka uderzeniem głową. To był 25. gol Jakuba w sezonie. Musiał być efektowny.
W 39 min Garstkowiak po raz kolejny uratował Gryfa (główka Gronowskiego), lecz tuż przed przerwą nie pomógłby gościom nawet Buffon. Po kilku podaniach piłka trafiła do Komorowskiego, który zrobił kilka kroków do przodu i posłał futbolówkę do Kaszuby. Jakub wyszedł idealnie w tempo (nie było mowy o spalonym) i z zimną krwią przelobował golkipera. Dziś można się już tylko zastanawiać, kto będzie konkurentem "Kaszy" w walce o koronę króla strzelców w następnym sezonie, skoro aktualny "number one", Andrzej Borowski, wraca do macierzystej Chojniczanki...
Po przerwie Bałtyk dominował, ale też nie forsował się. Gronowski wykorzystał "jedenastkę" za faul na Stynie i trzeba przyznać, że strzelanie karnych opanował znakomicie. Jak w Pruszczu, szkoda, że nie padło więcej goli (Król i Peta powinni je zdobyć), lecz nie zapominamy, iż dwucyfrówki to jednak w futbolu rzadkość.

3.06.2007 Pruszcz Gdański: Czarni - BAŁTYK 0:5 (0:4)

0:1 STYN (11-głową), 0:2 GRONOWSKI (29-karny), 0:3 KASZUBA (35), 0:4 STYN (44-głową), 0:5 KASZUBA (87-karny)

Sędzia: Okoń. Żółte kartki: Kwiecień - WIDZICKI, STĘPIEŃ.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk (83 URBAŃSKI), Komorowski, Martyniuk, Knioch – Styn (65 STĘPIEŃ), Łukasiak, Widzicki, SENWICKI (65 Król) - Gronowski (71 Wiszniewski), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel.

Mimo absencji trzech podstawowych graczy: Grzesiuka (kartki), Zyberta (kontuzja) i Pety (angina), biało-niebiescy łatwo uporali się z drużyną walczącą o uniknięcie udziału w barażach. Nasz zespół dominował do tego stopnia, a Czarni rozczarowali tak bardzo, że chyba nikt nie obraziłby się, gdyby arbiter zakończył mecz po I połowie. Patrząc na boisko, trudno było zrozumieć, dlaczego Bałtyk stracił punkty z żółto-czarnymi w rundzie jesiennej. Wprawdzie w 5 min gapiostwo w obronie znowu mogło kosztować nas utratę głupiej bramki (po rzucie z autu Sawicki, strzelając z ostrego kąta, trafił w poprzeczkę), jednak bardziej było to naszą "zasługą" niż gospodarzy. Pierwszy gol padł po dośrodkowaniu Kniocha z rzutu rożnego na dalszy słupek. Do piłki najwyżej wyskoczył Gronowski, a stojący przed linią bramkową Styn dopełnił formalności. W 29 min "Grono" zagrał z prawego skrzydła do Kaszuby, a jego w polu karnym przewrócił obrońca. W 35 min znowu kontrę na prawej flance zainicjował Gronowski. Podał do Łukasiaka, który będąc już w polu karnym dojrzał lepiej ustawionego Kaszubę. Lewandowski odbił dwa (!) uderzenia Jakuba, lecz przy trzecim - nie dalej niż z półtora metra - nie miał szans. W 41 min Gronowski zmarnował swoją drugą w meczu "setkę", a chwilę później strzał Kaszuby z 18 m trafił - po rękach golkipera - w słupek. Korner wybijał Gronowski, a Styn, świetnie nabiegając na piłkę, uderzył ją głową nie do obrony.
Po przerwie Bałtyk kontrolował wydarzenia i niepotrzebnie naraził się na dwie kartki. Piąty gol padł z karnego podyktowanego za faul na Wiszniewskim.

30.05.2007 Gdynia: BAŁTYK - Czarni Czarne 12:1 (5:0)

1:0 Bęben (5-samobójcza), 2:0 KASZUBA (8), 3:0 KASZUBA (28), 4:0 WIDZICKI (35), 5:0 KASZUBA (40), 6:0 KASZUBA (46-wolny), 7:0 KRÓL (49), 8:0 PETA (52), 9:0 WIDZICKI (63), 9:1 Kasperowicz (64-głową), 10:1 PETA (72), 11:1 KLEMCZYK (77), 12:1 KRÓL (82)

Sędzia: Wierzbowski. Żółte kartki: GRZESIUK - Romanowicz.

BAŁTYK: Żemojtel - Klemczyk, Komorowski, Grzesiuk (46 Łukasiak), Knioch – Styn (46 Król), Martyniuk, Widzicki, Gronowski (61 SENWICKI) - KASZUBA (56 STĘPIEŃ), PETA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Urbański, Wiszniewski.

Goście przyjechali na stadion dopiero pół godziny przed meczem i nie w pełnym składzie, ale to może tylko nieco usprawiedliwiać ich słabą grę, bo z pewnością nie rekordowy wynik. Na tuzin goli nasz zespół uczciwie pracował ofensywną grą od 1 do 90 min. I naprawdę zwycięstwo mogło/powinno być jeszcze bardziej okazałe. W I połowie w dogodnych sytuacjach pudłował Kaszuba (2 i 36 min), natomiast po przerwie doskonałe okazje zmarnowali: Gronowski, Król (2x) i Peta (2x). Tak padały gole...
1:0 - Widzicki zagrywa na skrzydło do Klemczyka, a ten podaje wzdłuż linii bocznej do Styna. Dośrodkowanie i obrońca Czarnych ładnym "szczupakiem" z 10 m zaskakuje swojego bramkarza. 2:0 - Klemczyk dośrodkowuje na dalszy słupek do Gronowskiego, który odgrywa na środek do Pety. Olek nie trafia w piłkę, jednak za nim stoi Kaszuba i z 5 m wbija ją do bramki. 3:0 - przechwyt Gronowskiego na środku boiska. Podanie na lewą flankę do Pety, a ten świetnie centruje do Kaszuby. Jakub ma czas na przyjęcie futbolówki i spokojnie strzela w długi róg. 4:0 - Peta drybluje na linii "16", dogrywa do Kaszuby, który z linii końcowej wystawia piłkę Widzickiemu. 5:0 - Knioch podbiegł pod pole karne i zagrał do Kaszuby, który szybkim zwodem oszukał obrońcę i kropnął nie do obrony z kilkunastu metrów.
Po przerwie Czarni zmienili bramkarza, ale nie poprawiło to ich sytuacji. 6:0 - po faulu na Gronowskim rzut wolny z 17 m. Kaszuba strzela w długi róg. 7:0 - Król uderza z 14 m w górny róg bramki po akcji Pety. 8:0 - Król wystawia piłkę Kaszubie, lecz jego strzał jest za słaby. Bramkarz odbija piłkę, tyle że z dobitką spieszy Peta. 9:0 - Widzicki otrzymał piłkę od Stępnia i strzelił - ot, tak sobie - z 18 m w samo "okienko". 9:1 - goście wykonują rzut wolny ok. 40 m od bramki Żemojtela. Nikt nie przypilnował najstarszego na boisku Kasperowicza. Norma. 10:1 - penetrujące podanie Widzickiego, Peta mija bramkarza, lecz zapędza się w kozi róg. Mimo ostrego kąta jednak znajduje drogę do siatki! Mamy dwucyfrówkę i 18 minut do końca!!! 11:1 - rzut rożny dla gdynian. W zamieszaniu Widzicki strzela w plecy rywala, lecz na miejscu jest Klemczyk. Z 14 m celuje w górny róg bramki, jak wcześniej Król. 12:1 - Król startuje do prostopadłego podania Łukasiaka i wykorzystuje sytuację sam na sam. W tym momencie skandowanie "Jeszcze jeden" byłoby już nie na miejscu. Żal beniaminka.

26.05.2007 Trąbki Wielkie: Orzeł - BAŁTYK 2:2 (1:0)

1:0 Guss (32), 2:0 Guss (72), 2:1 KRÓL (78), 2:2 WIDZICKI (83)

Sędzia: Wądołowski. Żółte kartki: Okeke, Guss, Filipik - GRZESIUK.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Martyniuk, Grzesiuk, Komorowski – Styn (56 Wiszniewski), Łukasiak, Widzicki, Gronowski (46 Król) - PETA (82 STĘPIEŃ), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Senwicki, Urbański.

W 4 min, po stracie Łukasiaka na środku boiska, gospodarze wyszli z kontrą, ale najlepszy ich napastnik, Guss, uderzył z 6 m nad poprzeczką. To był znak, że w tyłach znowu będziemy grać nerwowo. Komorowski grał na lewej stronie z konieczności, ponieważ już po raz drugi w rundzie wiosennej akurat wytypowany do "jedenastki" Knioch miał egzaminy w porze meczu i na stadionie się nie pojawił. W 8 min Oszmaniec efektowną paradą wybił na róg uderzenie Grzesiuka z rzutu wolnego w "okienko", a w 13. wolej Gronowskiego z ostrego kąta minimalnie minął cel. To mogły być piękne bramki. W 25 min Widzicki uchronił Bałtyk przed stratą gola po błędzie Grzesiuka, jednak 7 min później ratunku znikąd nie było. Gronowski stracił piłkę przy wyprowadzaniu ataku, jeden z graczy Orła posłał prostopadłą piłkę między Grzesiukiem i Komorowskim, Filipik ostro dośrodkował z prawej flanki... Silnie bita piłka trafiła Klemczyka w brzuch, dopadł do niej Guss i potężnym kopnięciem z kilku metrów wbił ją do siatki. To była nagroda dla 22-letniego snajpera za agresywną grę. Zresztą cały zespół Orła wykazywał więcej determinacji i zdecydowania. Biało-niebiescy rozczarowywali, mimo że za zwycięstwo mieli obiecaną dodatkowę premię i trening relaksacyjny w Aquaparku.
Po przerwie padły 3 gole, ale widowisko nie bylo lepsze. Beniaminek całkowicie oddał nam inicjatywę i ustawił zasieki obronne na własnej połowie. To była nietypowa sytuacja dla gdynian. W role rozgrywających wcielili się Martyniuk i Widzicki. Długo nie potrafiliśmy zagrozić bramce Oszmańca. Za to pod bramką Grubby było gorąco po rzutach wolnych Cybulskiego. W 69 min Darek obronił strzał kapitana Orła z 18 m i sparował też dobitkę, lecz w 72 min doszło do kolejnej w sezonie komedii pomyłek. Cybulski wykonywał rzut wolny z ok. 40 m. Mimo że mieliśmy w obronie najwyższego zawodnika na boisku, nic to nie pomogło. Grubba, na którego wpadł Martyniuk, nie złapał futbolówki, ktoś ją odbił i Guss prawie z zerowego kąta wcisnął ją do bramki. Gol stracony z niczego, akurat w momencie, gdy przeciwnik słabł w oczach...
W 78 min Bałtyk rozegrał koronkową akcję: Martyniuk - Klemczyk - Łukasiak - Król. Płaskim uderzeniem z 14 m tuż przy słupku Łukasz zrobił użytek z wystawionej na tacy piłki. 5 min później do prostopadłego zagrania "Marty" przez dwie linie obronne Orła wystartował Widzicki. Wybiegł sam na Oszmańca i precyzyjnym strzałem w długi róg (w boczną siatkę) wyrównał stan meczu. Niewątpliwie była to jedna z najładniejszych akcji Bałtyku w całym sezonie. Od tego momentu Orzeł marzył już tylko o ostatnim gwizdku. Miejscowym nie starczało tchu, łapaly ich skórcze. Niestety, nie wygraliśmy - choć mogliśmy - bo brakowało nam mądrości i spokoju.

20.05.2007 Gdynia: BAŁTYK - Luzino SA 5:1 (2:1)

1:0 KLEMCZYK (9), 1:1 Ćwiklik (23), 2:1 KASZUBA (26-głową), 3:1 GRONOWSKI (55-karny), 4:1 KASZUBA (75), 5:1 PETA (83)

Sędzia: Bator. Żółte kartki: KLEMCZYK - Kozłowski, Ziemak (2x), Laskowski, R. Kobylarz, Godlewski. Czerwone: Ziemak (59), Laskowski (59).

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk (78 STĘPIEŃ), Komorowski, Grzesiuk, ZYBERT (39 Knioch) – Styn (75 Król), Martyniuk, Widzicki, Gronowski (62 Wiszniewski) - KASZUBA, PETA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Urbański, Senwicki.

Sądząc jedynie po nazwiskach, również po dorobku i - bo się znamy od lat - sportowym charakterze przynajmniej niektórych gwiazd beniaminka, podejrzewaliśmy, że wizyta teamu z Luzina zaowocuje widowiskiem, jakiego na Bałtyku w tym sezonie nie było. Zwłaszcza, że sprzyjały temu i aura, i fakt, że obie ekipy są wolne od presji walki o awans. Szczerze liczyliśmy na dobry futbol i cenną weryfikację umiejętności biało-niebieskich. Tymczasem goście okazali się grupą frustratów, z których kilku wybrało na boisku drogę wskazywaną im przez zionących wulgaryzmami działaczy. Stąd m.in. żenująca historia z 59 min, gdy Ziemak otrzymał kolejno dwie żółte kartki za krytykę i ubliżanie arbitrowi, po czym znalazł następcę w osobie Laskowskiego. Pięć kartek w ciągu 60 sekund! Rekord nie do pobicia, ale tak to już jest, gdy motywacja przed grą z Bałtykiem przeradza się w zacietrzewienie.
Zaczęło się od rzutu wolnego Kaszuby z 17 m w 3 min (strzał tuż nad poprzeczką). Odpowiedź była mocna - Laskowski zagrywa z prawej flanki do Hartmana, który z bliska miał tylko trafić do bramki... Też strzelił ponad. A w 9 min Klemczyk zdecydował się na strzał z ok. 35 m! Piłka - po koźle - wpadła do siatki tuż przy słupku. Pełne zaskoczenie i 1:0! Brawo za decyzję i celność! Niestety, w 23 min goście wyrównali po szarży Laskowskiego. Ograł Komorowskiego, wpadł w pole karne i strzelił w krótki róg. Piłka odbiła się od słupka i poleciała prosto pod nogi Ćwiklika. Znowu seria błędów w tyłach... Jednak 3 minuty później do akcji ofensywnej włączył się Zybert. Otrzymał podanie od Gronowskiego i świetnie dośrodkował. A Kaszuba był tam, gdzie należało. W 36 min trener Tomasz Unton zaskoczył zmianą Smarzyńskiego (ostatnio leczył kontuzję) za Adamusa, a w 39 min Godlewski feralnie sfaulował Zyberta przed linią "16". Wreszcie w 42 min w idealnej sytuacji Peta uderzył piłkę głową zamiast kropnąć nogą z 5 m i rozerwać siatkę. I jeszcze w 45. Gronowski "postarał się" o kontrę dla Luzina. Skończyło się na strachu.
Po przerwie goście natychmiast ruszyli do natarcia i dwukrotnie zakotłowało się pod bramką Grubby. W 55 min Bałtyk wykonywał rzut wolny z 40 m. Po dośrodkowaniu sędzia odgwizdał faul na Grzesiuku, wyraźnie ciągniętym za koszulkę. "Jedenastkę" pewnie wykorzystał Gronowski. Potem mieliśmy eksplozję frustracji, którą jeszcze w 64 min kontynuował R. Kobylarz. Za zamiar uderzenia Klemczyka "z byka" powinien dostać czerwoną kartkę (tak stoi w przepisach), lecz tym razem sędzia odpuścił. W dziewięciu Luzino już nie grało. Czekało na wyrok. Cóż, Bałtyk w Sopocie grał w takim osłabieniu znacznie dłużej i potrafił walczyć. Beniaminek skupił się na faulowaniu. W 75 min Styn zmarnował "setkę", ale za chwilę Kaszuba dobił z bliska uderzenie Króla. Zakończył strzelanie Peta - wolejem po znakomitym dośrodkowaniu Stępnia na dalszy słupek.

12.05.2007 Przodkowo: Huragan - BAŁTYK 1:0 (0:0)

1:0 Banaszak (71)

Sędzia: Necel. Żółta kartka: WIDZICKI.

BAŁTYK: Grubba - Komorowski, Martyniuk, Grzesiuk, ZYBERT – Styn (68 STĘPIEŃ), Widzicki, KASZUBA, Knioch (46 Wiszniewski) - PETA, Król (68 URBAŃSKI). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Sumionka.

Na początek powtórka z Bytowa. W 2 min Peta - mając do wyboru inne warianty - decyduje się na uderzenie z 12 m lewą nogą. Nikt go nie atakował, a mimo to chybił. W 8 min najpierw główkował Kaszuba, a poprawiał Peta, tylko że trafił w plecy obrońcy. Miejscowi niewiele mieli do zaoferowania garstce kibiców (nieskomplikowana gra z kontry), jednak - gdy w 18 min wykonywali rzut wolny spod linii bocznej (ok. 30 m od bramki) - już ich pierwsza okazja o włos a zaskoczyłaby naszą obronę. Łaskawy los sprawił, że w zamieszaniu na drodze piłki zmierzającej do siatki stanął Grzesiuk. Bałtyk miał przewagę optyczną, mimo fatalnego stanu boiska (silne opady zrobiły swoje) próbował grać piłką, lecz niewiele w tych staraniach było pomyślunku... Za to w 44 min Huragan wyszedł z kontrą, Letniowski urwał się Zybertowi, jednak jego strzał w długi róg był miminalnie niecelny.
W przerwie ból kostki zgłosił Knioch i Jerzy Jastrzębowski miał kolejny kłopot (w Przodkowie zabrakło przecież Gronowskiego, Klemczyka, Łukasiaka, Pająka i Senwickiego). Na murawie pojawił się więc Wiszniewski, a szkoleniowiec, który dwa dni wcześniej, mimo zaproszenia od II-ligowca, nie podjął rozmów z Miedzią Legnica, oświadczył drużynie, iż gra tak słabo, że nawet zwycięstwo nie zamaże złego wrażenia. Niestety, po przerwie biało-niebiescy, zamiast wziąć się do roboty, ustąpili pola rywalom, którzy grali ofiarnie i - widząc co się święci - spróbowali wykorzystać okazję. Dopiero w 65 min Grzesiuk, jako pierwszy w II połowie - niecelnym strzałem z 14 m - zagroził bramce Huragana. 2 minuty później, po akcji Wiszniewskiego lewą stroną, z konieczności grający w II linii Kaszuba miał znakomitą szansę, jednak strzał wewnętrzną częścią stopy był akurat złym pomysłem. Golkiper spokojnie złapał piłkę. A w 71 min 23-letni lewy pomocnik, Banaszak, zdecydowanie najjaśniejsza postać meczu, szczęśliwie uderzył z 16 m. Futbolówka, po nodze Grzesiuka, poszybowała do siatki. Cała akcja Huragana obnażyła niedostatki naszej obrony. Akcję można nawet było skutecznie przerwać, ale - po złym wybiciu - piłka jak bumerang wróciła do wychowanka Lechii. Jak zwykle, po golu Bałtyk ruszył do natarcia (trudno zrozumieć, dlaczego dopiero wtedy), ale tym razem zabrakło farta, umiejętności, precyzji i czasu. Niewiele pomogło przeniesienie Martyniuka do II linii (co stało się tuż przed bramką), bo skrzydłowi i napastnicy nadal rozczarowywali.

6.05.2007 Gdynia: BAŁTYK - Arka II Gdynia 2:2 (2:1)

0:1 Mackus (26), 1:1 STYN (29-głową), 2:1 KASZUBA (33), 2:2 Kościelniak (62-karny)

Sędzia: Kuczkowski. Żółte kartki: STYN - Mackus, Kołodziejski. Czerwona: Biecke (43).

BAŁTYK: Żemojtel - Klemczyk (44 URBAŃSKI), Komorowski, Martyniuk, ZYBERT – Styn, Łukasiak (80 SENWICKI), Knioch, Gronowski (72 Wiszniewski) - Król (64 PETA), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Sumionka, Pająk.

Zaczęliśmy jak w Bytowie, od ataków. W 2 min płaskie uderzenie Króla z 16 min nieznacznie minęło cel. W 10. - po rzucie wolnym Kaszuby - znowu Król spudłował z bliska głową, natomiast w 15. Łukasz zgrał piłkę do Kaszuby i ten miał wymarzoną okazję. Piłka przeleciała obok bezradnego Biecke i obok słupka, niestety. I tak sobie atakowaliśmy, wykorzystując słabość arkowców w II linii i niepewność w tyłach (mimo że grali tam Piotr Jawny z Ireneuszem Kościelniakiem), aż raptem, w 26 min - po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i zgraniu piłki głową - niewysoki Mackus znalazł się z piłką na czystej pozycji. Jakim cudem? Rozszyfrowanie tego, gdy na liczniku mamy 40 straconych goli, chyba nie ma już sensu. To nie są pojedyncze wpadki, ani niekorzystne okoliczności. Debiutujący w tym sezonie w lidze Żemojtel nie zdołał dosięgnąć strzału z 12 m... Momentalnie jednak nastąpiła odpowiedź! Najpierw uderzenie Łukasiaka zostało zablokowane przed bramką, a gdy przejął futbolówkę Król, został on ewidentnie sfaulowany przez Biecke. Kamil, nasz wychowanek, zwyczajnie wpadł w Łukasza. Nie było czego zbierać. Robi się przykro, gdy ceniony w IV lidze arbiter i akurat dobrze ustawiony nie zauważa takich zdarzeń. Jego asystent też nie widział, choć teoretycznie musiał.
Jednak sprawiedliwości stało się zadość po rzucie rożnym. Dobre dośrodkowanie Kniocha skierował z 5 m do siatki Styn. A po czterech minutach, znowu po kornerze bitym przez Kniocha, w zamieszaniu wepchnął piłkę do bramki Kaszuba. W 43 min, po przechwycie Kniocha i jego znakomitym zagraniu między dwóch obrońców, Król wybiegł sam na Biecke, który dotknął piłkę ręką poza linią "16". Czerwona kartka z automatu, ale widzieliśmy już podobne sytuacje bez konsekwencji, więc czekaliśmy. Sędzia rozłożył dłonie w geście, że nie ma innego wyjścia, Kamil wiedział co się święci (po 3-minutowej przerwie na murawę wbiegł 17-letni Mierzejewski). Wszyscy na trybunach mieliśmy wrażenie, iż gra układa się po naszej myśli. Jeszcze w 53 min Król zepsuł akcję na 3:1, a potem wszystko wzięło w łeb. Na skraju, właściwie na linii pola karnego - gdy rywale wyszli z niegroźną kontrą - piłka trafiła Łukasiaka w rękę. Przypadek, ale bezsprzecznie ręka. Zrobiło się zatem 2:2, mimo że nasi goście zupełnie na to nie zasłużyli. Bałtyk zgubił koncept, w końcówce graliśmy z pięcioma młodzieżowcami (w tym czterech juniorów), lecz to nie może usprawiedliwiać ogromnej porcji bezmyślności w atakach. Jak na złość, drugą połowę oglądał Wojciech Stawowy i środkowi obrońcy Arki już panowali na przedpolu młodziutkiego golkipera, który zresztą w 85 min raczej instynktownie odbił strzał Pety z kilku metrów. I jeszcze w doliczonym czasie przed szansą stanął Senwicki, lecz okrutnie spudłował. Mogła to być akcja meczu.

3.05.2007 Bytów: Bytovia - BAŁTYK 1:1 (0:1)

0:1 KRÓL (45), 1:1 Maciejewski (83-głową)

Sędzia: Sulikowski. Żółte kartki: ZYBERT, GRZESIUK (2x). Czerwona: GRZESIUK (89).

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk (89 Knioch), Komorowski, Grzesiuk, ZYBERT – Styn, Widzicki, Martyniuk, Gronowski - PETA, Król (64 Łukasiak). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Urbański, Senwicki, Kaszuba, Wiszniewski.

Imponująca, jak na IV ligę frekwencja (ponad 1000 osób, w tym pokaźna grupa naszych fanów), stworzyła aurę prawdziwego widowiska, jednocześnie dopisała pogoda, ale wielkiej gry nie było, a sam finał wypadł żenująco. I smutno, bo znów Bałtyk stracił punkty, których stracić nie miał prawa. Ponownie zabrakło naszym piłkarzom dojrzałości. Ktoś słusznie doda, że również skuteczności, ale forma gospodarzy była na tyle marna, że i stanowczo za niskie 1:0 można było dowieźć do ostatniej... 104 minuty. Ale po kolei.
Wyżej sklasyfikowana Bytovia, co trudno zrozumieć, po raz trzeci w tym sezonie (licząc marcowy sparing), zaskoczyła nas in minus słabiutką grą, sprowadzoną do najprostszej filozofii "wybij wszystko, co leci w twoim kierunku". W I połowie jedynie lewonożny Kłos, którego przez cały mecz pilnował Styn, postraszył Grubbę świetnym uderzeniem z 25 m (33 min). Poza tym, panując w II linii, tylko nasi gracze mogli i powinni dziurawić siatkę. Bramkowych okazji nie wykorzystali: Peta (4 i 22 min), fajnie z nim współpracujący Król w 33 min (jego strzał został zablokowany) oraz Styn w 30. Dopiero tuż przed gwizdkiem na przerwę z lewej na prawą flankę przeniósł się Gronowski, błysnął solową akcją i świetnym prostopadłym zagraniem do Króla. Łukasz wybiegł idealnie w tempo i oczekiwany gol padł. Lepiej późno niż wcale. W 51 min "Grono" zakończył kolejną ładną akcję wolejem z 17 m w poprzeczkę, ale, niestety, był to ostatni mocny akcent. Wszystkie następne były za słabe, niedokończone, a to dlatego, że - pewnie z obawy o wynik - biało-niebiescy oddali środek pola i inicjatywę chaotycznym bytowianom. Mieliśmy więc ich dalekie wykopy na przedpole Grubby i marnowane przez nas w zarodku okazje do kontrataku.
I pewnie, mimo to, nie stałoby się nam nic złego, gdyby nagle, gdzieś tak od 70 min, gdański sędzia - który już raz w tym sezonie skrzywdził Bałtyk (jesienny mecz ze Startem) - nie zaczął zachowywać się dziwnie. Nie mniej dziwnie, niż do tej pory trener miejscowych, Waldemar Walkusz, który upierał się, że arbiter "kręci". Upierał się tak dosadnie, że został wyrzucony na trybuny. Jednak jego bezkompromisowa postawa musiała mieć wpływ na zachowanie sędziego, co piszemy wszakże z ironią i bez zacietrzewienia. Nagle liczba fauli odgwizdanych Bałtykowi gwałtownie wzrosła, mieliśmy wysyp rzut wolnych Bytovii, a przy tym od początku ostro grający gospodarze wciąż nie dostawali kartek. Za to np. Grzesiuk dostał dwie żółte w ciągu 60 sekund, najpierw za faul, po chwili za przedwczesne wybiegnięcie z muru. To już się działo w końcówce doliczonego czasu II połowy (dokładnie 13 minut i 34 sekundy!). Nie mamy pojęcia dlaczego mecz trwał tak długo. Przerwy spowodowane przez Walkusza, następnie popisy pirotechniczne bytowian i wreszcie zadymę na środku boiska wywołaną przez miejscowych szalikowców łącznie nie uzasadniały aż takiej dokładki. Chyba że chodziło o to, iż od 83 min, kiedy Maciejewski celnie główkował z bliska po dośrodkowaniu z rzutu wolnego (znowu banalny i bolesny błąd w tyłach), w Bytovię wstąpił wreszcie duch ofensywnej gry. Nasi cofnęli się, nawet pogubili i doprawdy niewiele zabrakło, abyśmy po... kolejnych wolnych przegrali. Na szczęście mecz nie może trwać 120 minut.

28.04.2007 Gdynia: BAŁTYK - Orlęta Reda 5:1 (2:1)

1:0 STYN (28), 2:0 KRÓL (36), 2:1 Luliński (44), 3:1 GRONOWSKI (48-karny), 4:1 KRÓL (58), 5:1 PETA (75)

Sędzia: Bartosiak. Żółte kartki: ZYBERT, GRONOWSKI - Kiełb, Wasielewski.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Komorowski, Grzesiuk, ZYBERT – Styn (81 STĘPIEŃ), Martyniuk, Widzicki, Gronowski - Król (76 Wiszniewski), PETA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Urbański, Senwicki, Sumionka, Pająk.

Już w 2 min, po niepotrzebnym faulu Styna, goście mieli rzut wolny z 18 m (Pek minimalnie chybił), w 6., po kolejnym wolnym, znowu było groźnie pod bramką Grubby, a w 22. Pek, indywidualnie kryty przez Komorowskiego, oszukał naszych obrońców i wyszedł sam na Grubbę. Na szczęście nie wykorzystał 100-procentowej sytuacji... Orlęta, mimo że osłabione nieobecnością weteranów, Witta i Celińskiego, grały w tym czasie agresywnie, z godną podziwu konsekwencją stosując pressing na naszej połowie. Dopiero w 16 min Bałtyk oddał pierwszy strzał na bramkę Falkowskiego (okrutne pudło Widzickiego), natomiast trzy minuty później mieliśmy pierwszy róg. Były to jednak złe miłego początki.
Gdynianie przebudzili się w 27 min (szansa Klemczyka, którego strzał został zablokowany przez obrońcę). Po chwili już prowadziliśmy. Krótkie rozegranie rzutu rożnego, przerzut Klemczyka na dalszy słupek, gdzie - zupełnie bez opieki - czekał Styn. Strzelił z woleja zgodnie z kanonem, czyli w kierunku skąd piłka przyleciała. Goście zrewanżowali się szansą Szudrowicza (niecelny strzał głową z 8 m), ale przewaga SKS rosła. Okazje marnowali Styn oraz Król (pudło z 2 m!!!). W 36 min nasi piłkarze wzorcowo rozklepali defensywę Orląt. W końcowej fazie akcji Widzicki zagrał prostopadle do Klemczyka, a Wojtek ostro i płasko dośrodkował w pole bramkowe. Nabiegający Król tylko dostawił nogę. W 39 min Gronowski i Styn w 43 min marnowali okazje, aby załatwić sprawę do końca, i to - jak w futbolu bywa - zemściło się. Grubba krzyknął do Grzesiuka: "Do mnie!", więc "Lewis" wycofał do kolegi, tyle że na jego słabszą nogę. Zły wykop bramkarza przejął Luliński i strzelił z 20 m, płasko, w krótki róg. Piłka odbiła się od słupka, rąk "Grubego" i wtoczyła do siatki. Nikt w lidze tak łatwo nie traci bramek.
I tak, zamiast spokoju w przerwie, po raz enty czekaliśmy na II połowę w niepewności. Przykre uczucie zniknęło jednak szybko. Zybert zaszalał pod linią końcową, minął dwóch rywali, a trzeci podciął go w polu karnym. Gronowski z gracją wykorzystał "11" i od tego momentu Bałtyk zdominował wydarzenia. Tak mocno, że efektowny końcowy wynik może budzić niedosyt. Na 4:1 - strzałem z 16 m tuż przy słupku - podwyższył Król (świetna akcja Gronowskiego), a podsumował koncert Peta - mocnym uderzeniem z 12 m (piłka odbiła się jeszcze od słupka). To była jedna z wielu akcji, w których cierpliwa i dokładna wymiana podań czyniła z gości zwierzyną łowną.

21.04.2007 Sztum: Olimpia - BAŁTYK 1:3 (0:0)

0:1 GRONOWSKI (55), 1:1 Wilmański (69-głową), 1:2 KASZUBA (77), 1:3 PETA (80)

Sędzia: Filipczyk. Żółte kartki: Szlicht, Janowicz.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Komorowski, Grzesiuk, ZYBERT – Styn, Widzicki, Martyniuk, Gronowski - KASZUBA, Król (73 PETA). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Urbański, Senwicki, Stępień, Wiszniewski.

Silny wiatr, w I połowie będący sprzymierzeńcem gospodarzy oraz twarde jak beton i nierówne boisko utrudniały grę, jednak mecz mógł się podobać. Olimpia od razu przejęła inicjatywę, ale jedynym tego efektem były częste rogi i wolne. Na szczęście żaden ze sztumian nie potrafił grać lewą nogą... W 5 min Bałtyk prawdopodobnie prowadziłby 1:0, gdyby Styn zrobił to, co Peta w 77 min. Radek pospieszył się z dośrodkowaniem i Król uderzał piłkę głową z trudnej pozycji. W 18, 24 i 27 min gospodarze groźnie strzelali z dystansu, szczególnie ostatnia z prób (Chmielecki z 14 m) była bliska celu, ale w 43 min to nasz zespół po prostu powinien prowadzić. Styn przejął na środku boiska wykop golkipera Olimpii i natychmiast prostopadle zagrał do Kaszuby. W znakomitej sytuacji Kuba postanowił lobować Małkowskiego, niestety spudłował. Aż się prosiło, żeby na szybkości minął bramkarza, który wybiegł na skraj "16". Trzeba wierzyć, że już wkrótce nasz młody snajper będzie wykorzystywał takie okazje bez mrugnięcia oka. Generalnie połowa remisowa.
Po przerwie szybko uwidocznił się atut gdynian, czyli wiatr pchający ich do ataku. W 55 min Gronowski otrzymał podanie od Króla, wbiegł w pole karne i strzelił w długi róg. Piłkę zmierzającą lub... raczej zmierzającą do siatki miał dobić Kaszuba, ale przed linią bramkową uprzedził go Szlicht, notabene niegdyś pomocnik biało-niebieskich. Jeden Kuba i druga Kuba uznali, że i tak piłka zatrzepotałaby w siatce, więc gola zapisujemy na konto "Grona". Minutę po tym szansę na wyrównanie zmarnował Kwiatkowski, a w 63 min Gronowski powinien podwyższyć wynik. Spudłował z ośmiu metrów. Niewytłumaczalnie wkradł się w nasze szeregi chaos, nie umieliśmy spokojnie wyprowadzić kontry i nie strzelaliśmy zza linii pola karnego, o co głośno prosił Jerzy Jastrzębowski (jego prośbę spełnił tylko Martyniuk i to dopiero w 86 min, ale strzał był bardzo dobry). No i stało się... Niewielki wzrostem Wilmański (był jedynym graczem Olimpii na naszym polu karnym!) sprytnie główkował z ok. 10 m. Grubba dał się złapać na wykroku, lecz przede wszystkim zaspał stojący przy strzelcu Zybert. 60 sekund później Bałtyk mógł znowu wyjść na prowadzenie, ale Król chybił. Poirytowany trener postanowił wprowadzić za niego Petę i, jak się okazało, Olek - od inauguracji wiosny grający grubo poniżej oczekiwań - przesądził o zwycięstwie. Najpierw pognał z piłką do linii końcowej i świetnie dojrzał wbiegającego w pole karne Kaszubę, a następnie sam przebił się przez obronę Olimpii i w sytuacji sam na sam z Małkowskim delikatnie strzelił obok niego. Miło popatrzeć na takie akcje.

15.04.2007 Gdynia: BAŁTYK - Brda Przechlewo 3:2 (0:1)

0:1 Wirkus (35-karny), 1:1 KASZUBA (75), 1:2 Gibczyński (79), 2:2 KASZUBA (86), 3:2 GRZESIUK (89)

Sędzia: Czyż. Żółte kartki: GRZESIUK, STĘPIEŃ, KLEMCZYK - Stopa, Wasiniewski.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Komorowski (46 URBAŃSKI), Grzesiuk, ZYBERT – Styn (46 Król), Martyniuk, Łukasiak (65 Wiszniewski), Gronowski - KASZUBA, PETA (69 STĘPIEŃ). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Senwicki, Sumionka.

Bez kontuzjowanych Widzickiego i Kniocha skład Bałtyku musiał się zmienić. Do obrony wrócił Grzesiuk, a Martyniuk z Łukasiakiem mieli opanować centrum wydarzeń. Niby dobrze zaczęliśmy (rajdy Gronowskiego, akcje Pety, choć Olek zbyt często psuł wysiłek kolegów), jednak wybiegani, szybcy i szukający gry zawodnicy z Przechlewa z każdą minutą byli coraz groźniejsi. Przy tym obrońcy pewnie blokowali nasze ataki, bo - grając zbyt blisko siebie - Kaszuba z Petą ułatwiali im to. W 22 min Gibczyński serią zwodów oszukał w polu karnym Komorowskiego i Klemczyka, ale zmarnował 100-procentową okazję. Za to w 34 min, gdy mijał Grubbę, nasz bramkarz spowodował jego upadek. Ewidentnie i chyba niepotrzebnie, ponieważ piłka uciekała młodemu napastnikowi na aut. Wirkus pewnie wykorzystał "11". Cud, że w 44 min goście - po naszym rogu! - nie wykorzystali kontry na 2:0. Całość nie wyglądała dobrze, ale przecież to nie nowość w wykonaniu gdynian. Musowo potrzebowali konkretnej rozmowy w szatni...
Po przerwie trener Jastrzębowski wzmocnił atak i oddelegował Urbańskiego do indywidualnego krycia Gibczyńskiego. Przyjezdni tymczasem pozwolili nam atakować. Niestety, ofensywa była nijaka, a przy tym dobre okazje marnowali Król (53) i Stępień (71). Wreszcie w 75 min Kaszuba z metra dobił świetne uderzenie Króla głową w słupek. Wydawało się, że Bałtyk chwyta wiatr w żagle, zwłaszcza, że rywale słabli w oczach. W 76 min Król strzelił groźnie z dystansu, a w 78 minimalnie niecelnie główkował. Niestety, kolejny atak tragicznie zepsuł Gronowski, inicjując w ten sposób pokazowy kontratak Brdy. Następna minuta i byłoby 1:3, gdyby nie czuwała nad nami opatrzność.
Ale biało-niebiescy nie zamierzali oddać punktów bez walki. W 86 min Stępień centrował z prawej flanki, a zamykający akcję po lewej stronie Kaszuba świetnie uderzył w długi róg! Natomiast w 89 min Grzesiuk - nie po raz pierwszy w sytuacji kryzysowej wystawiony na szpicy - wygrał przed linią "16" pojedynek główkowy, przepchnął się i wbiegł z piłką w pole karne. Uderzył płasko, niezbyt mocno i też w długi róg. 3:2!!! Ten zespół ma charakter. Mimo wszystko. A-ha, w doliczonym czasie goście zmarnowali kolejną "setkę". Znowu "asystował" Gronowski, który - zamiast dryblingu - powinien poszukać zagrania do Króla. Wtedy pewnie stanęłoby na 4:2.
Jakub, nie rób nam tego więcej!

7.04.2007 Mrzezino: Start - BAŁTYK 0:2 (0:1)

0:1 GRONOWSKI (14), 0:2 KRÓL (78)

Sędzia: Tyda. Żółte kartki: Pliński, Tojza.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Komorowski, Martyniuk, ZYBERT – Styn, Widzicki (89 Łukasiak), Knioch (24 SENWICKI), Gronowski - KASZUBA, PETA (60 Król). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Grzesiuk, Urbański, Wiszniewski.

Jerzy Jastrzębowski postanowił rozpocząć mecz składem, który kończył grę z Orkanem, acz z drobną korektą, ponieważ Klemczyk przeszedł ze środka obrony na prawą stronę, a Komorowski, co zrozumiałe, w odwrotnym kierunku. W 24 min zszedł z boiska Knioch, który pechowo stanął na piłce i prawdopodobnie skręcił kostkę. Chociaż już po meczu gorzej wyglądała spuchnięta noga Widzickiego. Mamy nadzieję, że do Brdy obaj dojdą do siebie. Jednak najgorszy był w tym spotkaniu wiatr. Mówią, że w Mrzezinie to prawie codzienność. Jeśli tak, można tylko gospodarzom współczuć. Futbol przy takim wietrze to na dłuższą metę nieporozumienie.
Nasz kapitan, za radą trenera, miał sposobność słusznego wyboru, aby grać z wiatrem w II połowie. Jednak i przed przerwą, gdy podmuchy wstrzymywały ataki, biało-niebiescy przeważali. Gol padł po dośrodkowaniu Kaszuby z rzutu rożnego. W zamieszaniu do piłki dopadł Gronowski i strzelił celnie z 10 m. Robiąc sobie miły prezent na 24. urodziny. W 37 min sytuację sam na sam, po zagraniu Pety, zmarnował Styn. W 40 i 44 min były następne okazje, lecz i miejscowi byli bliscy pokonania Grubby - w 30 min i dwukrotnie w 45. Po przerwie dominacja gdynian nie podlegała dyskusji. Start często miał kłopot nawet z wyjściem z własnej połowy, choć do 78 min przypadkowe kontry mrzezinian (na szczęście, niekończone strzałami) powodowały refleksję, że nasz zespół kusi los swoją nieskutecznością. Albowiem szans na podwyższenie wyniku było co najmniej kilka (Kaszuba, Peta, Gronowski...). Żal też było nieporadnie wykonywanych rzutów rożnych i wolnych. Grupka fanów z Gdyni mogła już spokojnie - bez drżenia o punkty - śledzić wydarzenia dopiero po efektownym uderzeniu Króla z woleja ok. 25 m. Niesiona wiatrem piłka przeleciala nad rękoma bramkarza, który chwilę wcześniej wprowadzał ją do gry.

31.03.2007 Gdynia: BAŁTYK – Orkan Rumia 1:1 (0:1)

0:1 D. Hebel (36), 1:1 KASZUBA (60)

Sędzia: Cwalina. Żółte kartki: KLEMCZYK, ŻEMOJTEL – Tusk.

BAŁTYK: Grubba - Komorowski, Grzesiuk (46 ZYBERT), Klemczyk, URBAŃSKI (46 Knioch) – Łukasiak (46 PETA), Widzicki, Martyniuk, Styn (82 Wiszniewski) - KASZUBA, Gronowski. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Senwicki, Król.

Pierwsza połowa dla Orkana i bez fajerwerków. Gospodarze grali niepewnie, nerwowo i za często mylili się w tyłach. Właśnie słaba asekuracja, banalne błędy taktyczne i jeszcze raz nerwowość obrońców, głównie powodowana przez Grzesiuka, który zagubił formę z jesieni (już w Dzierzgoniu było to widać jak na dłoni), a przy tym był jednak bardzo zmęczony ranną zmianą w pracy. W 22 min Siemaszko znalazł się w sytuacji sam na sam z Grubbą, lecz z 16 m przelobował i golkipera, i poprzeczkę. W 25 min Grubba broni w groźnej sytuacji, ale w 36 min nie miał szans przy precyzyjnym uderzeniu Hebla z ok. 14 m w długi róg. Straciliśmy tego gola w bardzo prosty sposób, ale na szczęście na tym skończyło się rozdawanie prezentów, przynajmniej prezentów z przykrymi konsekwencjami. Bo jeszcze w 58 min Hebel biegł sam na bramkę Bałtyku, jednak „Gruby” nie dał się pokonać. Jego interwencja była chyba przełomowa! Do tego momentu Orkan wydawał się na tle gdynian drużyną ciut konkretniejszą, aż raptem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, sam stał się tłem wydarzeń. I nie tylko dlatego, że nagle wstąpiły w Bałtyk magiczne siły? Od 78 min rumianie grali czterema nominalnymi napastnikami (D. Hebel, Siemaszko, Ł. Hebel i Rosiński) plus ofensywny Jarosz, a mimo to byli bezradni. Za szybko cały zespół przestawił się na defensywę...
Nie można jednak zapomnieć, że w 39 i 41 min dogodne okazje do wyrównania mieli Styn i Widzicki.
Wyrównanie to w głównej mierze zasługa Gronowskiego, który popędził lewą flanką, minął dwóch rywali i – mimo, że był faulowany w polu karnym! – zagrał do swojego imiennika z napadu. Kaszuba sprytnie strzelił z kilku metrów i było 1:1. A potem powinno być 2:1... Szybko rozgrywane ataki Bałtyku co rusz sunęły na bramkę Ferry. Szanse marnowali Kaszuba (dwukrotnie), Gronowski i Knioch. Kilka innych akcji psuliśmy nieudanymi ostatnimi podaniami. Wreszcie w doliczonym czasie, po rzucie rożnym, Peta strzelił potężnie nad poprzeczką z półobrotu z 6 m, a chwilę później Kaszuba otrzymał od Gronowskiego podanie na wolne pole i – nie wiedzieć czemu – przestraszył się bramkarza wybiegającego na skraj „16”. Jednak jeszcze w tej samej akcji przed szansą stanął Peta, lecz – mając przed sobą rozpaczliwie rzucających się na piłkę obrońców – wycelował z 14 m w słupek. Zabrzmiało aluminium, a po nim gwizdek.

24.03.2007 Dzierzgoń: Powiśle - BAŁTYK 2:2 (0:1)

0:1 WIDZICKI (39), 0:2 KASZUBA (50), 1:2 P. Zieliński (54-głową), 2:2 Makowski (75)

Sędzia: Jankowicz. Żółte kartki: Ruciński – GRUBBA, URBAŃSKI

BAŁTYK: Grubba - Komorowski (70 Budziwojski), Grzesiuk, Klemczyk, URBAŃSKI - Styn, Widzicki, Martyniuk, Gronowski (77 Wiszniewski) - PETA (46 Król), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Senwicki, Zybert, Łukasiak.

Ogólnie był to słaby, nieatrakcyjny mecz i słabo zagrały obie drużyny. Mimo wszystko biało-niebiescy powinni spokojnie zgarnąć całą pulę, lecz bodaj po raz drugi w tym sezonie (pamiętamy o Redzie) potracili głowy w sytuacji, gdy teoretycznie powinni kontrolować przebieg wydarzeń. Pierwszą bramkę Bałtyk zdobył w 35 min po rzucie wolnym Kaszuby, ale sędzia asystent sygnalizował pozycję spaloną Martyniuka. Cztery minuty później Widzicki, widząc niezdecydowanie rywali, śmiało zabrał się z piłką, wbiegł między dwóch obrońców i w sytuacji sam na sam na chłodno oszukał Wasiewskiego. Kiedy w 50 min Kaszuba przejął futbolówkę od Króla i w swoim stylu strzelił płasko z 14 m w długi róg, wydawało się, że z bólem i bez fantazji, ale koniec końców doczekamy się zwycięstwa.
Gospodarze jednak, dotąd nieporadni, szybko odpowiedzieli bramką kontaktową, która – z ich punktu widzenia – była przełomowa, ponieważ pobudziła do walki i lepszej gry. Po faulu Gronowskiego Makowski zacentrował z wolnego prosto na głowę najwyższego i... zdecydowanie najcięższego gracza Powiśla, P. Zielińskiego. A ten, mimo że miał naturalne kłopoty z szybkim poruszaniem się, zaskoczył wszystkich, a najbardziej naszych wysokich stoperów. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki... Wprawdzie krótko po tym nasz zespół mógł znowu prowadzić różnicą dwóch goli (akcja Gronowskiego, który powinien zagrywać do Kaszuby), ale i tak trudno negować fakt, że miejscowi zapracowali na remis. Nadal w ich grze dominowała nieporadność, lecz chęci, odwaga i determinacja były nieporównywalnie większe. W 75 min najstarszy w kadrze dzierzgonian Makowski (we wrześniu skończy 38 lat), w pobliżu którego znajdowali się Martyniuk i Budziwojski, przejął piłkę wybitą z „16” i kąśliwym uderzeniem z 18 m pokonał Grubbę. Gdynianie zachowywali się jakby zgubili się we mgle (o zgrozo, cała „11” cofała się na własne pole karne, gdy Powiśle biło rogi!), aczkolwiek w doliczonym czasie – po kornerze Budziwojskiego – przed szansą stanął Król, jednak w tłoku – zamiast natychmiast strzelić lewą nogą – przyjął piłkę i uderzenie prawą zostało zablokowane.

18.03.2007 Gdynia: BAŁTYK – Wierzyca Pelplin 0:4 (0:1)

0:1 Szyszkowski (45), 0:2 Borowski (47-głową), 0:3 Pawłuszek (79), 0:4 Szyszkowski (87)
W 29 min GRUBBA obronił rzut karny (strzelał Borowski) .

Sędzia: Kobylarz. Żółta kartka: Lewandowski

BAŁTYK: Grubba – Komorowski, Klemczyk, Martyniuk, SENWICKI (56 ZYBERT) – Styn (63 STĘPIEŃ), Łukasiak (52 Budziwojski), Widzicki, Gronowski – PETA, KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Urbański, Knioch, Król.

Pewnie im mniej o tym spotkaniu, tym lepiej. Tak padały bramki... 0:1 – Senwicki dopuścił do wrzutki z narożnika „16”, Grubba świetnie odbił „główkę” Borowskiego, ale nabiegający z lewej strony Szyszkowski miał przed sobą pustą bramkę. 0:2 – błąd Grubby, który wyszedł do kilkudziesięciometrowego zagrania. Być może w najważniejszym momencie przeszkodził Darkowi wiatr, ale takich piłek nie można nie łapać. Osamotnionego na desancie Borowskiego futbolówka... trafiła w głowę i wpadła do siatki. On zawsze, no, prawie zawsze, jest tam, gdzie coś takiego zdarzyć się może... To prawdopodobnie przesądziło o wyniku. 0:3 – goście rozklepali naszą obronę. Wprowadzony po przerwie Lizak zagrał z prawej flanki na środek pola karnego do Pawłuszka i grający trener lidera strzelił celnie z pierwszej piłki. 0:4 – kontra pelplinian wyprowadzona z samej linii końcowej na ich połowie! Wystarczyły dwa podania. Racki przebiegł z piłką 50 m, aż pod linię końcową, co niezmiernie rzadko – nie wiedzieć czemu – czynią nasi zawodnicy i spokojnie zagrał do Szyszkowskiego. Piłka podana jak na tacy, Grubba nie mógł nic zrobić.
Wbrew pozorom Wierzyca nie miała dużo więcej sytuacji, aczkolwiek najlepszą zmarnowała przy stanie 0:0. Zaczęło się od straty Martyniuka, poszła kontra... Borowski ograł w polu karnym Klemczyka, po czym wpadł w niego Widzicki. Bardziej ewidentną „jedenastkę” trudno sobie wyobrazić. Karę chciał wymierzyć sam poszkodowany, lecz Grubba – po raz drugi w sezonie – nie dał się pokonać z karnego. Odbił na korner płaskie uderzenie w lewy róg bramki!
Biało-niebiescy stracili swoje szanse w I połowie (Martyniuk w 22 min, Kaszuba w 39), gdy – byli równorzędnym rywalem dla lidera. Obie drużyny zaczęły grę uważnie, wręcz ostrożnie. Bałtykowi zabrakło werwy, polotu w ofensywie. Gdy atakował, przypominało to bicie głową w mur. Po przerwie też było kilka okazji, jednak albo dobrze bronił Imianowski (strzał Budziwojskiego z wolnego z 17 m), albo ratowała go poprzeczka (strzał „Budzika” z 25 m), albo Widzicki pudłował głową z kilku metrów.

19.11.2006 Gdynia: BAŁTYK - Wierzyca Starogard 1:0 (0:0)

1:0 KASZUBA (84) 

Sędzia: Walendziak. Żółte kartki: GRZESIUK (2x), KOMOROWSKI - Prinz, Zaworski, Rogalewski, Trzoska. Czerwona: GRZESIUK (82)

BAŁTYK: Grubba - Wiszniewski, Komorowski, Grzesiuk, Knioch (52 TOMASZEWSKI) - Melaniuk, Budziwojski, Martyniuk, KASZUBA  - PETA, Król (52 STĘPIEŃ). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI.

Biało-niebiescy kończyli przedłużoną jesień w okrojonym składzie (przeciwko Wierzycy nie mogli zagrać: kontuzjowani Jeschke i Styn, powołany na konsultację reprezentacji U-19 Senwicki oraz "uciekinierzy" - Rzepecki i Zaremba), co odbiło się na jakości gry, szczególnie w spotkaniach z outsiderami. Mimo to Bałtyk finiszował udanie. Dowodem 16 punktów w 6  meczach, łącznie dorobek 35 "oczek" (więcej niż rok temu po 18. kolejce!), w efekcie stabilna 5. lokata. Po cichu marzyło nam się miejsce na podium, ale zabrakło do niego dwóch punktów straconych w Redłowie z Pruszczem. Patrząc jednak chłodnym okiem na - przede wszystkim bardzo młodą - kadrę "Jastrzębia", jest lepiej niż mogliśmy przypuszczać dwa tygodnie przed startem ligi, gdy w klubie dochodziło do gruntownych zmian, a drużyna była w rozsypce. Dziś śmiało można napisać, że Bałtyk to zespół z charakterem. Siły tego charakteru doświadczyliśmy również na samej mecie I rundy.
W 82 min, kiedy gdynianie już wyraźnie przeważali, a zarazem igrali z losem, zbyt łatwo prowokując kontry przyjezdnych, Grzesiuk niepotrzebnie i ryzykownie (miał już kartkę) wstawił się za faulowanym Wiszniewskim. Efekt jego "kontaktu" z Trzoską mógł być jeden - wykluczenie. Jednak dwie minuty później obrońcy powstrzymali szarżę Melaniuka, lecz futbolówka szczęśliwie - jak się okazało - trafiła pod nogi Stępnia. "Tołdi" dośrodkował, Peta - próbując przewrotki - nie trafił w piłkę i dzięki temu dostał ją Kaszuba, po raz pierwszy operujący na lewym skrzydle. Spokojnie przyjął i strzelił płasko z 10 m! To 10 gol Jakuba w sezonie. Zdobyty w dziesiątkę!
Nasz zespół, grający w mocno przemeblowanym ustawieniu,  od początku miał przewagę, ale - jak zwykle - marnował dogodne, kilkakroć stuprocentowe okazje (Melaniuk, Król, Peta). Jednocześnie gafy w tyłach po raz kolejny wpędzały kibiców w stres. Nie przypadkiem tylko w pięciu meczach na 18 nie stracililiśmy gola. Wprawdzie Wierzyca straciła impet po ok. 20 minutach dobrej gry, lecz nerwy były do końca. Na szczęście w Starogardzie mają słabych napastników...

11.11.2006 Gdynia: BAŁTYK - Jantar Ustka 3:2 (1:2)

0:1 Małkowski (23), 0:2 Małkowski (29), 1:2 KRÓL (42), 2:2 PETA (88), 3:2 PETA (90)

Sędzia: Bator. Żółte kartki: GRZESIUK - Małkowski, Budniak, Haftkowski, Tomas.

BAŁTYK: Grubba - Komorowski, Martyniuk, Grzesiuk, SENWICKI - Stępień, Budziwojski (51 Knioch), KASZUBA, Melaniuk (78 TOMASZEWSKI)  - PETA, Król. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI.

I znowu horror, nawet do kwadratu. Zwycięska bramka padła w czwartej z 7 minut doliczonych przez arbitra. A mecz trwał tak długo, ponieważ w 57 min Stępień sfaulował golkipera gości, gdy ten próbował naprawić swój błąd po strzale Króla. Kiedy Tomek przepraszał Cicheckiego nikt nie sądził, że uraz bramkarza okaże się tak bolesny i będzie miał opłakane skutki dla outsidera IV ligi. Po 6-minutowej przerwie między słupkami stanął najlepszy dotąd i najwyższy z ustczan, środkowy pomocnik Haftkowski, bo wśród 13 nazwisk wpisanych do protokołu był tylko jeden bramkarz...
Wbrew pozorom, wcale nie było łatwiej skruszyć zagęszczoną defensywę Jantara, tym bardziej, że nasi zawodnicy od początku grali źle. Jakby uśpiło ich spóźnienie rywali (przyjechali na stadion 20 minut przed terminem). O końcowym wyniku przesądził fatalny błąd Haftkowskiego, bynajmniej nie bramkarski. W 88 min Martyniuk posłał mocną piłkę wzdłuż linii bocznej do Grzesiuka. Haftkowski chciał uprzedzić Karola i próbował go tak blokować, żeby piłka wyszła za linię końcową. Tymczasem długonogi "Lewis" ambitnie walczył i końcem buta "dziubnął" piłkę, dzięki czemu trafiła ona do nadbiegającego środkiem boiska Pety. Olek, naciskany przez obrońcę, natychmiast uderzył, niezbyt dobrze, ale mimo to futbolówka wturlała się do siatki przy samym słupku. W 88 min było więc 2:2 i... sporo czasu na zdobycie całej puli. Jesienią 2006 walka do końca jest znakiem firmowym biało-niebieskich i tak samo było w ostatnim meczu I rundy. Trzy punkty dał nam Peta, który świetnie strzelił z 18 m, wkręcając piłkę w dalszy róg bramki Jantara. Haftkowski sądził chyba, że piłka przejdzie obok słupka.
Co działo się do 57 min? Bałtyk udawał ataki, Jantar składnie kontrował. Małkowski, dwukrotnie w podobnych okolicznościach (płaski strzał z 12 m), pokonywał Grubbę. Najpierw kończąc błyskawicznie rozegrany kontratak, za drugim razem strzelając w zamieszaniu po dośrodkowaniu z wolnego i błędach naszej obrony. W 30 i 46 min Jantar marnował znakomite okazje, ale w tzw. międzyczasie Król, uderzeniem w długi róg z 14 m wykorzystał przypadkowe zagranie Stępnia. Żal młodych przyjezdnych, niespodziewanie pokazali się z dobrej strony, ale trzeba również pochwalić Bałtyk. Grać słabo i wyjść z takich opresji to zawsze sztuka. Zwłaszcza, że trener nie mógł skorzystać z pięciu aż piłkarzy (Styn, Wiszniewski, Jeschke, Rzepecki, Zaremba). Nas także było mało. Włączony do kadry 17-letni junior, Dawid Zybert (jeszcze niezgłoszony do rozgrywek) siedział na ławce, żeby poznać smak IV ligi.

4.11.2006 Wejherowo: Gryf - BAŁTYK 1:2 (0:1)

0:1 KASZUBA (36), 0:2 KRÓL (54), 1:2 Czarnocki (76)

Sędzia: Bartosiak. Żółta kartka: KRÓL. 

BAŁTYK: Grubba - Komorowski, Martyniuk, Grzesiuk, SENWICKI - Melaniuk (89 TOMASZEWSKI), Budziwojski, KASZUBA, Wiszniewski (78 Knioch) - PETA, Król (68 Rzepecki). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI, STĘPIEŃ.

W błocie pośniegowym, jak zwykli mówić drogowcy, toczył się ten mecz, a szczerze mówiąc - nie mecz, a oparta na przypadku kopanina, połączona z walką o utrzymanie równowagi. To było przebijanie futbolówki do przodu. Bałtyk zwyciężył, zainkasował cenne punkty, problem gry w koszmarnych warunkach mamy z głowy, ale mimo to nie wolno uciec od wniosku, że spotkanie ligowe na takiej nawierzchni to skandal (nazajutrz mecz Luzino - Brda na tym boisku już odwołano). Sędzia jednak miał inne zdanie. Zresztą nie jeden raz widział to co chciał, np. w 25 min ukarał Króla żółtą kartką za wymuszanie "11", a w rzeczywistości faul golkipera był ewidentny i tak czytelny, że doprawdy trudno było uwierzyć własnym oczom.
Bałtyk objął prowadzenie po dośrodkowaniu Budziwojskiego z rzutu wolnego. Kaszuba strzelił płasko z 10 m. W 54 min Król z zimną krwią wykorzystał sytuację sam na sam po świetnym dograniu Pety. Po przerwie do 70 min przewaga gdynian była wyraźna i mogła przynieść więcej goli, aczkolwiek w 52 min Grubba z trudem obronił groźny strzał z 12 m. W 76 min nie miał już jednak tyle szczęścia, ponieważ - po strzale Szwóła z wolnego z ok. 25 m - futbolówka skozłowała i trafiła Darka w twarz. Wykorzystał to nadbiegający Czarnocki i z bliska dobił piłkę do siatki.

28.10.2006 Gdynia: BAŁTYK - Czarni Pruszcz Gdański 1:1 (0:1)

0:1 Malinowski (15-wolny), 1:1 KASZUBA (89)

Sędzia: Jankowicz. Żółte kartki: GRZESIUK - Urbański, Stasiuk, Malinowski (2x). Czerwona: Malinowski (88).

BAŁTYK: Grubba - Komorowski, Martyniuk, Grzesiuk, SENWICKI - Melaniuk (67 ZAREMBA), Budziwojski (56 TOMASZEWSKI), KASZUBA, Wiszniewski (46 STĘPIEŃ) - PETA (67 Rzepecki), Król. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI.

Identyczna "jedenastka" jak w Czarnem, więc kto oglądał zwycięski mecz z beniaminkiem,  nie powinien się dziwić, że biało-niebiescy rozpoczęli słabo. To jednak nie efekt jakiejś zapaści czy kryzysu, a zwyczajnie pochodna braku doświadczenia i umiejętności. Nawet ze świadomością niedostatków obecnej kadry SKS nie mamy jednak wątpliwości, że nasi piłkarze, regularnie przecież trenujący, powinni pokonać zespół z Pruszcza, do niedawna uchodzący za outsidera. Kiedy jednak rywal - nieważne czy przypadkowo, nieważne czy zasłużenie - obejmie prowadzenie i zacznie bronić się 8-9 zawodnikami, Bałtyk ma twardy orzech do zgryzienia. W końcówce w składzie gdynian było pięciu młodzieżowców (w tym trzech juniorów), a ogólnie aż ośmiu graczy poniżej 24. roku życia, z których żaden nie grał - pomińmy epizody Zaremby i Rzepeckiego w III lidze - na wyższym szczeblu. Już ten  fakt przekłada się na grę gdynian, a jest jeszcze wiele innych, np. brak lidera z prawdziwego zdarzenia. Można narzekać na wynik, bo rozczarowanie jest powszechne, ale cieszmy się z uratowanego punktu. To już piąty mecz tej jesieni, w którym podopieczni Jastrzębowskiego potrafili skutecznie walczyć do końca.
Do momentu świetnego uderzenia Malinowskiego z rzutu wolnego z 18 m Bałtyk śmiało mógł prowadzić, lecz szanse zaprzepaścili Król i Peta. A potem - aż do ostatniego gwizdka - oglądaliśmy klasyczne bicie głową w mur z rosnącym ryzykiem wstrząsu, tzn. z ryzykiem kontry Czarnych na 0:2. Goście jednak byli za słabi, aby wykorzystać swoje szanse. Tymczasem do nas uśmiechnęło się szczęście. Winsztal, golkiper przyjezdnych, "wypluł" piłkę po strzale Grzesiuka zza linii "16" i wprawdzie odbił poprawkę Rzepeckiego (powrót Rafała do gry po 6 kolejkach, ale już tylko na chwilę)), lecz wobec kolejnej dobitki Kaszuby - z 10 m pod poprzeczkę - był bezradny. I jeszcze w doliczonym czasie mogliśmy zdobyć zwycięskiego gola, jednak Grzesiuk wybrał zły wariant...

21.10.2006 Czarne: Czarni - BAŁTYK 0:2 (0:0)

0:1 WISZNIEWSKI (58), 0:2 KRÓL (65)

Sędzia: Tyda. Żółte kartki: Bęben (2x) - SENWICKI. Czerwona: Bęben (81)

BAŁTYK: Grubba - Komorowski, Martyniuk, Grzesiuk, SENWICKI (46 JANICKI) - Melaniuk, Budziwojski, KASZUBA, Wiszniewski - PETA, Król. TRENER: Jastrzębowski.  Na ławce: Żemojtel, STĘPIEŃ, ZAREMBA.

Z wąską rezerwą - bez niedysponowanych Styna i Tomaszewskiego - Bałtyk poradził sobie z beniaminkiem, aczkolwiek przez długi czas nasz zespół miał niezrozumiałe kłopoty. Czarni, też osłabieni brakiem kilku czołowych graczy, okazali się bowiem słabiutkim zespołem, grającym futbol bardziej podwórkowy niż ligowy, a przy tym ok. 70 min wyraźnie opadli z sił. W efekcie zwycięstwo biało-niebieskich powinno być dużo bardziej okazałe. Żal okazji zmarnowanych od 65 min (m.in. Peta, Kaszuba, Wiszniewski, Melaniuk i Król), choć trzeba powiedzieć, że w 70 min uratowała naszych poprzeczka po "główce" jednego z gospodarzy z 10 m.
I połowa była udana dla Czarnych (byli bliżsi prowadzenia), więc po przerwie wykazali więcej odwagi w atakach. I zostali skarceni. W 58 min szarżujący prawą flanką Melaniuk dośrodkował, obrońca odbił piłkę głową, ale z lewej strony zamykał akcję Wiszniewski, który w pełnym biegu zdecydował się na strzał z woleja. Śliczna bramka, pierwsza autorstwa Przemka w sezonie. W 65 min Król z dużym spokojem wykorzystał sytuację sam na sam po prostopadłym zagraniu Pety. Na koniec odnotujmy 45-minutowy występ Janickiego, pierwszy tak znaczący w IV lidze. Tomek zmienił swojego rówieśnika, Senwickiego, ponieważ Michałowi groziła druga żółta kartka. Następny z 18-latków, Kaszuba, nazajutrz miał pojechać na trzydniowe testy do Amiki Wronki, ale przegrał z grypą.

15.10.2006 Gdynia: BAŁTYK - Orzeł Trąbki Wielkie 3:1 (3:1)

1:0 KASZUBA (6), 2:0 KASZUBA (19-głową), 2:1 Mierzejewski (20), 3:1 GRZESIUK (42)

Sędzia: Necel. Żółte kartki: MELANIUK - Piotrowski

BAŁTYK: Grubba - Komorowski, Martyniuk, Grzesiuk, SENWICKI - Melaniuk, Budziwojski (72 Wiszniewski), KASZUBA, Styn (89 JANICKI) - PETA (68 STĘPIEŃ), Król (78 ZAREMBA). TRENER: Jastrzębowski.  Na ławce: Żemojtel, TOMASZEWSKI.

Znowu linia defensywna w zmienionym ustawieniu, ponieważ Tomaszewski cierpiał z powodu zęba mądrości i nie czuł się najlepiej. Stąd na prawej stronie pojawił się Komorowski. Koniec końców tym razem obrońcy spisali się całkiem nieźle, Martyniuk może nawet zaliczył najlepszy występ w rozgrywkach. Jak się okazało, kombinowane biało-niebiesko-czerwone stroje (skierowana do Orła prośba trafiła w próżnię) były fartowne.
Wreszcie mecz ułożył się po naszej myśli, biało-niebiescy szybko objęli prowadzenie, i to dwubramkowe, chociaż po efektownym uderzeniu Mierzejewskiego z ok. 25 m przez moment towarzyszyło nam uczucie niepewności. Albowiem Orzeł, w przeciwieństwie do większości drużyn goszczących na naszym boisku, grał do przodu. Jednak mimo że w II połowie beniaminek osiągnął optyczną przewagę, uważnie i aktywnie broniący się gdynianie nie dopuścili do choćby jednej sytuacji, w której Grubba byłby w poważnych opałach. Za to należy się drużynie plus. Zarazem zapisaliśmy duży minus za brak precyzji w rozgrywaniu kontrataków. Okazji do kontry było, lekko licząc, dziesięć - wszystkie mniej lub bardziej zostały zepsute. Najbliżej podwyższenia na 4:1 był Król - po dośrodkowaniu Pety - ale 18-letni golkiper Orła, Oszmaniec, instynktownie odbił piłkę.
Wszystko co ważne działo się więc w I połowie. Pierwszy gol padł w zamieszaniu powstałym po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z boku pola karnego. Najpierw Martyniuk, potem Styn próbowali uderzyć w tłoku, aż wreszcie piłka trafiła pod nogi Kaszuby i on z zimną krwią strzelił z 7 metrów. Tym samym nasz najlepszy strzelec przerwał serial 5 spotkań bez gola. W 19 min obchodzący 31. urodziny Budziwojski dośrodkował z kornera na głową Martyniuka, ten zgrał piłkę na środek, a tam świetnie wyskoczył do "główki" Kaszuba. To był telewizyjny gol. Ale wydarzeniem niedzielnego przedpołudnia było trafienie Grzesiuka - lewą nogą z 25 m w samo "okienko". Do przerwy mecz był bardzo dobry i śmiało mogło być 4:2, nawet 5:2.

8.10.2006 Wejherowo: GKS Luzino - BAŁTYK 3:1 (3:0)

1:0 Rytlewski (17-głową), 2:0 Hartman (20), 3:0 Unton (37), 3:1 MARTYNIUK (77-głową)

Sędzia: Tyda. Żółte kartki: GRUBBA, PETA

BAŁTYK: Grubba - TOMASZEWSKI, Komorowski, Martyniuk, SENWICKI - Melaniuk (46 STĘPIEŃ), Budziwojski, KASZUBA, Styn - PETA (62 Wiszniewski), Król. TRENER: Jastrzębowski.  Na ławce: Żemojtel, JANICKI, ZAREMBA.

Akurat przeciwko mocnemu kadrowo beniaminkowi nasz trener musiał wystawić najmłodszą - jak dotąd - "jedenastkę", z czterema młodzieżowcami. Na bokach obrony z konieczności zagrali Tomaszewski z Senwickim (obaj młodzieńcy dopiero po raz drugi w sezonie wybiegli w podstawowej "11"), bo Grzesiuk akurat postawił na inne sprawy. Niedostatki kadrowe w tyłach (pamiętajmy o kontuzji Jeschke i wyjeździe Kniocha), a także anormalne warunki gry nie mogą jednak całkowicie usprawiedliwiać licznych "wielbłądów". W rzęsistym deszczu, który zamienił i tak fatalną murawę w bagno, nasi obrońcy zwyczajnie oddali rywalom punkty. Szczególnie trzecia bramka dla GKS, sprezentowana Untonowi (granie obrońców w poprzek boiska to zły nawyk) wołała o pomstę do nieba.
Inna sprawa, że gospodarze znacznie lepiej poruszali się na napstrzonej pułapkami nawierzchni, a przy tym rozumieli, że w takich warunkach nie wolno kombinować. Grali prosto, a konkretnie. Być może - nie, raczej na pewno! - wydarzenia potoczyłyby się inaczej, gdyby w 1 min Peta, a w 4 min  Melaniuk mieli ciut więcej szczęścia. Bo to Bałtyk zaczął od groźnych ataków, ale szkopuł w tym, że nie wykorzystał swej szansy. Honorowy gol padł po dośrodkowaniu Kaszuby z rzutu wolnego.

30.09.2006 Gdynia: BAŁTYK - Huragan Przodkowo 3:3 (0:1)

0:1 Komorowski (35-samobójcza), 0:2 Młyński (49-wolny), 1:2 GRZESIUK (55-karny), 2:2 STĘPIEŃ (89), 2:3 Młyński (90), 3:3 KRÓL (90)

Sędzia: Kuczkowski. Żółte kartki: Zoch.

BAŁTYK: Grubba - TOMASZEWSKI, Komorowski, Grzesiuk, Jeschke (28 Wiszniewski) - Melaniuk, Martyniuk, KASZUBA (67 ZAREMBA), Styn - PETA (46 STĘPIEŃ), Król. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI.

Biało-niebiescy zafundowali nam kolejny horror, a wydawało się, że większego dramatyzmu niż w meczu z Olimpią nie doczekamy. Kłopoty kadrowe odciskają piętno na grze Bałtyku  i nie wygląda ona dobrze, szczególnie w tyłach. Tracimy gole z łatwością, zdobywamy w wielkich bólach. Już w 13 min niewiele brakowało, żeby Młyński skorzystał z prezentu od naszej obrony, ale w 35 min zabrakło nam szczęścia. Komorowski zmienił głową lot piłki po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i było 0:1. Dosłownie z niczego, tym bardziej, że wolny został podyktowany za wielce wątpliwy faul "Komara" na Młyńskim. Nie układała nam się gra, na dodatek nie opuszczał pech. W 28 min Jeschke doznał kontuzji barku, która wykluczyła go z gry co najmniej do końca rundy...
W 49 min, gdy rozpoczynaliśmy akcję na własnej połowie, przez nikogo nie atakowany Tomaszewski przyjmował futbolówkę z pomocą ręki... Rzut wolny z ok. 25 m znakomicie wykonał Młyński (piłka odbiła się od poprzeczki) i było już 0:2.
Przełom nastąpił w 55 min, kiedy dośrodkowanie Wiszniewskiego z boku "16" trafiło w dłoń obrońcy Huraganu. "Jedenastkę" wykorzystał Grzesiuk i od tej pory trwało oblężenie bramki Dyszkiewicza, przerywane wszakże groźnymi kontrami. Trzykrotnie goście powinni, wręcz musieli, rozstrzygnąć losy spotkania, lecz Grubba wygrywał pojedynki z rywalami! W 81 i 85 min dogodne okazje marnowali Melaniuk i Król, wreszcie w 89 - po dalekim przerzucie Martyniuka i zgraniu piłki głową przez Grzesiuka (Karol kończył mecz w ataku!) Stępień świetnie wybiegł sam na Dyszkiewicza i doprowadził do wyrównania. Po chwili szansę na 3:2 miał Styn! Emocje sięgały zenitu. W rewanżu daleki wykop golkipera i przyjezdni - wobec koszmarnych błędów w ustawieniu naszej defensywy - zdobywają gola! Jednak w trzeciej minucie doliczonego czasu, Król, po zagraniu Styna, popisuje się na 12. metrze przewrotką. Futbolówka wpada do siatki tuż przy słupku. Niesamowite. Bałtyk pokazał charakter. Straconych punktów jednak żal.

24.09.2006 Gdynia: Arka II - BAŁTYK 4:1 (2:0)

1:0 A. Stępień (16), 2:0 Kołodziejski (23), 3:0 Kołodziejski (62), 3:1 KRÓL (77-głową), 4:1 Gorząd (78)

Sędzia: Kobylarz. Żółte kartki: Kościelniak, Madejski - BUDZIWOJSKI.

BAŁTYK: Grubba - Jeschke, Komorowski, Grzesiuk, Knioch (46 TOMASZEWSKI) - Melaniuk (62 STĘPIEŃ), Martyniuk, Budziwojski, Wiszniewski (46 Styn) - PETA (70 Król), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI, Rzepecki.

Trudno napisać, że arkowcy wystawili I-ligowy skład, bo nie bez powodu tacy zawodnicy jak Biecke - Gorząd, Kościelniak, Ulanowski, Griszczenko - Madejski, Mazurkiewicz, Bazler, Nawrocik - Stępień, Kołodziejski (wyjściowa "11" żółto-niebieskich) grają w rezerwach, ale po takiej litanii nazwisk nie da się ukryć, że przed meczem nasze szanse na zdobycz punktową były bliskie zera. Mimo to Bałtyk zaprezentował się godnie, ani przez moment nie odpuszczając. Biało-niebiescy konsekwentnie grali agresywnie, atakując rywali na ich połowie, nie rezygnowali z ataków, przeciwstawiali się lepszym piłkarzom z podniesioną głową. A że traciliśmy gole, to naturalny efekt klasy przeciwnika, który gnębił nas szybko rozgrywanymi akcjami albo środkiem, albo skrzydłami. Bałtyk nie znalazł lekarstwa na prostopadłe zagrania siejące popłoch w naszej obronie. Gole Arki nie brały się z przypadku. To była dobra nauka.
Oczywiście można gdybać, co byłoby gdyby przy stanie 0:0 sędzia podyktował karnego za faul Griszczenki na Melaniuku lub jak potoczyłaby się gra, gdybyśmy wykorzystali trzy dobre (jedna były wręcz znakomita) okazje między golami na 0:1 i 0:2. To jednak rzecz nie do sprawdzenia. Równie dobrze Arka mogła strzelić jeszcze ze trzy bramki więcej. Honorowy gol padł po dośrodkowaniu Styna i główce Króla. To pierwsze trafienie Łukasza od momentu jego powrotu na Olimpijską.
Niedzielnym występem na miesiąc pożegnał się z kolegami Knioch, który wyjechał za pracą do Niemiec, co o tej porze roku jest już dla niego tradycją. Za granicę wyrusza również Rzepecki, co oznajmił krótko po derby. Los chciał, że na te wyjazdy nałożyły się kontuzje Senwickiego i Zaremby oraz pauza Budziwojskiego za czwartą żółtą kartkę... Nadchodzi więc czas próby dla tych, którzy zostali i pragną coś w piłce osiągnąć.

17.09.2006 Gdynia: BAŁTYK - Bytovia 1:0 (0:0)

1:0 MELANIUK (55)

Sędzia: Nadolska. Żółte kartki: GRUBBA, BUDZIWOJSKI, MARTYNIUK, KASZUBA - Kłączyński, Bryndal, Cech.

BAŁTYK: Grubba - Jeschke (46 TOMASZEWSKI), Komorowski, Knioch - Styn (46 Król), Martyniuk, KASZUBA, Budziwojski, Wiszniewski - Melaniuk (65 STĘPIEŃ), PETA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI.

Nastąpił czas kłopotów i słabszej gry biało-niebieskich. Kontuzje wykluczyły z gry Grzesiuka, Zarembę i Senwickiego, a Rzepecki spóźnił się na przedmeczową zbiórkę i za karę musiał usiąść na trybunie. Na dodatek do ostatniej chwili niewiadomą była dyspozycja Komorowskiego, ale - jak się okazało podczas rozgrzewki - po bólu w pachwinie nie pozostał nawet ślad. Pole manewru pozostawało bardzo skromne. W tych okolicznościach trener zdecydował się na wariant 3-5-2, z Kaszubą jako ofensywnym pomocnikiem i Melaniukiem w ataku.
W I połowie całość wyglądała słabo, z każdą minutą nastawiona na grę z kontry Bytovia czuła się  pewniej, a w grze Bałtyku dominowały nerwowość i chaos. Właśnie z nerwów, niepotrzebnych fauli i niedopuszczalnych dyskusji z sędziną wzięły się cztery kartki. Tuż przed przerwą Jeschke opuścił boisko z mocno krwawiącą raną na głowie i już na nie wrócił. Całkiem udanie zastąpił go Tomaszewski, dla którego był to pierwszy występ w sezonie. Jedyny gol był zasługą Melaniuka, który w polu karnym otrzymał podanie od Wiszniewskiego, oszukał zwodem obrońcę, przełożył piłkę z prawej na lewą nogę i strzelił płasko z 13 m. Dopiero od tego momentu uwidoczniła się wyższość gdynian. Goście stworzyli co prawda trzy groźne sytuacje (Grubba bronił!), jednak - mimo reakcji trenera Walkusza i czterech zmian - wyglądali na zmęczonych, a przede wszystkim pozbawionych koncepcji. Tak to już bywa, gdy cały plan na mecz ogranicza się do obrony wyniku bezbramkowego. Bałtyk miał kilka świetnych okazji do podwyższenia, ale Wiszniewski, Kaszuba (wrócił do I linii) i Peta zmarnowali swoje szanse. Koniec końców nasz zespół przełamał własną słabość i, co ważne, stało się to na oczach licznej widowni, przybyłej także z Bytowa.

10.09.2006 Reda: Orlęta - BAŁTYK 4:0 (1:0)

1:0 Pek (12-głową), 2:0 Pek (80), 3:0 Luliński (87), 4:0 Renusz (90)

Sędzia: Wądołowski. Żółte kartki: Szudrowicz - JESCHKE.

BAŁTYK: Grubba - Jeschke (46 Król), Budziwojski, Grzesiuk, Knioch - ZAREMBA (61 STĘPIEŃ), Martyniuk, Wiszniewski, Styn (82 JANICKI) - PETA, Rzepecki (61 Melaniuk). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, KASZUBA.

Kontuzje Komorowskiego (na treningu) i Senwickiego (w meczu z Olimpią), a także brak pewności, czy Kaszuba faktycznie wyzdrowiał, mocno skomplikowały życie naszemu trenerowi. Ostatecznie na środku obrony zagrał Budziwojski. Wiele osób oczekiwało, że do obrony wróci Martyniuk, jednak Jerzy Jastrzębowski uznał, że kapitan jest daleko bardziej potrzebny drużynie jako gracz trzymający porządek w II linii. Nie do końca ta teoria znalazła potwierdzenie na boisku, ale nie dlatego, że obaj liderzy zespołu zawiedli (czemu i tak trudno zaprzeczyć), a dlatego, że to ogólnie nie był dzień Bałtyku. Szczególnie słabo dysponowani byli Grzesiuk oraz Król, który właśnie w Orlętach spędził poprzednie 4 sezony, a także Janicki, który w ciągu krótkiego debiutu ligowego zdążył sprokurować dwa gole...
Fakty są takie, że tego meczu nie mogliśmy wygrać. Wprawdzie w 7 min, po akcji Styna z Wiszniewskim, Zaremba zmarnował sytuację sam na sam, ale później nic się nie kleiło, nic nie udawało. Bardzo ładna była pierwsza bramka - Pek przelobował Grubbę głową z 14 m! Pewnie pomógł mu silny wiatr, akurat w I połowie sprzyjający gospodarzom. Po przerwie Bałtyk nieporadnie atakował, a Orlęta kontrowały. Dużo wcześniej mogło być po meczu, ale rywale psuli na potęgę. Worek z bramkami otworzył się dopiero po błędzie Budziwojskiego, który 40 m od bramki tak główkował, że po chwili Pek biegł sam na Grubbę. Nasi stanęli jak wryci i dobrze, że skończyło się tylko na 4 golach, choć i tak to szok.

6.09.2006 Gdynia: BAŁTYK - Olimpia Sztum 3:1 (0:1)

0:1 Chodowiec (4), 1:1 RZEPECKI (60), 2:1 RZEPECKI (81), 3:1 PETA (86)
W 45 min GRUBBA obronił rzut karny (strzelał Chodowiec).

Sędzia: Kurowski. Żółte kartki: PETA - Korda, Cicherski (2x). Czerwona: Cicherski (88).

BAŁTYK: Grubba - Jeschke (46 Melaniuk), Komorowski, Grzesiuk, Knioch - Styn, Budziwojski (79 ZAREMBA), Martyniuk, SENWICKI (46 STĘPIEŃ) - Król (55 Rzepecki), PETA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI, TOMASZEWSKI.

Trudno sobie wyobrazić, żeby piłkarzom i kibicom Bałtyku przydarzył się w tym roku piękniejszy mecz. A początek nie był miły... Albowiem najpierw wypadł z gry Wiszniewski (zapalenie ucha), potem w stres wprawili nas sędziowie (grube spóźnienie), a już w 4 min, po stracie piłki przez Jeschke na środku boiska, goście błyskawicznie wyprowadzili kontrę. Chodowiec znalazł się za linią obrony (gonił go Grzesiuk) i z 25 m przelobował Grubbę, który pośpieszył się z wyjściem poza linię "16". W 42 min ten sam napastnik, zmarnował tzw. setkę, natomiast w doliczonym czasie I połowy (aż 4 minuty, bo Olimpia od stanu 0:1 okrutnie kradła czas) nie wykorzystał rzutu karnego za faul Jeschke. Mogło być po meczu. Ale nie było...
Tak więc już po raz piąty w tym sezonie nasz zespół musiał gonić wynik. I znowu się udało! W 60 min Budziwojski świetnie wykonał rzut wolny z  20 m. Uderzona nad murem piłka odbiła się od poprzeczki, następnie od linii bramkowej, aż wreszcie do siatki wpakował ją Rzepecki. Był to pierwszy gol Rafała w biało-niebieskich barwach, a dla gdynian już szósty w tym sezonie zdobyty po stałym fragmencie. Trener Jastrzębowski natychmiast wstrzymał awizowaną czwartą zmianę, która miała jeszcze bardziej wzmocnić ofensywę.
Od 46 min gospodarze grali w ustawieniu 3-4-3, co przyniosło totalny atak i seryjnie stwarzane sytuacje w polu karnym Olimpii. W I połowie z naszej przewagi niewiele wynikało, w II - wyrównanie było kwestią czasu, podobnie następne gole. Co prawda goście zerwali z grą na czas i próbowali się odgryzać, lecz ich "5 minut" bezpowrotnie minęło. Poza tym Grubba pewnie interweniował. W 81 min do dalekiego wykopu Komorowskiego wybiegł Rzepecki i w sytuacji sam na sam przelobował Małkowskiego. Radość na oświetlonym jupiterami bocznym boisku GOSiR  - i na trybunach - była wręcz szalona. Pięć minut później, w tym przypadku - płaskim uderzeniem obok golkipera, Peta wykorzystał z 16 m tzw. otwierające podanie Melaniuka. Ledwie cztery dni wcześniej Janusz wrócił z wakacji w Anglii i potwierdził gotowość dalszych występów w Redłowie.

2.09.2006 Przechlewo: Brda - BAŁTYK 1:1 (0:0)

1:0 Pufelski (58-głową), 1:1 GRZESIUK (88-wolny)

Sędzia: Kuczkowski. Żółte kartki: M. Król, Jóźwiak, Kwietniewski, Nowak, Klimowicz -
BUDZIWOJSKI, MARTYNIUK, PETA, STĘPIEŃ. Czerwona: rezerwowy Wirkus (90).

BAŁTYK: Grubba - Jeschke, Komorowski, Grzesiuk, Knioch - ZAREMBA (56 Styn), Budziwojski (46 PETA, 67 STĘPIEŃ), Martyniuk, Wiszniewski - Ł. Król (60 Rzepecki), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, SENWICKI.

To był trudny mecz, punkt uratowaliśmy fartownie. Poddanych solidnemu reżimowi treningowemu gdynian rzeczywiście dosięgnął drobny kryzys, lecz nie sposób napisać po fakcie, że nie pracowali na ten remis i łut szczęścia. Techniczne uderzenie Grzesiuka lewą nogą z 18 m tuż nad murem było znakomite. Przed wykonaniem rzutu wolnego gospodarze mieli ogromne pretensje do arbitra za odgwizdanie faulu na Kaszubie (ich zdanie podzielił również obserwator, Grzegorz Rek), natomiast już po strzale Karola głośna krytyka ze strony jednego z rezerwowych skończyła się dla niego czerwoną kartką. Jednak faktem jest, że Jakub okupił zderzenie z rywalem naruszeniem kręgów szyjnych. W drodze powrotnej konieczna była wizyta w kościerskim szpitalu. Nasz napastnik wrócił do domu w usztywniającym gorsecie.
Beniaminek zaskoczył nas dobrą, uporządkowaną grą, acz w I połowie - mimo optycznej przewagi - nie potrafił poważniej zagrozić bramce Grubby. W Bałtyku nie funkcjonował atak i zawodziła II linia, być może wpływ na to miała niedyspozycja Budziwojskiego, który przed meczem zgłaszał dotkliwy ból pleców. Po przerwie - na przekór okolicznościom - trener zdecydował się na wariant ofensywny  (Peta wszedł do ataku, Kaszuba nieco cofnął się) i wydawało się, że to musi zaowocować. Biało-niebiescy osiągnęli wyraźną przewagę, co najmniej dwa razy sędzia-asystent zatrzymał ich akcje, błędnie sygnalizując ofsajd.
I złośliwy los chciał, że w tym okresie straciliśmy gola... Powtórzyła się sytuacja z meczu ze Startem. Po dośrodkowaniu z kornera futbolówka przelatuje przez całe pole bramkowe i trafia na głowę Pufelskiego. Koszmar! W 74 min Brda powinna prowadzić 2:0 (pudło napastnika, który miał przed sobą pustą bramkę) i, niesiona dopingiem, była naprawdę groźna. Na dodatek kilka minut wcześniej ostro zaatakowany Peta musiał opuścić boisko, bo zwyczajnie nie mógł chodzić. Na szczęście waleczność gdynian znowu została nagrodzona, a przez to i dwu i półgodzinna podróż do domu była przyjemniejsza.

26.08.2006 Gdynia: BAŁTYK - Start Mrzezino 2:2 (1:1)

0:1 M. Rambiert (26), 1:1 KASZUBA (30), 1:2 M. Rambiert (61-głową), 2:2 KASZUBA (82-wolny)

Sędzia: Sulikowski. Żółte kartki: KNIOCH, JESCHKE - Matyjaszczyk, Pieper.

BAŁTYK: Grubba - Jeschke, Komorowski, Grzesiuk, Knioch (76 STĘPIEŃ) - Styn (58 ZAREMBA), Budziwojski (65 Rzepecki), Martyniuk, Wiszniewski - PETA (58 Król), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI, SENWICKI.

Szykowaliśmy się do gry na sztucznej nawierzchni, ponieważ po południu lało i mimo że deszcz ustał dwie godziny przed terminem meczu, boczne boisko GOSiR fragmentami było "zatopione". Trener gości, akurat mających głośne kłopoty z weryfikacją własnego boiska, Stefan Srok czujnie zerkał na niedostatki "klatki" i sprawił, że również arbiter przyjrzał się uważnie zapisom w dokumencie weryfikacji sztucznego boiska. Aż wreszcie usłyszeliśmy, że gramy na trawie albo wcale... Przed pierwszym gwizdkiem nasz prezes oraz kibice serdecznie powitali Daniela Dubickiego, napastnika Startu.
Warunki gry sprzyjały dobrze czującym się w kontrataku przyjezdnym. Gra dołem i atak pozycyjny były prawie niemożliwe, lecz i tak przewaga była po stronie gdynian. Brakowało tylko wykończenia. Jednak rywale kąsali i dwa razy zrobili to bardzo boleśnie. W 26 min wyszli z zabójczą kontrą, którą rozpaczliwymi wślizgami - już w obrębie pola karnego - próbowali przerwać Grzesiuk z Komorowskim, jednak futbolówka jakby chciała koniecznie trafić pod nogi niewielkiego wzrostem M. Rambierta i to on skierował ją do pustej bramki. Drugi cios przyjęliśmy po godzinie gry. Po rzucie rożnym stojący przy bliższym słupku Dubicki przepuścił piłkę, która przeleciała przez całe pole bramkowe. Błąd z rodzaju wielbłądów! Na dalszym słupku czekał już M(ały) Rambiert.
Na pierwszego gola Bałtyk zareagował błyskawicznie. Kaszuba dobił z bliska uderzenie Wiszniewskiego z 14 m w słupek. Gola na 2:2 okupiliśmy nerwowym wyczekiwaniem. W końcówce nasz zespół grał już ultraofensywnie. Wyrównanie padło jednak - trochę niespodziewanie - z rzutu wolnego z boku "16". Golkiper Startu popełnił błąd przepuszczając płaski i niezbyt mocny, aczkolwiek sprytny strzał Kaszuby. W 86 min mieliśmy prawo domagać się "jedenastki" za faul na Stępniu, a w doliczonym czasie zamarliśmy, bo w polu karnym Jeschke zatrzymywał wślizgiem biegnącego na Grubbę Dubickiego. Wślizg był idealny. Zaś remis koniec końców zasłużony. Bodaj wszyscy na trybunach docenili charakter biało-niebieskich. Burza braw nie była za darmo.

23.08.2006 Rumia: Orkan - BAŁTYK 1:2 (1:1)

1:0 D. Hebel (19-wolny), 1:1 KASZUBA (32), 1:2 KASZUBA (48)

Sędzia: Okoń. Żółte kartki: Malinowski, Ziemak, Freiberg, Siemaszko - KNIOCH, MARTYNIUK, RZEPECKI (2x), BUDZIWOJSKI. Czerwona: RZEPECKI (90).

BAŁTYK: Grubba (43 Żemojtel) - Jeschke, Komorowski, Grzesiuk, Knioch - Styn, Budziwojski, Martyniuk, Wiszniewski (62 SENWICKI) - PETA (62 Król, 66 Rzepecki), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: ZAREMBA.

Znowu mecz z liderem, zarazem - wobec poczynionych latem licznych transferów - poważnym kandydatem do awansu. Na tle biało-niebieskich Orkan nie potwierdził aspiracji, w II połowie wypadł wręcz jak ubogi krewny. Rosiński (jeden z sześciu wychowanków Bałtyku w kadrze rywala), za którym wciąż wzdycha wielu fanów SKS (w poprzednich dwóch sezonach zdobył dla nas 38 goli), wszedł na boisko dopiero w 65 min i nic nie wniósł do gry. Nasz zespół zwyciężył, imponując wybieganiem i przygotowaniem fizycznym, ale prestiżowy, wyjazdowy sukces miał wysoką cenę.
Krótko przed przerwą Grubba zderzył się z Ł. Heblem i - nie chcąc powtórzyć błędu z wiosennego meczu z Rodłem, gdy po kontuzji został między słupkami i przepuścił gola - zasygnalizował konieczność zmiany. Natomiast w 62 min, zaledwie kilkadziesiąt sekund po wejściu na murawę, Król zderzył się w pojedynku główkowym z Malinowskim. Obaj gracze krwawili i musieli zejść. Po meczu Łukasz pojechał do szpitala, gdzie założono mu cztery szwy na łuku brwiowym. Końca gry nie doczekał również jego zmiennik. Rzepecki zobaczył żółte kartki za niesportowe zachowanie i niegroźny faul. Wbrew pozorom (razem 10 kartek) mecz na szczycie nie był wcale brutalny... A cały nasz pech zaczął się w 19 min, gdy po uderzeniu D. Hebla z rzutu wolnego z ok. 23 m piłka odbiła się od stojącego w murze Grzesiuka i zmyliła bramkarza.
Obie bramki dla Bałtyku zdobył Kaszuba. Najpierw, strzałem w długi róg, pięknie zwieńczył świetne zagranie Kniocha, a 3 min po przerwie sprytnie przystawił nogę do dośrodkowania Budziwojskiego z rzutu wolnego z boku pola karnego.

20.08.2006 Gdynia: BAŁTYK - Powiśle Dzierzgoń 1:0 (1:0)

1:0 PETA (38-głową)

Sędzia: P. Cwalina. Żółte kartki: KOMOROWSKI - Makowski, D. Mioduński.

BAŁTYK: Grubba - Jeschke, Komorowski, Grzesiuk, Knioch - Styn (64 ZAREMBA), Budziwojski, Martyniuk, Wiszniewski (64 SENWICKI) - PETA (81 Rzepecki), KASZUBA (64 Król). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI, STĘPIEŃ.

Spotkanie z liderem, który pierwsze dwa mecze wygrał do zera, zapamiętamy z pewnością z powodu debiutu pozyskanego z Legnicy Zaremby (20-latek przyjechał do Trójmiasta na studia) oraz powrotu Króla po czterech sezonach spędzonych w Redzie. Najlepszy piłkarz Orląt i czołowy snajper IV ligi jest przecież wychowankiem Bałtyku, lecz - co smutne - dziś jedynym w kadrze z wielce obiecującego na przełomie tysiącleci rocznika 1983. Obaj młodzieńcy wybiegli na boisko w II połowie, w momencie, gdy biało-niebiescy potrzebowali pomocy, bo dążące do remisu Powiśle osiągnęło przewagę. Aczkolwiek zespół z Dzierzgonia nie potrafił stworzyć tzw. stuprocentowej sytuacji.
Ozdobą gry było trafienie Pety, który świetnie wyskoczył szczupakiem do dośrodkowania szarżującego prawą stroną Budziwojskiego.

12.08.2006 Pelplin: Wierzyca - BAŁTYK 2:2 (1:1)

0:1 PETA (42), 1:1 Buława (44), 1:2 STYN (54), 2:2 Rutkowski (90)

Sędzia: Grabowski. Żółte kartki: Rutkowski, Borowski - GRZESIUK, PODGÓRNIAK.

BAŁTYK: Grubba - Jeschke, Komorowski, Grzesiuk, Knioch - Styn, Budziwojski (66 Podgórniak), Martyniuk, Wiszniewski (62 SENWICKI) - PETA (73 STĘPIEŃ), KASZUBA (81 Rzepecki). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI.

Pierwszy w sezonie poważny sprawdzian gdynian, niewiele zabrakło do oceny celującej. W doliczonym czasie Rutkowski, ongiś czołowy napastnik ligi, silnie strzelając w długi róg wykorzystał sytuację sam na sam. Nie potrafiliśmy utrzymać piłki z dala od własnego pola karnego... Co prawda wcześniej, od stanu 1:2  Wierzyca, jeden z kandydatów do awansu, zaprzepaściła bodaj cztery bardzo dobre okazje (na nasze szczęście, to nie był dzień supersnajpera, Borowskiego), lecz wbrew pozorom to nie miejscowi, a Bałtyk - i to od początku - nadawał ton grze. Śmiało można postawić tezę, że główną przeszkodą dla naszej drużyny była zalana murawa. Ileż to razy, po skutecznym odbiorze piłki, ataki biało-niebieskich powstrzymywały zdradzieckie kałuże. Od trafienia najlepszego na boisku Styna, który efektownym wolejem w pełnym biegu zrobił użytek z 40-metrowego zagrania Grzesiuka, można było pokusić się o trzeciego, rozstrzygającego gola...
Bramka na 1:0 padła po wrzutce Budziwojskiego z rzutu wolnego z boku "16". Zamykający akcję Peta z bliska wepchnął piłkę do siatki. To jego pierwszy gol w IV lidze. Tuż przed przerwą wyrównał Buława w ogromnym zamieszaniu powstałym po rzucie rożnym.
To był ostatni mecz Bałtyku z udziałem Podgórniaka, odsuniętego od składu z przyczyn niezwiązanych ze sportem, aczkolwiek jego słaba forma również nie pozostała niezauważona.

6.08.2006 Starogard Gdański: Wierzyca - BAŁTYK 0:2 (0:1)

0:1 MARTYNIUK (6), 0:2 KASZUBA (61)

Sędzia: Kobylarz. Żółta kartka: Draszanowski.

BAŁTYK: Grubba - Jeschke, Komorowski, Martyniuk, Knioch - Styn (60 STĘPIEŃ), Podgórniak (56 SENWICKI), Budziwojski (56 Grzesiuk), Wiszniewski (67 Rzepecki) - PETA, KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI.

Inauguracja mogła, nawet powinna, być jeszcze bardziej okazała. Drastycznie odmłodzeni podczas przerwy letniej gospodarze nie przypominali drużyny, która była wicemistrzem IV ligi. Pierwszy gol padł po dośrodkowaniu Budziwojskiego z rzutu rożnego (wolej Martyniuka z 6 m), w drugiej bramce udział miał Grzesiuk, który dalekim wykopem uruchomił pozostającego na desancie Kaszubę. Gdyby nasi nastoletni napastnicy wykazali więcej zimnej krwi, skończyłoby się na 4-5 golach. Ale, jak się miało wkrótce okazać, Olek i Kuba dopiero wstrzeliwali się...
W 56 min trener dokonał podwójnej zmiany, która utrwaliła wyjściową "11" na dłuższy czas. Przede wszystkim na środku obrony Grzesiuk zluzował Martyniuka, który dzięki temu mógł przejść na optymalną dla niego pozycję w II linii. Na pewno miłą niespodzianką okazał się fakt, że z powodzeniem na bokach obrony odnaleźli się Jeschke i Knioch, defensorzy z konieczności.
Po meczu, a przed obiadem w Trąbkach Wielkich, szybki chrzest przeszedł debiutant i najmłodszy w zespole Stępień. Rzepecki, nie wiedzieć czemu, jakoś uchronił się przed klapsami. Poza tym po 10-miesięcznej przerwie (pobyt w Anglii) biało-niebieski trykot założył Komorowski.