Relacje - sezon 2008/2009
3.06.2009 Stargard Szczeciński: Błękitni - BAŁTYK 1:0 (0:0)
1:0 Woźniak (51-karny)
Sędzia: Lisowski (Redło). Żółte kartki: Królak, Lewandowski - KOZERKIEWICZ, ZYBERT.
BAŁTYK: Chamera - KOZERKIEWICZ (73 RADZIMSKI), Wróbel, Martyniuk, LITWINKO - ANDRYCHOWSKI (57 LIS), Pietrzyk (87 ZYBERT), Pięta, Styn, Adamus (62 Peta) - Nadolny. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Przybyszewski.
BŁĘKITNI: Kaczmarczyk - Pustelnik, Procyk, D. KARASIAK, Lewandowski - Jureczko, KRÓLAK, JANKOWSKI, Zdunek (73 JARZĄBEK) - Gajda (78 GŁĄB), Woźniak (90 DUDA). TRENER (grający): Gajda. Na ławce: Klimaszewski, Ł. Karasiak, Inczewski, Markiewicz.
30.05.2009 Gdynia: BAŁTYK - Astra Ustronie Morskie 3:1 (1:0)
1:0 ADAMUS (12), 1:1 Lenkiewicz (55), 2:1 WRÓBEL (64), 3:1 MARTYNIUK (89)
Sędzia: Walendziak (Malbork). Mecz bez kartek.
BAŁTYK: Chamera - KOZERKIEWICZ, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT - GMIŃSKI (46 RADZIMSKI), Pietrzyk (79 Przybyszewski), Pięta, Styn, Adamus - Nadolny. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Litwinko, Lis, Andrychowski.
ASTRA: Malec - Gontek, Płomiński, RODAK (76 RUTKOWSKI), KOTOWSKI (46 SZAFRAN), Rakowski, Wawerczak, Sęk (46 Lenkiewicz), DUŃCZAK (46 Wojciechowski), WUDARCZYK, SZKUP. TRENER: Żolik.
23.05.2009 Rumia: Orkan - BAŁTYK 1:0 (1:0)
1:0 Prinz (19)
Sędzia: Świderski. Żółta kartka: PETA.
BAŁTYK: Chamera - LITWINKO (51 KOZERKIEWICZ), Wróbel, Martyniuk, ZYBERT - Styn, LIS (46 ANDRYCHOWSKI), Przybyszewski (68 Peta), Adamus - Kudyba (46 Nadolny), Szudrowicz. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński, Radzimski.
ORKAN: Duda - SKWIERCZ, URBANIAK, Fera, Wesołowski - PRINZ, Broner, Bodzak, Cirkowski - R. Siemaszko (90 Freiberg), Kłos (71 PROKOPÓW). TRENER: Gierszewski.
16.05.2009 Słupsk: Gryf 95 - BAŁTYK 1:0 (0:0)
1:0 Pytlak (89)
Sędzia: Purczyński (Stargard Szczeciński). Żółte kartki: Pietras, Kowalczyk, Świdziński, Kryszałowicz - STYN, PIĘTA, SZUDROWICZ.
BAŁTYK: Chamera - KOZERKIEWICZ, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT - Pięta, LITWINKO (70 LIS), Styn (72 Przybyszewski), Adamus (89 Peta) - Kudyba (63 Nadolny), Szudrowicz. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Andrychowski, Gmiński.
GRYF 95: KOWALCZYK (58 RATAJCZYK) - Batista, Bukowski, Waleszczyk, BIELECKI, Gibczyński, Pietras, ŚWIDZIŃSKI (64 Polakowski), PYTLAK, Kryszałowicz (90 WIŚNIEWSKI), Szymański (72 KOZŁOWSKI). TRENER: Polakowski.
13.05.2009 Gdynia: BAŁTYK - Zatoka Puck 3:2 (2:2)
0:1 Semak (1), 1:1 SZUDROWICZ (6), 1:2 Smarzyński (34), 2:2 PIĘTA (37), 3:2 PIĘTA (50)
Sędzia: Czaczyk (Stargard Szczeciński). Żółte kartki: KOZERKIEWICZ, STYN, ZYBERT - Ilanz.
BAŁTYK: Chamera - KOZERKIEWICZ (83 ANDRYCHOWSKI), Wróbel, Martyniuk, ZYBERT - Styn (71 Przybyszewski), Pięta, LITWINKO (81 LIS), Adamus (58 Nadolny) - Kudyba, Szudrowicz. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński, Peta.
ZATOKA: Biecke - Rytlewski (68 GRABOWSKI), Komorowski, ZIELIŃSKI, Semak - STĘPIEŃ, Bloch, Laskowski, Smarzyński, ILANZ (68 Hartman) - Kazubowski. TRENER: Hartman. Na ławce: Stanik, Węsierski, Lesner, K. Ziemak.
9.05.2009 Gdynia: BAŁTYK - Orlęta Reda 4:1 (1:0)
1:0 KUDYBA (6), 2:0 PIĘTA (51-karny), 2:1 Olufemi (56), 3:1 NADOLNY (79), 4:1 NADOLNY (90)
Sędzia: Kuczkowski (Zblewo). Mecz bez kartek.
BAŁTYK: Chamera - KOZERKIEWICZ, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT - Pięta, LITWINKO (84 GMIŃSKI), Przybyszewski (87 LIS), Styn (46 Nadolny) - Kudyba, Szudrowicz (62 Peta). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Andrychowski, Radzimski.
ORLĘTA: Ryband - Trocki, Soszyński, Gołdyn, KULTYS - Tomaszewski (69 Szyczewski), SZYMAŃSKI, Korzeniewski (84 Elwart), STĘPIEŃ (72 SADOWSKI) - Olufemi, Heinig. TRENER: Walczak.
3.05.2009 Bytów: Bytovia - BAŁTYK 2:1 (0:0)
0:1 Kasperowicz (48-samobójcza), 1:1 Maciejewski (75), 2:1 Ł. Łapigrowski (84)
Sędzia: Walendziak (Malbork). Żółte kartki: Kowalski, Cierson - LIS, WRÓBEL.
BAŁTYK: Chamera - ANDRYCHOWSKI (89 KOZERKIEWICZ), Wróbel, Martyniuk, LITWINKO - Pięta, LIS (88 GMIŃSKI), Przybyszewski, Styn - Kudyba, Szudrowicz (80 Peta). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Radzimski.
BYTOVIA: OSZMANIEC - Kasperowicz, Cierson, Maciejewski, P. Łapigrowski, Pufelski, Bryndal (69 Kraska), KOWALSKI (56 FORMELA), Stanios (72 Ł. Łapigrowski), PARAFICZ, Adamowicz (56 Ciemniewski). TRENER: Walkusz.
30.04.2009 Gdynia: BAŁTYK - Rodło Kwidzyn 6:0 (3:0)
1:0 SZUDROWICZ (28-głową), 2:0 KUDYBA (36), 3:0 KUDYBA (44-głową), 4:0 SZUDROWICZ (64), 5:0 GMIŃSKI (86), 6:0 KUDYBA (88-głową)
Sędzia: Czyż (Władysławowo). Żółta kartka: M. Świokło.
BAŁTYK: Chamera - LITWINKO, Wróbel, Martyniuk (46 LIS), ZYBERT (70 KOZERKIEWICZ) - ANDRYCHOWSKI (46 GMIŃSKI), Przybyszewski, Pięta, Styn (60 Peta) - Kudyba, Szudrowicz. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Radzimski.
RODŁO: Wielgus - Maluchnik, P. ŚWIOKŁO, M. Świokło, Graczyk - Tayo (58 SONTOWSKI), P. JAWORSKI (46 WARCZAK), Duszyński - LASZKIEWICZ (81 SAWIŃSKI), Ł. Jaworski - GAWROŃSKI (46 Nwobi). TRENER: Obiała. Na ławce: Szewczak, Prześniak.
25.04.2009 Trzebiatów: Rega - BAŁTYK 2:1 (0:1)
0:1 KUDYBA (33), 1:1 Przewoźniak (49), 2:1 Kasztelan (90)
Sędzia: Aluszyk (Szczecin). Żółte kartki: Hernacki - PIETRZYK, CHAMERA.
BAŁTYK: Chamera - LITWINKO, Wróbel, Martyniuk (75 LIS), ZYBERT - ANDRYCHOWSKI (57 RADZIMSKI), Pięta, Pietrzyk, Przybyszewski (57 Szudrowicz), Styn - Kudyba. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński, Kozerkiewicz.
REGA: Łapczyński - KAMIEŃ, Wawiórko, ŚLIWA, Hernacki, Orłowski, Muskała (75 FILIKS), BAGIŃSKI (70 KASZTELAN), Dubiela, Przewoźniak (90 Komar), Cebulski. TRENER: Kiszkiel.
18.04.2009 Gdynia: BAŁTYK - Sława Sławno 2:0 (0:0)
1:0 ZYBERT (53-głową), 2:0 PIĘTA (83)
Sędzia: Lewczuk (Malbork). Żółta kartka: PIĘTA.
BAŁTYK: Chamera - LITWINKO, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT - RADZIMSKI (46 ANDRYCHOWSKI), Pięta, Styn, Adamus (87 Peta) - Kudyba, Szudrowicz (79 Pietrzyk). TRENER: Jastrzębowski.Na ławce: Grubba, Lis, Gmiński, Przybyszewski.
SŁAWA: Kaźmierczak - Dondera, Izmajłowicz, Stańczyk, Hładuniuk - CHAŁUBIŃSKI, SIARNECKI, Feliński, ZEJGLIC - Chyła (48 Nowak), Molongo. TRENER: Szygenda. Na ławce: Ulatowski, Michalak, Sawicki.
Trener Jastrzębowski, zmartwiony słabszą grą niż wskazują na to wyniki, postanowił dać szansę od pierwszej minuty Stynowi (dopiero po raz drugi w sezonie) oraz Radzimskiemu, dla którego był to debiut w wyjściowej "11". Goście przyjechali w piętnastu, bez drugiego bramkarza, a po wymuszonym kontuzją zejściu Chyły trener Szygenda miał obok siebie na ławce rezerwowych jedynie trzech juniorów. Sława dobrze rozpoczęła, do przerwy solidnie pracowała na zdobycz punktową, jednak w II połowie, zwłaszcza po trafieniu Zyberta powtórzyła się historia ze Sławna. Biało-niebiescy osiągnęli sporą przewagę i zasłużenie zwyciężyli w takim samym stosunku. Co ciekawe, 13 września ub.r. pierwszy gol również padł po dośrodkowaniu z kornera (wtedy celnie główkował Pietrzyk, który teraz siedział wśród rezerwowych, co zdarzyło się drugi raz od transferu z Bytovii...) Tym razem z narożnika boiska zagrywał Adamus, jeden z obrońców gości, choć zdrowo wyskoczył, nie dosięgnął piłki, która spadła prosto na głowę "Zibiego". Dawid z pięciu metrów uderzył nie do obrony. W 57. występie ligowym zaliczył premierowy wpis na listę strzelców! Akurat w przeddzień wyjazdu na konsultację kadry narodowej U-21.
W II połowie jeden jedyny raz - w 72 min, po ostrym zagraniu Felińskiego w pole karne - Sława zagroziła bramce Chamery, jednak żaden z napastników nie dosięgnął futbolówki, która przeleciała wzdłuż linii bramkowej. Goście swoją najlepszą szansę zaprzepaścili w 16 min, gdy po dobrze rozegranym rzucie wolnym Stańczyk uderzył z 18 m na tyle silnie, że Chamera z trudem sparował piłkę przed siebie. Doskoczył do niej Chyła i z kilku metrów fatalnie przestrzelił. Jeszcze w 4 min Molongo sprytnie przepchnął Martyniuka w obrębie "16" i trafił do siatki... Arbiter słusznie odgwizdał przewinienie, a Kameruńczyk przeprosił naszego kapitana. Ale było groźnie.
Gdynianie jakoś nie mogli się przełamać w I połowie, pojedyncze akcje - czy to szarża Kudyby (9), czy "główka" Szudrowicza (19), czy też wolej Styna z 14 m (22) - nie mogły zadowolić kibiców. Dopiero od 53 min nasze akcje nabrały nieco rozmachu. W 60 min ofiarnie grający goście (tego waloru nie można im było odmówić) blokowali w polu karnym trzy kolejne strzały, w 64. dwie akcje i dwa uderzenia Andrychowskiego przyniosłyby podwyższenie, gdyby w sukurs Kaźmierczakowi nie przyszli stojący na linii bramkowej obrońcy, a w 73. - po dośrodkowaniu Szudrowicza - wolej Adamusa z 8 m przeleciał nad poprzeczką, choć już się nam zdawało, że to będzie piękny gol. Na rozstrzygnięcie musieliśmy poczekać do 83 min - Pietrzyk na środku boiska zagrał do Styna, ten odegrał do Pięty, który zrobił z piłką kilka kroków i, w swoim stylu, z 25 m strzelił płasko w róg bramki strzeżonej przez 35-letniego golkipera.
11.04.2009 Kartuzy: Cartusia - BAŁTYK 0:0
Sędzia: Czyż (Władysławowo). Żółte kartki: Rubin, Zagórski - STYN, WRÓBEL.
BAŁTYK: Chamera - LITWINKO, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT - ANDRYCHOWSKI (46 RADZIMSKI), Pięta, Pietrzyk, B. Adamus (58 Styn) - Kudyba, Szudrowicz (58 Peta). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Lis, Gmiński, Kozerkiewicz.
CARTUSIA: Czyżniewski - Mach, Stencel (61 Murawski), Karasiński, KEMPIŃSKI - KORDYL (89 LEŚNICZAK), RUBIN, Zagórski, Bubienko, DAWIDOWSKI (73 Banaszak) - Mitura (66 GRUCHAŁA). TRENER: A. Adamus. Na ławce: Tyc, Cyman.
Na boisko przy ul. 3 Maja wybiegła ta sama "11", co przeciwko Kaszubii. Powielenie zwycięskiego składu nie do końca sprawdziło się, ponieważ biało-niebiescy rozegrali słaby mecz i po raz trzeci w sezonie bezbramkowo zremisowali. W I połowie, jeśli pominąć (wiel)błąd jednego z gospodarzy (stracił piłkę kilka metrów przed polem karnym) i błyskawiczny strzał Pietrzyka (Czyżniewski z trudem wybił futbolówkę na róg), właściwie nie stworzyliśmy realnego zagrożenia na przedpolu młodego "Czyżyka". Liczna - po połączeniu - grupa zaprzyjaźnionych kibiców obu klubów mogła poczuć rozczarowanie, bo ani przez moment świąteczne widowisko nie przywołało emocji z jesiennej potyczki. A naszych piłkarzy jakoś nie zmobilizowały wieści z Bytowa, gdzie wicelider stracił kolejne punkty...
Gospodarze mieli dobrą końcówkę I połowy - najpierw Mitura w 38 min przypomniał, że dysponuje niezłym uderzeniem (Chamera odbił na korner strzał z 25 m), zaś w 42 min były arkowiec zmarnował już wyborną sytuację. Na linii pola karnego otrzymał podanie od Zagórskiego, wbiegł między dwóch obrońców i właściwie miał przed sobą całą bramkę, bo nie bardzo mógł mu przeszkodzić Chamera. 23-letni napastnik okrutnie jednak spudłował z 12 m. Jeszcze w 48 min, po zagraniu Zagórskiego z rzutu wolnego w pole karne, Martyniuk w ostatniej chwili zablokował strzał Karasińskiego.
Z czasem tzw. optyczna przewaga biało-niebieskich zaznaczała się coraz wyraźniej, ale gdy brakuje polotu i rozsądku (głównie atakowaliśmy lewą stroną, gdzie piłka grzęzła w piasku) trudno o powodzenie. Najbliższy go był Kudyba, kiedy w 69 min Litwinko zgrabnie ugasił w zarodku kontrę rywali i zainicjował jedną z nielicznych akcji w stylu Bałtyku. Piłka wędrowała jak po sznurku: Peta, Pięta i wreszcie "Kudi", którego strzał z 16 m zablokował wślizgiem jeden z obrońców, a natychmiastową poprawkę następny wybił sprzed z linii bramkowej, ponoć ręką, co gwałtownie reklamowali nasi zawodnicy, a po meczu również i szkoleniowiec. Minutę później Kudyba mógł skorzystać z błędu przeciwnika, jednak tym razem przestrzelił z linii pola karnego. W 75 min Chamera świetnie wybronił bardzo silny strzał Zagórskiego z wolnego z 30 m, a potem - już do końca - trwała piłkarska przepychanka. Bałtyk nieudolnie atakował i marnotrawił kolejne szanse zagrożenia bramce Czyżniewskiego po stałych fragmentach, a schowani za podwójną gardą miejscowi czychali na kontry. I kilka szans otrzymali, bo gdynianie przez swoją niedokładność prowokowali los. Dobrze, że bez konsekwencji.
5.04.2009 Gdynia: BAŁTYK - Kaszubia Kościerzyna 4:2 (1:1)
0:1 Banaczek (27-karny), 1:1 PIĘTA (34), 2:1 KUDYBA (74), 3:1 KUDYBA (75), 3:2 Banaczek (77), 4:2 KUDYBA (84)
Sędzia: Bator (Malbork). Żółte kartki: ZYBERT - Drzymała.
BAŁTYK: Chamera - LITWINKO, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT - ANDRYCHOWSKI (60 RADZIMSKI), Pięta, Pietrzyk (88 Przybyszewski), Adamus (84 Styn) - Kudyba (89 Peta), Szudrowicz. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński, Kozerkiewicz.
KASZUBIA: Kafarski - WOJTKIEWICZ, Klawikowski, Kubsik, Bieliński (58 GOŁUŃSKI) - GRZYWACZ, Wysiecki (78 Wirkus), Żuk, DRZYMAŁA - Banaczek, Kwietniewski (62 Neścior). TRENER: Budziwojski.
28.03.2009 Gdynia: BAŁTYK - Darzbór Szczecinek 1:0 (0:0)
1:0 KUDYBA (82)
Sędzia: Walendziak (Malbork). Żółta kartka: PIĘTA. Czerwona: Kowalczyk (72).
BAŁTYK: Chamera - LITWINKO, Wróbel, Przybyszewski (79 Styn), ZYBERT - ANDRYCHOWSKI (46 RADZIMSKI), Pięta, Pietrzyk, Adamus (78 Peta) - Kudyba, Szudrowicz. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Martyniuk, Kozerkiewicz.
DARZBÓR: Stelmaszyński - SIDOROWICZ, Fijołek, Kowalczyk, Fryś - Trzeźwiński (43 Moroza), Węglowski, KUSIAK (63 JABŁOŃSKI), Kubicki - Romańczyk, PYTLARZ (74 CZESZCZEWIK). TRENER: Datta. Na ławce: Kaszubowski, Borkowski, Jaroszyński, Ludwiczek.
Po 19 tygodniach wolnych od wywołującej wzrost adrenaliny rywalizacji ligowej nie doczekaliśmy się fajerwerków na inaugurację wiosny, ale w takich sytuacjach mówi się, że punkty są najważniejsze. Jednocześnie nie da się uciec od wniosku, że choć w Bałtyku nie narzekamy na treningi na sztucznej trawie, to jednak prawdą jest, że co za dużo, to niezdrowo, nawet bardzo niezdrowo. Gdynianie nie byli sobą, ich największym problemem był brak precyzji. W naszej drużynie zadebiutował Andrychowski (jego zmiennik, Radzimski, miał już za sobą występ w PP).
W 20 min, po rzucie rożnym Adamusa, obrońca gości prawie sięgnął nogą głowy pochylonego Pietrzyka i sędzia odgwizdał rzut wolny pośredni z 14 m. Pięta nie zrobił z niego użytku (trafił w mur). W 25 min Darzbór wyszedł z kontrą, którą Kubicki zakończył strzałem do siatki, ale w tym momencie sędzia asystent miał już dłoń z chorągiewką w górze. Mimo to sami kibice byli podzieleni w opiniach. Strzelec nie protestował. W 29 min akcję Szudrowicza z Kudybą mógł zakończyć atakujący lewą flanką Adamus, ale jego strzał był zbyt lekki, by zaskoczyć Stelmaszyńskiego. Najgoręcej zrobiło się tuż przed przerwą, bo najpierw Wróbel - jak nie on! - wprawił publikę w osłupienie rozpoczynając atak podaniem do... Kubickiego (po chwili Chamera wybił na róg strzał Węglowskiego z linii "16"), a w rewanżu ujawnił się wreszcie Pięta, tyle że typowe dlań uderzenie lewą nogą golkiper gości przeniósł nad poprzeczkę.
Druga połowa była o tyle lepsza, że przyniosła zwycięskiego gola, jednak ogólnie poziom emocji wzrósł minimalnie. W 50 min Pietrzyk mógł potwierdzić, iż tytuł króla sparingów (7 goli) nie był dziełem przypadku, jednak - po wrzutce Przybyszewskiego - niecelnie główkował, mimo że bramka stała otworem. Aż klęknął z wrażenia, że futbolówka przeleciała nad poprzeczką. W 61 min o krok od szczęścia był Pięta, jednak tak naprawdę wrota prowadzące do sukcesu otworzył przed nami stoper przyjezdnych. Kowalczyk popełnił bowiem banalny błąd przed polem karnym - pozwolił piłce na kozioł i ta go przeskoczyła. A że w pobliżu czaił się i błyskawicznie wystartował Szudrowicz, pechowiec powalił go na ziemię. Trochę potrwało, aż sędzia pokazał czerwony kartonik, lecz można było odnieść wrażenie, że wszyscy - i na boisku, i na trybunach - spodziewają się tego samego. Zdarzenie było zbyt czytelne. Trener Jastrzębowski zareagował na nie po siedmiu minutach, gdy stało się jasne, że dokończymy grę na połowie rywali. Pomocnik wszedł za obrońcę, gol wisiał w powietrzu. I wreszcie padł - w 82 min Kudyba przejął piłkę, której nie zdołał opanować "Szu", w swoim stylu zastawił się, odwrócił w kierunku bramki i śmiało wbiegł w pole karne, by zaskoczyć bramkarza i kibiców czystym uderzeniem lewą nogą w długi róg!!! Kilkadziesiąt sekund mógł podwyższyć wynik, jednak w finale świetnej akcji ze Stynem zgubił piłkę. Ot, cały Darek. Ciągle nas zaskakuje.
23.11.2008 Gdynia: BAŁTYK - Olimpia Sztum 3:0 (walkower)
Goście nie stawili się na zawody
Sędzia: Necel (Władysławowo).
BAŁTYK: Grubba - KACZYKOWSKI, Wróbel, ZYBERT - Pięta, LITWINKO, Pietrzyk, Adamus - Kudyba, Nadolny, Szudrowicz. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Chamera, Kubsik, Gmiński, Prinz, Przybyszewski, Styn, Kozerkiewicz.
15.11.2008 Gdynia: BAŁTYK - Błękitni Stargard Szczeciński 2:1 (0:1)
0:1 Zdunek (43), 1:1 SZUDROWICZ (57), 2:1 SZUDROWICZ (69-głową)
Sędzia: Witkowski (Rumia). Żółte kartki: PIETRZYK, KUDYBA, SZUDROWICZ - Głąb, Karasiak, Procyk.
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Pietrzyk, Kubsik (46 Szudrowicz), ZYBERT - Pięta, LITWINKO (58 PRINZ), Przybyszewski, Adamus - Kudyba (83 Styn), Nadolny. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński, Pająk, Kozerkiewicz.
BŁĘKITNI: Kaczmarek - Lewandowski (75 INCZEWSKI), Procyk, Pustelnik, Filocha - KARASIAK (77 JARZĄBEK), GŁĄB, KRÓLAK, Jureczko (29 Zdunek) - Woźniak, Gajda. TRENER (grający): Gajda. Na ławce: Klimaszewski, Bielicki, Markiewicz, Gibas.
Do meczu na szczycie nasz zespół przystąpił bez duetu stoperów, Martyniuk-Wróbel. Jak istotny to ubytek, wie każdy sympatyk biało-niebieskich. Z Marcinem i Łukaszem na środku obrony Bałtyk stracił w tym sezonie tylko jednego gola, w konfrontacji z Bytovią. Z konieczności więc do Kubsika (zastępuje "Martę") dołączył Pietrzyk, który rolę stopera pełnił przez całą rundę wiosenną. Roszadom na strategicznym obszarze musiała towarzyszyć niepewność, zwłaszcza przed tak ważnym spotkaniem (na dodatek z najlepszym atakiem ligi), ale - jak się okazało - nie gra defensywna rozstrzygnęła o wyniku. Po przerwie, kiedy gdynianie mieli nóż na gardle, Kubsika zastąpił Szudrowicz i od tej pory blok obronny tworzyli z Pietrzykiem dwaj młodzieżowcy, ba, od 58 min, gdy na boisku pojawił się Prinz, w "11" SKS mieliśmy aż sześciu bardzo ofensywnych graczy. Nie licząc Przybyszewskiego, który również potrafi grać do przodu. I takie ustawienie zespołu miało decydujący wpływ na przebieg wydarzeń w II połowie, którą gospodarze wygrali 2:0, a mogli wyżej, np. 3:1...
Albowiem w 55 min Błękitni, którzy w przerwie ewidentnie postanowili grać z kontry, rozgrywali "piłkę meczową". Szybką akcję zwieńczyło precyzyjne dogranie spod linii końcowej do Królaka, który z 14 m musiał trafić do siatki. Na szczęście uratował nas Chamera. Wcześniej nie tak dobre szanse na wyrównanie mieli Kudyba (47) i Nadolny (50), natomiast 120 sekund po gafie Królaka całkowicie odmienił losy gry jej późniejszy bohater. Szudrowicz niespodziewanie zdecydował się na strzał lewą nogą z woleja z ok. 25 m. Źle ustawiony Kaczmarek nie miał prawa dosięgnąć piłki, która wpadła do siatki tuż przy słupku. Wszyscy na trybunach odetchnęliśmy, bo akurat w tym dniu różnica między 0:1 a 1:1 była przeogromna.
W 59 min, po rzucie wolnym Pięty, Kaczykowski z bliska spudłował głową, w 61. golkiper gości z trudem odbił uderzenie Adamusa sprzed linii "16". W 65. Chamera, wybiegając na skraj pola karnego, przerywa kontratak stargardzian. Nadchodzi 69 minuta... Pięta, grający z opaską kapitana, wykonuje rzut rożny. Na bliższym słupku rewelacyjnie skacze Szudrowicz. Uderza futbolówkę tyłem głowy. Piłka pięknie leci w przeciwległy górny róg bramki. Bałtyk powiększa przewagę nad wiceliderem do czterech punktów! W 79 min zwycięstwo miał obowiązek przypieczętować Nadolny, jednak w sytuacji sam na sam strzelił lekko i prosto w nogi Kaczmarka. Z kolei w 87 min "Wielki Szu" miał szansę na hat-tricka, ale gdy zwodem w polu karnym już otworzył sobie drogę do bramki, na linii strzału znalazł się następny obrońca. W 90 min Pięta minimalnie chybił z rzutu wolnego z 20 m. Sędzia doliczył cztery minuty i, nie ukrywamy, był to bardzo nerwowy czas. Napastnikom Błękitnych nie udało się jednak powtórzyć błyskotliwej kombinacji z 43 min.
Wtedy właśnie przyjezdni objęli prowadzenie. Klasę pokazali liderzy klasyfikacji strzelców - bardzo ruchliwy, trudny do upilnowania Gajda posłał świetną prostopadłą piłkę do Woźniaka. Ten wybiegł sam na Chamerę, lecz uznał, że lepiej zagrać do biegnącego lewą stroną Zdunka. Młody pomocnik, który wszedł na plac gry w 29 min, mógł strzelić do pustej bramki. Rozpaczliwy powrót Kaczykowskiego i Pietrzyka był spóźniony. Taki cios robi wrażenie. Poczuliśmy siłę rywala, który jednak do tego momentu - mimo że próbował otwartej gry - sprawiał przeciętne wrażenie. Notabene Bałtyk również nie grał, jak powinien. Graliśmy bałaganiarsko i zbyt nerwowo. W 3 min, do prostopadłego podania - co było dla nas przestrogą - wystartował Karasiak, ale nieczysto trafił w piłkę i jego strzał Chamera złapał bez problemu. Dla odmiany w 37 min nasi obrońcy sami sprowokowali zagrożenie, tyle że prezent - fatalnym uderzeniem z 18 m - zmarnował Woźniak. Gdynianie posiadali inicjatywę, próbowali strzałów z dystansu (Przybyszewski, Kudyba, Litwinko - wszyscy celnie), ale to nie było to. Na dodatek nie było pożytku z rozgrywanych nieporadnie stałych fragmentów.
Na koniec ciekawostka, o której nie chcieliśmy pisać przed meczem. Ostatniej - do soboty - potyczki gdynian z Błękitnymi towarzyszyły przecież fatalne wspomnienia. W czerwcu 2001, gdy Bałtyk żegnał się z III ligą (zresztą nasz rywal także), drużyna prowadzona przez trenera Geszke poległa w Stargardzie Szczecińskim aż 0:7. Gajda z Woźniakiem trzykrotnie pokonali wtedy... Chamerę, a uczestniczyli w tamtej klęsce również Grubba (wystąpił w polu) oraz Adamus. Złe duchy zostały przegnane.
8.11.2008 Ustronie Morskie: Astra - BAŁTYK 2:1 (1:0)
0:1 PIETRZYK (45-głową), 1:1 Płomiński (68-głową), 2:1 Lenkiewicz (70-głową)
Sędzia: Lisowski (Rewal). Żółte kartki: Kuźniak - NADOLNY, WRÓBEL.
ASTRA: Kuźniak - Płomiński, Rodak, Kotowski, Dudka (46 Kwapisz) - Gontek, Sęk, Wawerczak (40 Rakowski), Szkup - Lenkiewicz (75 Wódarczyk), Wojciechowski (89 Siano). TRENER: Żolik.
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Wróbel, Kubsik (84 Styn), ZYBERT – PRINZ (79 KOZERKIEWICZ), Przybyszewski, Pietrzyk, Pięta - Kudyba (65 Szudrowicz), Nadolny. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Litwinko, Gmiński, Adamus.
Najdalszy w rundzie jesiennej wyjazd przyniósł największe rozczarowanie. Zwłaszcza grupie prawie 200 kibiców dopingujących team SKS. Biało-niebiescy przegrali po serii 15 meczów bez porażki (w tym 13 zwycięstw) i po raz pierwszy od 21 maja (2:2 w Rumi) stracili dwa gole. Radość gospodarzy po końcowym gwizdku była przeogromna. Albowiem przez długi czas nic nie wskazywało, że Astra może zwyciężyć. W trudnych warunkach, bo padał deszcz i było bardzo szaro, Bałtyk niby kontrolował wydarzenia, aż raptem w ciągu trzech minut dwukrotnie nasi piłkarze zaspali przy rzutach rożnych. To niesamowite - do tej pory na pięć straconych przez gdynian goli aż cztery padły po stałych fragmentach! Być może, jak mówił trener Żolik, nasi obrońcy dali się oszukać. Ponoć po raz pierwszy rogi bił prawonożny Szkup zamiast słynącego z uderzeń lewą nogą Wojciechowskiego. Dwie "dokrętki" w świato bramki i nieszczęście gotowe.
Po silnych ciosach podopieczni trenera Jastrzębowskiego nie zdołali już do końca gry odzyskać inicjatywy. Miejscowi wybronili się walecznością i zaangażowaniem, na dodatek - przed meczem z wiceliderem - straciliśmy drugiego stopera. Wróbel otrzymał żółtą kartkę - chcąc naprawić błąd Pięty zrobił wślizg, który z powodu śliskiej murawy jedynie wyglądał bardzo niebezpiecznie. Pozostał żal, ponieważ I połowa zdecydowanie należała do gdynian - Astra nastawiła się na kontry. Były szanse na bramkę, najlepszą zmarnował Kudyba w 24 min (jego strzał z 7 m obronił golkiper). Dopiero w ostatnich sekundach dopięliśmy swego. Podobnie jak w Sławnie, Pięta dośrodkował z kornera - tyle że na dalszy słupek - a Pietrzyk świetnie wyskoczył do główki! Piłka jeszcze skozłowała przed linią bramkową i zatrzepotała w siatce.
Po przerwie deszcz nasilił się, natomiast Astra zagrała odważniej. Mimo to groźniej atakowali gdynianie, którzy - przy większej dokładności - mogli podwyższyć prowadzenie. Brak instynktu killera zemścił się. W 68 min, po rzucie rożnym, pozostawiony bez opieki Płomiński uderzył celnie głową z szóstego metra. Chamera nie miał szans. Już sekundy wcześniej mieliśmy farta, bo Kaczkowski ledwo naprawił szkolny błąd Zyberta. Następna akcja gospodarzy przyniosła im kolejny korner - Chamera pięknie obronił świetny strzał Wojciechowskiego. I po tym rzucie rożnym, dla odmiany zagranym na krótszy słupek, straciliśmy drugiego gola! Lenkiewicz, "główka" po koźle i 1:2.
2.11.2008 Gdynia: BAŁTYK - Orkan Rumia 2:1 (2:1)
1:0 ADAMUS (6-wolny), 1:1 Kłos (14-wolny), 2:1 PIĘTA (42)
Sędzia: Kuczkowski (Zblewo). Żółte kartki: WRÓBEL, KACZYKOWSKI, PRZYBYSZEWSKI, ZYBERT - Siemaszko, Kolanowski.
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Wróbel, Kubsik, ZYBERT – Pięta, LITWINKO (70 PRINZ), Przybyszewski, Adamus (84 Styn) - Kudyba, Nadolny (80 Szudrowicz). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński, Pająk, Kozerkiewicz.
ORKAN: Duda - SKWIERCZ, Fera, PROKOPÓW - KOLANOWSKI, Broner, Cirkowski, Malinowski (29 Bodzak) - Gronowski (43 D. Hebel), Siemaszko, Kłos. TRENER: Kotas. Na ławce: Ferra, Manteufel, Butowski, Hoffman, Luliński.
Potyczki Bałtyku z Orkanem należą do klasyków naszej ligi i na miarę takiego wydarzenia był początek meczu. Otwierający kwadrans obfitował w emocjonujące sytuacje. Już w 2 min, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, zakotłowało się na przedpolu Chamery - Prokopów uderzył piłkę głową obok bramki. W 5 min, po pierwszym z kilku błędów Dudy, Pięta nie zagrał (choć powinien) do jednego z partnerów i szansa bramkowa przepadła. Jednak już po kilkudziesięciu sekundach Adamus miał posłać piłkę w "16" gości z rzutu wolnego tuż przy linii bocznej, a ledwie 10 m od środka boiska. Tymczasem z dogrania wyszło uderzenie, a swoje dołożył golkiper Orkana, który nieopatrznie zrobił jeden krok za daleko (do przodu) i... dał się przelobować. Powtórka z historii - rok temu, gdy graliśmy na sztucznej nawierzchni, Duda popełnił dwa bramkowe błędy i w przerwie został zmieniony. Gol kuriozum, lecz jakże istotny. Zwłaszcza, że w 9 min Chamera musiał bronić chytry strzał Fery z rzutu wolnego w krótki róg. Błyskawicznie przekonaliśmy się o najgroźniejszej broni rumian. W I połowie nie uniknęliśmy jednak stałych fragmentów. Dobre i to, że Fera nie otrzymywał okazji do dalekich wyrzutów z autu... W 10 i 11 min, po dobrych akcjach, mogli podwyższyć prowadzenie Pięta i Adamus, a tymczasem w 14. rozpędzony Siemaszko oszukał Wróbla, który musiał ratować się faulem. Do piłki ustawionej ok. 20 m od bramki podszedł lewonożny Kłos i strzelił silnie prosto w mur. Rykoszet i... gol na 1:1. Michał nie dosięgnął piłki. W ostatnich pięciu meczach z Orkanem - za kadencji"Jastrzębia" - Bałtyk stracił 7 goli. Aż 5 po stałych fragmentach, w tym 3 bezpośrednio z wolnych.Niezrażeni tym nasi piłkarze dalej atakowali. W 21 min Duda efektownie obronił strzał Pięty zmierzający w samo okienko, w 30. - po dośrodkowaniu Pięty i zgraniu głową przez Zyberta - Kudyba fatalnie przestrzelił z 5 m! W 37 i 39 min było gorąco po wolnych Przybyszewskiego i wreszcie w 42. zagranie Adamusa z rzutu rożnego na dalszy słupek przejął Wróbel. Łukasz wycofał piłkę na skraj "16", do Pięty, który świetnie wziął rywala na plecy i popisowym "rogalem" lewą nogą w dalszy róg bramki Dudy przywrócił prowadzenie Bałtyku! Minutę po tym trener Kotas musiał dokonać już drugiej zmiany z powodu kontuzji - Gronowski, nasz wychowanek (jeden z pięciu byłych graczy SKS w składzie gości), ucierpiał w zderzeniu z Zybertem.
Po zmianie stron osłabieni kadrowo goście (w wyjściowym składzie zabrakło Pomorskiego, Dubickiego i Freiberga) - mimo chęci i coraz odważniejszych decyzji taktycznych Kotasa - nie byli już w stanie poważniej zagrozić bramce Chamery. Żal tylko, że biało-niebiescy nie pierwszy raz w tym sezonie nie potrafili podwyższyć wyniku i marnowali seryjnie powtarzające się okazje do kontry. Zresztą bardzo dogodne, bo rywale odsłaniali się okrutnie. Niestety, uniknęli zguby. Stanęło na skromnym 2:1. Ozdobą spotkania mogły być trafienia Nadolnego i Adamusa. Ten pierwszy w 69 min serią zwodów przebił się przez blok obronny, lecz przegrał pojedynek z Dudą, natomiast Błażej dwie minuty poźniej pięknie strzelił z woleja z 16 m, ale w II połowie golkiper Orkana nie popełniał już błędów i dobrze obronił.
25.10.2008 Puck: Zatoka - BAŁTYK 1:2 (1:1)
0:1 NADOLNY (22), 1:1 Pek (25), 1:2 SZUDROWICZ (85)
Sędzia: Witkowski (Rumia). Żółte kartki: Lesner, Treppa, Michalski - PIETRZYK.
ZATOKA: Biecke - Czuk (46 Bloch), Michalski, Królik, KOBYLARZ - LESNER (46 STĘPIEŃ), Smarzyński, Laskowski, TREPPA (69 ILANZ) - Hartman, Pek. TRENER: Gierszewski.
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Wróbel, Martyniuk (10 Kubsik), ZYBERT – Pięta (68 PRINZ), LITWINKO (68 Przybyszewski), Pietrzyk, Adamus - Kudyba (64 Szudrowicz), Nadolny. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński, Styn.
Bałtyk rozpoczął w takim samym składzie jak w zwycięskim meczu przeciwko Gryfowi 95. W piątek mieliśmy obawy o występ narzekających na urazy Chamery i Martyniuka, ostatecznie obaj wybiegli na boisko, jednak nasz kapitan, który w tygodniu starał się oszczędzać, szybko poczuł ból w łydce i zasygnalizował konieczność zmiany. Kapitańską opaskę przekazał Pięcie, który z kolei w 68 min oddał ją Wróblowi. W ten sposób w meczu na szczycie Bałtyk miał trzech kapitanów... Do składu gospodarzy powrócił kontuzjowany ostatnio Michalski, a niespodziewanie zabrakło Stępnia w wyjściowej "11". W centrum II linii Zatoki zobaczyliśmy dwóch bocznych pomocników i być może dlatego w I połowie biało-niebiescy szybko osiągnęli wyraźną przewagę. Zresztą pierwsze 45 minut dostarczyło mnóstwo emocji i musiało się podobać. Nasz zespół narzucił swój styl gry, zaatakował i już w 2 min kibice SKS widzieli piłkę w siatce. Niestety, wszyscy ulegliśmy złudzeniu, ponieważ piłka - uderzona przez Piętę lewą nogą z rzutu wolnego z 17 m - być może tylko o centymetry, ale jednak minęła słupek bramki Zatoki.
W 4 min, po prostopadłym zagraniu za plecy obrońców, Kudyba obnażył ociężałość stoperów gospodarzy, znakomicie wybiegł sam na Biecke i zdawało się, że gol musi paść. Jednak nie padł, bo na 16. metrze Darek nieczysto trafił w piłkę i przez to okrutnie spudłował. W 11 min, po rogu Pięty, mieliśmy zamieszanie w polu karnym, ale Biecke udanie interweniował. Za chwilę golkiper Zatoki, mimo że w pobliżu Nadolnego był Michalski, wybiegł daleko poza "16" i kopnął Łukasza w udo. Ewidentny faul, gwizdek arbitra, tylko trudno zrozumieć, co powstrzymało sędziego przed sięgnięciem po żółtą kartkę. Nie dalej jak za kolejną minutę Kamil, w końcu nasz wychowanek, błysnął już tylko talentem, bo świetną paradą uratował swój zespół przed niechybnym golem. Z 14 m strzelał Kudyba, a czystą pozycję miał dzięki przytomnemu zagraniu Nadolnego klatką piersiową. Wreszcie w 22 min stało się to, co wisiało w powietrzu. Nasi zawodnicy co rusz zmuszali bardzo niepewną w tym dniu defensywę Zatoki do błędu, lecz jedynie Nadolny potrafił to wykorzystać (piłka spadła mu pod nogi po powietrznym pojedynku "Kudiego" z obrońcą). "Nadol" dał nam prowadzenie precyzyjnym strzałem z 18 m. Futbolówka odbiła się od słupka i zatrzepotała w siatce. Tylko że radość raptownie uleciała, gdy w 25 min Smarzyński z Hartmanem szybko rozegrali akcję, w której finale Pek, kolejny wychowanek SKS, znalazł się w sytuacji sam na sam z Chamerą. Z zimną krwią strzelił celnie obok nogi Michała... Dość powiedzieć, że była to jedyna groźna akcja mistrzów IV ligi. Ofensywna bezradność miejscowych była chyba jeszcze większym zaskoczeniem niż ich dziurawa obrona.
W 34 min Pięta dośrodkował z prawej strony, Nadolny był sprytniejszy od obrońców i z bliska znowu trafił do siatki, lecz sędzia asystent podniósł chorągiewkę. Ofsajd. Jeśli już, to minimalny. W 36 min Kudyba znalazł się w polu karnym i to byłaby akcja bramkowa, gdyby naszemu snajperowi nie odskoczyła piłka, co ułatwiło wślizg obrońcy. W 37 min Pek sprytnie blokował Zyberta w polu karnym i Hartman stanął przed szansą, tyle że, gdy opanował piłkę, miał już przed sobą Chamerę, który w zarodku zgasił próbę strzału. W 43 min w podobnej sytuacji - po błędzie Czuka - znaleźli się Adamus z Biecke.
II połowa nie była już tak widowiskowa. Więcej było walki i szarpaniny, aczkolwiek rzucała się w oczy piłkarska przewaga gdynian, którzy unikali kopania piłki byle do przodu. W 47 min "główka" Nadolnego przeleciała nad poprzeczką, w 67 min Biecke obronił strzał Szudrowicza z narożnika "16". Trudno napisać, żeby Chamera znajdował w opałach, aczkolwiek coraz większy chaos w środku pola powodował ryzyko, że jedna, nawet przypadkowa akcja, jeden stały fragment gry mogą przesądzić o wyniku. Trener Jastrzębowski wymienił więc dwóch pomocników. Na akcję meczu czekaliśmy jednak aż do 85 min. Zaczęła się od wślizgu Zyberta, który na środku boiska ofiarnie zagrał do Pietrzyka. Ten zrobił z piłką kilka długich kroków i zagrał prostopadle w pole karne, do Nadolnego. Łukasz, stojąc tyłem do bramki i mając na plecach dwóch rywali, odegrał piłkę do Szudrowicza, który na środku "16" stał zupełnie bez opieki! Spokojnie zerknął, gdzie jest Biecke i, bez pośpiechu, strzałem lewą nogą zapewnił nam cenne punkty. Zrobił to, co nie udało mu się w końcówce meczu w Kościerzynie mimo równie doskonałej okazji. Jeszcze w 89 min Nadolny stanął przed szansą dobicia przeciwnika, ale jego dwa kolejne uderzenia bronił Biecke. I to byłoby na tyle.
Fatum wiosennego 0:5 w Pucku odeszło w niepamięć. Zresztą motyw pogromu przeważnie uwypuklali ci, którzy nie chcieli dostrzec odważnej i ofensywnej taktyki gdynian w tamtym spotkaniu i większej liczby okazji bramkowych niż teraz! Pięć straconych bramek było efektem splotu niekorzystnych okoliczności. Dowodem na niecodzienność tamtego wypadku przy pracy niech będzie statystyka - od 5 kwietnia Bałtyk rozegrał w IV i III lidze 26 meczów. Wygrał 19, zremisował 6, poległ jeden jedyny raz (0:1 w Słupsku). Bramki 54-8. Dla porównania Zatoka przegrała od tamtej pory 4 spotkania (plus 2 barażowe). Wiosną zabrakło nam szczęścia i skuteczności, umiejętności pewnie też. Dziś nie było żadnych wątpliwości.
18.10.2008 Gdynia: BAŁTYK - Gryf 95 Słupsk 2:0 (1:0)
1:0 LITWINKO (27), 2:0 NADOLNY (51)
Sędzia: Czyż (Władysławowo). Żółte kartki: PIETRZYK, WRÓBEL - Waleszczyk
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT – Pięta (78 Kubsik), LITWINKO, Pietrzyk (89 Przybyszewski), Adamus - Kudyba, Nadolny (72 Szudrowicz). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński, Styn, Prinz
GRYF 95: Piechota - BIELECKI, Bukowski, Matusewicz, Sarna (62 Pluta) - KOZŁOWSKI (46 Gibczyński), Waleszczyk (75 Ł. MOKRZYCKI), Jędrzejak (46 ŚWIDZIŃSKI), PYTLAK - Szymański, Kryszałowicz. TRENER: Polakowski. Na ławce: Ratajczyk, Pietras, Fursa.
Po raz pierwszy od 8 listopada 2003 r. (2:2 z Cartusią) piłkarze Bałtyku rozegrali mecz ligowy na głównym stadionie GOSiR, ongiś stadionie SKS, ale wciąż pozostającym symbolem potęgi stoczniowego klubu. Gdy arbiter rozpoczął grę, jupitery dopiero się rozgrzewały, ale gdy Litwinko zdobywał swoją pierwszą bramkę w dorosłej lidze mogliśmy już w pełni poczuć magię widowiska rozgrywanego przy sztucznym świetle. Pod krytą trybuną zapanował ogromny entuzjazm. Z historii wiemy, że biało-niebieskim - od pierwszego w historii futbolu na Pomorzu meczu w świetle jupiterów (4.11.1989, 0:0 z Górnikiem Wałbrzych) - raczej nie wiodło się w tych szczególnych okolicznościach (1 zwycięstwo, 4 remisy, 2 porażki). W II lidze, na cztery mecze, gdynianie zdobyli tylko dwa punkty. Z Gryfem jednak to fatum nie zadziało. Podopieczni "Jastrzębia" zasłużenie zwyciężyli. Jeśli nie najlepszy, to z pewnością najgroźniejszy piłkarz na boisku (mimo, że przez większość część gry wyraźnie kulał), Kryszałowicz, przyznał po ostatnim gwizdku: "Ograliście nas konsekwencją w defensywie, dobrych macie obrońców".
Biało-niebiescy od początku ruszyli do natarcia, znowu - bo przecież Błażej przeżywał regres formy - motorem napędowym był Adamus, za którym rywale nie mogli nadążyć. W 2, 9 i 17 min jego rajdy i dośrodkowania lewą flanką mogły przynieść gola, jednak albo zabrakło szczęścia (minimalnie niecelny strzał Pięty z 10 m za pierwszym razem), albo obrońcy świetnie przecinali zagrania do Nadolnego. Wreszcie w 27 min Adamus znakomicie zacentrował na dalszy słupek, gdzie szczupakiem skoczył do piłki Pietrzyk. Jego "główkę" obronił Piechota, lecz do odbitej piłki dopadł Litwinko i z 16 m trafił do siatki! Jakaż to była radość!
Do tego momentu Bałtyk dominował - jeszcze w 11 min Piechota sparował na korner strzał Pięty zza "16", a w 23 i 25 min trochę żal było szans Nadolnego, który mógł bardziej postraszyć wybiegającego za linię pola karnego golkipera gości. Przed spotkaniem wydawało się, że blok obronny Gryfa jest jego najsilniejszą formacją, ale w sobotę tak nie było. Defensorzy często sami prowokowali zagrożenie. W tym czasie Chamera tylko raz musiał wykazać się talentem: w 22 min obronił strzał Kryszałowicza z ponad 20 m. Jednak po stracie gola gryfici ożywili się i już w 30 min - po prostopadłym zagraniu byłego reprezentanta Polski - Waleszczyk wybiegł sam na Chamerę. Nasz golkiper odważnie wybiegł i wybronił strzał nogami. Z kolei w 33 min wyłapał uderzenie Jędrzejaka z dystansu. Przed przerwą jeszcze dwa razy zadrżeliśmy z obawy o wynik, ponieważ dośrodkowania "Kryszała" z rzutów wolnych wyglądały niebezpiecznie. Gdynianie dali się oszukać w polu karnym, lecz bez konsekwencji.
Druga połowa rozpoczęła się dla nas idealnie. W 51 min, po przerzucie Adamusa, na prawą stronę, Nadolny zdecydował się na strzał z trudnej pozycji i z ostrego kąta. Piłkę skierował do ziemi, co zmyliło Piechotę. Bramkarz Gryfa wyskoczył, a tymczasem futbolówka - po koźle - leciała w niezwykły sposób. Przeleciała nad Piechotą, gdy on opadał na murawę. Jednak chyba wszyscy na stadionie sądzili, że piłka przeleci także nad poprzeczką... A tu figa z makiem. Gol na 2:0!!! 5 minut później przyjezdni zmarnowali najlepszą szansę na bramkę kontaktową. Pytlak spudłował jak Błaszczykowski ze Słowacją (strzelił nad poprzeczką z 12 m). W 66 min po raz kolejny z dystansu próbował Kryszałowicz, a cały Gryf starał się walczyć. Brakowało mu jednak umiejętności, tak jak naszym - po raz enty - staranności w wyprowadzaniu kontrataków. Wprawdzie dwukrotnie gdynianie wzorowo wyszli z kontrą: w 79 min Kaczykowski z Szudrowiczem, a w 90 min świetnie ze środka boiska zagrał Przybyszewski, jednak w wymarzonych sytuacjach sam na sam i Kudyba, i Adamus pudłowali.
12.10.2008 Reda: Orlęta - BAŁTYK 0:0
Sędzia: Bator (Malbork). Żółte kartki: Frankowski, Korzeniewski - KACZYKOWSKI.
ORLĘTA: Ryband - Trocki, DWORNIAK, Gołdyn, Dobrzyński - Korzeniewski (90 Hejnik), SZYMAŃSKI, JEŻOWSKI (46 SZEMATOWICZ), STĘPIEŃ - Frankowski (66 Wieliczko), Elwart (74 CHOIŃSKI). TRENER: Walczak.
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT – PRINZ, Kubsik (71 Pietrzyk), Przybyszewski (52 Pięta), Styn (52 Adamus) - Nadolny, Szudrowicz (52 Kudyba). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Litwinko, Gmiński.
Przed meczem niepokonanego lidera z ostatnią drużyną ligi, mającą na koncie skromny punkcik zdobyty w Sztumie i ledwie trzy gole trener Jastrzębowski dał szansę graczom dotąd rezerwowym, ale przecież aspirującym do regularnych występów w podstawowej "11" i upominającym się o to (Kubsik, Przybyszewski, Styn). Możliwość gry przeciwko niedawnym kolegom otrzymał również Szudrowicz. Po fakcie trudno orzec, czy zawiedli dublerzy, czy skala rotacji przerosła cały zespół, czy też biało-niebiescy zwyczajnie źle czują się na nieprzyjaznym terenie. W czwartym kolejnym meczu ligowym na boisku przy ul. Łąkowej nasz zespół nie strzelił przecież bramki! Zdobył wprawdzie punkt, co jednak nie zmienia faktu, że doszło do sensacji. Publiczność, która zapełniła nowopowstałą krytą trybunę stadionu MOSiR, miała więc powód do satysfakcji, chociaż samo widowisko nie mogło się podobać. Gospodarze ograniczyli się do najprostszej w środkach defensywy, ich konsekwencja i ofiarność okazały się skutecznym antidotum na pozbawione polotu ataki SKS, niestety.
Zaczęło się od uderzenia Kubsika z 20 m pod poprzeczkę (parada Rybanda), tyle że wbrew pozorom naszym piłkarzom nie było łatwo dojść do czystej sytuacji strzeleckiej. Mur Orląt pozostawał szczelny, a gdy udało się go przebić, to np. Prinz (21 min) i Nadolny (40) akurat znajdowali się na spalonym. Dla odmiany Szudrowicz w korzystnej sytuacji przewrócił się (24). Chamera był właściwie bezrobotny, aczkolwiek w 27 min - z powodu rykoszetu - miał kłopot ze złapaniem silnego strzału z rzutu wolnego z 30 m.
II połowa nie przyniosła nic nowego, tak samo zmiany w składzie Bałtyku nie wniosły nic ożywczego, a przecież nasi liderzy mieli czas, aby zapanować nad rządzącym wydarzeniami bałaganen. Pozornie początek znowu był obiecujący - kąśliwe uderzenie Przybyszewskiego z wolnego w 46 min (obrona) i po chwili okazja Nadolnego po kiksie obrońców (niestety, jeden z nich wybił futbolówkę sprzed linii bramkowej). Ale potem znowu męczarnia, ba, momentami nawet "nerwówka", bo np. w 70 min tylko świetnej interwencji Chamery (końcem palców odbił na korner płaskie uderzenie z 17 m) zawdzięczaliśmy, że nie doszło do supersensacji. Najbardziej żal szansy Wróbla, który w 79 min nie dalej niż z trzech metrów, po wrzutce Kudyby, "główkował" do - wydawało się - pustej bramki, tyle że ponownie z paradą zdążył Ryband. Mówi się trudno. Pocieszmy się nadzieją, iż taka nauczka powinna (musi!) zadziałać pobudzająco na nasze "gwiazdy". Z drugiej strony fakt, że w ekipie gospodarzy sam Gołdyn, tak skutecznie blokujący dostęp do bramki Rybanda, wyczerpywał limit nadwagi, jaki w Bałtyku przypadałby - lekko licząc - na 20 zawodników, jest dla gdynian co najmniej wstydliwy.
4.10.2008 Gdynia: BAŁTYK - Bytovia 2:1 (1:0)
1:0 PIĘTA (41-karny), 2:0 KUDYBA (51), 2:1 P. Łapigrowski (72)
Sędzia: Lewczuk (Malbork). Żółte kartki: PIĘTA, PIETRZYK - Paraficz, Cierson, Bryndal (2x), P. Łapigrowski. Czerwone: Bryndal (89), Cierson (90).
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT – PRINZ, Pięta (79 Kubsik), Pietrzyk, Adamus (90 Przybyszewski) - Kudyba, Nadolny (84 Szudrowicz). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Litwinko, Gmiński, Styn.
BYTOVIA: OSZMANIEC - Cierson, Maciejewski, Kasperowicz, Stanios (71 Cech) - Ł. Łapigrowski (56 Adamowicz), KOWALSKI, P. Łapigrowski, Kobiella (56 Ciemniewski) - PARAFICZ (54 REKOWSKI), Bryndal. TRENER: Walkusz. Na ławce: Misiura, Kalamaszek, Śmigiel.
Po 796 minutach bramka SKS została odczarowana. Uczynił to starszy z braci Łapigrowskich, Piotr, który w 72 min strzelił z bliska do pustej bramki. Wcześniej Bytovia wykonywała rzut wolny z boku pola karnego. Piłkę wkręcaną w światło bramki trącił Bryndal, mimo że obok niego znajdowało się aż czterech naszych zawodników. Zaskoczony Chamera zdołał odbić futbolówkę ramieniem, jednak tak niefortunnie, że prosto pod nogi pomocnika gości. Żal świetnej passy, lecz z drugiej strony drużyna uwolniła się od pewnej presji. Najważniejsze są punkty. Opinia o defensywie Bałtyku z pewnością nie ucierpiała, ponieważ nasi obrońcy od dawna zasługują na brawa. W 2008 roku rozegraliśmy 26 spotkań ligowych i aż 19 z nich kończyliśmy na zero z tyłu. To znakomity wynik, bez względu na poziom rozgrywek.
Bramka kontaktowa była, jak się często mawia, bramką z niczego. Do 72 min Chamera ani razu nie był w takich opałach, żeby musiał interweniować. Groźnie wyglądała kontra gości w 16 min, jednak do ostrego dośrodkowania z prawej flanki nie doszedł żaden z napastników. I to byłoby na tyle. Bytovia przyjechała do Gdyni z zamiarem wywiezienia remisu, jej młody bramkarz od początku starał się kraść sekundy i z tego powodu po przerwie wzbudzał uśmiechy politowania, gdy zasapany gonił za piłką, aby jak najszybciej wprowadzić ją do gry. To właśnie paradoks dominujący w naszym futbolu. Dopiero od 73 min zobaczyliśmy, że Bytovia chce, może i potrafi atakować. Wcześniej wyglądała bezradnie. Bałtyk już w 3 min mógł (powinien?) objąć prowadzenie. Pięta przebiegł z piłką ok. 30 metrów aż do linii pola karnego i właściwie nikt go nie atakował. Strzelił mocno, ale, niestety, prosto w dłonie Oszmańca. Gdynianie atakowali, lecz nie dochodzili do klarownych pozycji strzeleckich. Zza "16" dwukrotnie próbował Nadolny (bronił Oszmaniec), w 25 min Adamus w dobrej sytuacji zdecydował się na uderzenie z kilkunastu metrów, ale prawą nogą, więc nie wyszło za dobrze. W 41 min Kudyba wystartował do prostopadłego podania i, gdy znalazł się między dwoma obrońcami, został sfaulowany. "Jedenastkę" bardzo pewnie wykonał Pięta.
Drugą połowę podopieczni "Jastrzębia" rozpoczęli dużo lepiej, czyli jak zwykle. W 51 min przed polem karnym Nadolny podał do Kudyby i ten bardzo precyzyjnie uderzył w kierunku dalszego rogu bramki. Bardzo ładna akcja i taki też gol. W 56 min Nadolny, mógł zagrywać do Adamusa, lecz zdecydował się na strzał i, po rykoszecie, piłka przeleciała obok bramki. W 57 min Oszmaniec sparował uderzenie Pięty z dystansu, z czego skorzystał Pietrzyk, jednak sędzia asystent zasygnalizował ofsajd i radość Michała była przedwczesna. Gdynianie byli w ofensywie bardzo niestaranni, szczególnie Nadolny, który niecelnymi podaniami zepsuł jeszcze co najmniej dwie kontry. Za karę dostaliśmy gola i zrobiło się nerwowo... W 76 min - po rogu bitym przez Piętę - Pietrzyk "główkował" z 4 m, ale nieczysto i wielka szansa na uspokojenie sytuacji przepadła. W końcowych minutach Bytovia spontanicznie i chaotycznie walczyła o punkt, nasi kontrowali, także z marnym skutkiem. Sędzia doliczył 4 minuty i w tym czasie dała o sobie znać frustracja przyjezdnych. Najpierw Bryndal faulem od tyłu przewrócił wyprowadzającego kontrę Nadolnego, a potem Cierson bezmyślnym i brutalnym faulem przy linii bocznej skosił Adamusa.
27.09.2008 Kwidzyn: Rodło - BAŁTYK 0:1 (0:0)
0:1 PIĘTA (54)
Sędzia: Witkowski (Rumia). Mecz bez kartek.
RODŁO: Kenneth - Maluchnik, M. Świokło, P. ŚWIOKŁO, Łubek - GAWROŃSKI (61 LASZKIEWICZ), Duszyński, Tayo (76 Dąbrowski), Graczyk - Ł. Jaworski, PRUSZKOWSKI. TRENER: Obiała.
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI (46 PRINZ), Wróbel, Martyniuk, ZYBERT – Pięta (89 Kubsik), LITWINKO, Pietrzyk, Adamus (81 Styn) - Kudyba, Szudrowicz (46 Nadolny). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński, Przybyszewski.
Po ostatnim gwizdku sędziego z Rumi nasi piłkarze wiedzieli, że to był ich najsłabszy występ. Drobny kryzys dopadł gdynian na półmetku rundy, co jednak nie zmienia faktu, że zasłużenie wzbogacili się o trzy punkty. O pełnej zdobyczy zadecydowała akcja z 54 min, gdy Nadolny nie dosięgnął dośrodkowania i piłka poleciała na prawą flankę. Tam był Prinz, który dobiegł do linii końcowej, zerknął jak ustawieni są koledzy, po czym przytomnie wycofał do wbiegającego w pole karne Pięty. Wojtek silnie uderzył pod poprzeczkę i było 1:0!!! To już 16. gol (na 19) zdobyty po przerwie!
Strata pobudziła gospodarzy do śmielszych ataków, bo przy stanie 0:0 tylko wyjątkowo sprzyjająca okoliczność zachęcała ich do natarcia. I okazało się, że biało-niebiescy - w tym dniu niezbyt pewni siebie - oddali inicjatywę piłkarzom Rodła. Chamera wprawdzie w całej II połowie, oprócz dobrego uderzenia Pruszkowskiego z ok. 20 m (49 min), nie miał zbyt wiele pracy, jednak były momenty, choćby po stałych fragmentach, kiedy kwidzynianie burzyli nasz spokój. Inna sprawa, że bałtykowcy zbyt rzadko odpowiadali groźnymi kontrami (jedynie Nadolny w 84 min, ale wtedy był ofsajd oraz Kudyba w 90.).
Scenariusz wydarzeń w I połowie pisała taktyka przyjęta przez miejscowych. Blok obronny złożony z ośmiu graczy przyjmował zawodników Bałtyku na własnej połowie i na ogół paraliżował nasze poczynania ofensywne. Tym łatwiej, że w sobotę słabiej radzili sobie skrzydłowi. Przewrotność futbolu sprawiła, że w 18 min, w wyniku nieporozumienia Kaczykowskiego z Wróblem, Ł. Jaworski przejął prostopadłe podanie od Graczyka i w sytuacji sam na sam właściwie nastrzelił Chamerę. Rodło mogło prowadzić, mimo że gra toczyła się na ich połowie... Ze strony SKS najbliżej szczęścia byli: Adamus w 22. (niecelny wolej z 12 m) i 25 min (czarnoskóry Kenneth obronił zbyt lekki strzał), Pietrzyk w 34. (po rogu Pięty miał piłkę na nodze pięć metrów od bramki, ale nieczysto uderzył) i wreszcie Pięta w 41 min. To mógł być kolejny bardzo efektowny gol Wojtka. Złożył się do uderzenia nożycami bezpośrednio po zagraniu Adamusa z rzutu rożnego. Nigeryjczyk w bramce Rodła, mimo skromnej - jak na golkipera - postury, ładnie jednak obronił strzał z 12 m.
20.09.2008 Gdynia: BAŁTYK - Rega Trzebiatów 2:0 (1:0)
1:0 SZUDROWICZ (44), 2:0 SZUDROWICZ (80)
Sędzia: Walendziak (Malbork). Żółte kartki: LITWINKO, MARTYNIUK - Hernacki.
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT – Pięta (75 Styn), Pietrzyk (89 Kubsik), LITWINKO, Adamus (89 Przybyszewski) - Kudyba (68 Nadolny), Szudrowicz. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński.
REGA: Łapczyński - Murawski, Hernacki, Miązek, ŚLIWA - BOGUSZ (74 ZARĘBA), Orłowski, Dubiela, Skórski (46 Miśkiewicz) - Więcek, KASZTELAN (74 MALINOWSKI). TRENER: Miązek. Na ławce: Twarzyński, Jarmoszewicz, Cebulski.
Obie drużyny wystąpiły bez swoich czołowych młodzieżowców - Prinz zatruł się w przeddzień meczu, Kamień uczestniczył w wypadku samochodowym. Nieobecność tego drugiego zmusiła szkoleniowca gości do premierowego występu na boiskach III LB. 44-letni Miązek sprawnie kierował defensywą Regi do momentu utraty pierwszego gola. To był przełomowy moment spotkania. Po przerwie przyjezdni opadli z sił, nie byli w stanie zagrozić bramce Chamery (jedyny celny strzał zanotowaliśmy w 88 min). Generalnie postawa Regi rozczarowała, być może dlatego, że ewidentnie słabszy dzień miał lider zespołu, Dubiela. 37-letni rozgrywający tylko raz pokazał się publiczności - świetnym, choć minimalnie niecelnym uderzeniem z ok. 25 m (39 min). Zeby zakończyć wątek naszego rywala, dodajmy dwie akcje z I połowy: w 13 min Skórski wyszedł do prostopadłego zagrania, lecz w sytuacji sam na sam ubiegł go Chamera, natomiast w 26. Więcek mógł wykorzystać zawahanie się Martyniuka, ale w pełnym biegu odbił się od czysto interweniującego Wróbla.
Gdynianie od początku, co właściwie jest już stwierdzeniem niepotrzebnym (bo tak dzieje się zawsze), atakowali, tyle że jakoś niekonkretnie. W 11 min na skraju pola karnego Łapczyński uprzedził Kudybę, który ładnie przyjął futbolówkę na pierś, lecz nie znalazł miejsca na minięcie golkipera. W 35 min Pietrzyk strzelił z 16 m z woleja i piłka - po rykoszecie - trafiła w słupek. W 44 min Adamus sprytnie wykonał rzut rożny. Zagrał do Pięty, który na dwunastym metrze efektownie złożył się do uderzenia z woleja. Piłkę, mimo rykoszetu, Łapczyński odbił, jednak wprost pod nogi Szudrowicza, który w podstawowej "11" wspaniale zastąpił Nadolnego.
Po zmianie stron wszyscy czekali na drugiego gola i już udzielało się nam zdenerwowanie. Bo wiadomo jak to jest, gdy nie wykorzystuje się przewagi. W 59 min, po dośrodkowaniu Adamusa, Kudyba "główkował" z 5 m i pewnie sam nie wie, jakim cudem nie trafił w światło bramki. W 61 min Łapczyński sparował na korner strzał Pietrzyka z linii pola karnego, w 71. Pięta - też z 16 min - spudłował z czystej pozycji. Wreszcie w 80 min akcję rozpoczął Martyniuk dalekim zagraniem na lewą stronę do Nadolnego. Łukasz podciągnął pod pole karne i podał do nadbiegającego Adamusa, który chyba zdecydował się na strzał. Nie udał mu się, ale na drodze piłki akurat znalazł się Szudrowicz. Przystawił nogę, futbolówka odbiła się od słupka i zatrzepotała w siatce. Było po meczu!!! W 83 min przed szansą stanął Styn, ale zwlekał ze strzałem, natomiast w 90. wymarzoną okazję miał "Szu". Jednak hat-tricka nie doczekaliśmy się, ponieważ Robert zwyczajnie skiksował. 2:0 bez fanfarów, ale dobitne.
13.09.2008 Sławno: Sława - BAŁTYK 0:2 (0:0)
0:1 PIETRZYK (75-głową), 0:2 ADAMUS (86-głową)
Sędzia: Lisowski (Redło). Żółte kartki: Dondera, Siarnecki, Hładuniuk - LITWINKO, PIETRZYK.
SŁAWA: Kaźmierczak - D. KOTŁOWSKI, Winiarski, Izmajłowicz, Stańczyk - Dondera (83 KALKOWSKI), SIARNECKI (86 Jodłowski), Ścisło (71 Husejko), CHAŁUBIŃSKI - Hładuniuk, Chyła. TRENER: Szygenda.
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT – PRINZ (46 LITWINKO), Pięta (89 Kubsik), Pietrzyk, Adamus - Kudyba, Nadolny (57 Szudrowicz). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Gmiński, Przybyszewski, Styn.
Przed wyjazdem do Sławna trener Jastrzębowski planował wprowadzenie Styna, który jednak w środku tygodniu doznał kontuzji i jego występ niósłby ze sobą ryzyko. Równolegle pojawiły się wątpliwości co do Nadolnego, narzekającego na mięśnie brzucha (badanie USG nic nie wykazało). Koniec końców stanęło na tym, że biało-niebiescy zaczęli w składzie jak z Cartusią. I powtórzyła się historia sprzed tygodnia, bo gdynianie weszli w mecz niemrawo. Inna sprawa, że gospodarze zaskoczyli nas (i nie tylko, bo swoich kibiców również) ofensywną, żywiołową grą. Kontry wyprowadzane z fantazją, często z zagraniami na jeden kontakt narobiły naszej obronie kłopotu. W dwóch sytuacjach ewidentnie uśmiechnęło się do nas szczęście. W 11 min Chyła otrzymał piłkę w polu karnym i stanął przed szansą pokonania Chamery. Uderzył jednak źle i chyba dlatego Kaczykowski zdołał zablokować strzał z 12 m. W 17 min jeszcze gorzej spisał się Dondera, ponieważ - po tym jak Sława "rozklepała" gdynian - fatalnie przyjął piłkę w idealnej sytuacji. Chamera śmiało rzucił się na futbolówkę i złapał ją, zderzając się z przeciwnikiem. Wyglądało to groźnie, lecz obaj żwawo podnieśli się z murawy. Jeszcze w 21 min biało-niebiescy, a właściwie pomocnicy pozwolili Sławie na płynną kontrę (od ich "16" aż do naszej), ale płaski strzał Hładuniuka sprzed pola karnego minimalnie minął słupek. To była ostatnia tak klarowna okazja miejscowych, którzy już pod koniec I połowy zdradzali objawy zmęczenia, a po przerwie albo z braku sił, albo z premedytacją stanęli na własnej połowie.
Dorobek Bałtyku do 45 minuty, nie licząc kilkunastu prób, był raczej skromny. Dobre uderzenie Pietrzyka z rzutu wolnego z 25 m (bramkarz obronił mimo rykoszetu od muru), efektowny wyskok Kudyby do wrzutki z wolnego (niestety, tylko poprzeczka) i kolejna szansa po rzucie wolnym - Nadolny nieczysto uderzył piłkę głową po dośrodkowaniu Adamusa, a sytuację miał dobrą. Po zmianie stron, mimo wyrażnej przewagi, długo czekaliśmy na konkret. W 68 min Szudrowicz popisał się niesamowitym uderzeniem lewą nogą z prawie 30 m. Piłka szybowała w samo "okienko" bramki Kaźmierczaka, ale tylko odbiła się od poprzeczki i przed linią bramkową. Uderzenie było tak silne, że piłka odbiła się od murawy na wysokość trzech metrów. Próbujący dobitki Pietrzyk nie miał szans doskoczyć do futbolówki. W 73 min, po krótko rozegranym rzucie rożnym, Kudyba niecelnie główkował z 8 m.
Wreszcie na kwadrans przed końcem rzut rożny wykonywał Pięta. Do odchodzącej wrzutki pięknie wyskoczył Pietrzyk (co widać w fotorelacji) i naprawdę ładną "główką" dał nam prowadzenie. Sława przyjęła silny cios i kończyła grę na chwiejnych nogach. Bałtyk zdążył wypracować sobie cztery dogodne sytuacje, z których wykorzystał jedną, gdy Kudyba wcielił się w rolę prawoskrzydłowego, wspaniale przedarł się między obrońcami i precyzyjnie zacentrował w pole karne między dwóch środkowych. Za plecami jednego z nich czaił się Adamus i nagle go uprzedził... Tym sposobem Błażej znowu zdobył gola dla Bałtyku w meczu ligowym - po przerwie trwającej 7 lat i 5 miesięcy.
7.09.2008 Gdynia: BAŁTYK - Cartusia 4:0 (1:0)
1:0 KUDYBA (29-głową), 2:0 NADOLNY (72-głową), 3:0 PIETRZYK (75-wolny), 4:0 NADOLNY (82)
Sędzia: Necel (Władysławowo). Mecz bez kartek.
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT – PRINZ, Pietrzyk, Pięta (67 Styn), B. Adamus (84 Przybyszewski) - Kudyba (67 Szudrowicz), Nadolny (89 GMIŃSKI). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Litwinko, Kubsik.
CARTUSIA: Czyżniewski - RUBIN, Stencel, Karasiński, Mach (76 Murawski) - GRUCHAŁA (84 DAWIDOWSKI), Zagórski, Bubienko (70 Mitura), KEMPIŃSKI, Peta - KORDYL. TRENER: A. Adamus. Na ławce: Muszka, Merchut, Cyman, Wesołowski.
Mecz zaprzyjaźnionych drużyn był ciekawym widowiskiem, obfitował w sytuacje bramkowe, ale rozpoczął się niemrawo. Pierwszy strzelał na bramkę rywali Kudyba (niecelna "główka" po dośrodkowaniu Zyberta w 8 min), potem Kempiński z 20 m sprawdził Chamerę (16). Bałtyk robił rozpoznanie, goście byli bardzo ostrożni, zagęścili środek pola i trochę musieliśmy poczekać na emocje. W 20 min, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i rykoszecie, szansę miał Prinz, ale źle strzelił z 12 m. Minutę później Nadolny strzelił nad poprzeczką z ostrego kąta i kiedy wydawało się, że biało-niebiescy przejmują kontrolę, Prinz z Kaczykowskim patrzyli jak piłka przelatuje nad ich głowami i trafia prosto do Pety. Olek przyjął futbolówkę w narożniku "16", właściwie miał otwartą drogę do bramki, jednak zdecydował się - zbyt pochopnie - na uderzenie z woleja. Spudłował, marnując - jak się miało okazać - najlepszą okazję Cartusii w całym spotkaniu. Rewanż, choć też nieudany, nastąpił w 26 min - kontrę Pięty i Adamusa kończył Prinz, lecz gdyby zagrał jeszcze do "Kudiego" pewnie cieszylibyśmy się z gola. Po chwili 100-procentową okazję miał Nadolny, lecz - po świetnej wrzutce Pietrzyka - Czyżniewski odbił wolej naszego napastnika.
I wreszcie doczekaliśmy się - w 29 min Adamus wybijał rzut rożny. Do piłki zagranej na bliższy słupek pierwszy doskoczył Stencel, jednak kapitan gości miał ogromnego pecha. Odbił piłkę głową prosto na... głowę Kudyby. Piłka po rękach wychowanego w Bałtyku "Czyżyka" wpadła do siatki! Do końca I połowy biało-niebiescy przeprowadzili jeszcze trzy dobre ataki, ale znowu brakowało odrobiny szczęścia. Najbliżej był Nadolny, gdy w 37 min znakomicie "główkował" po dośrodkowaniu Zyberta z 30. metra.
W II połowie dobry kwadrans zaliczyli goście, którzy - choć nie zmusili Chamery do większego wysiłku - opanowali środek pola i coraz śmielej atakowali. W polu karnym bezbłędni byli jednak nasi obrońcy, wygrywali wszystkie pojedynki powietrzne, aczkolwiek nie da się ukryć, że w szeregi gdynian wkradła się nerwowość. Powodem były nieskuteczne kontrataki. Do 72 min Bałtyk miał aż pięć dogodnych sytuacji (dwie po błyskotliwych rajdach Prinza), aby przesądzić o wyniku, lecz bramka Czyżniewskiego pozostawała jak zaczarowana. Tymczasem kartuziacy nacierali, na dodatek trener Adamus wprowadził drugiego napastnika. I los chciał, że akurat wtedy losy meczu zostały rozstrzygnięte. Nadolny celnie główkował z 10 m po dośrodkowaniu Kaczykowskiego z prawej strony. I akurat w tej sytuacji błąd popełnił bramkarz Cartusii, bo przepuścił piłkę między dłońmi. To ewidentnie podłamało przyjezdnych, których ostatecznie pogrążył Pietrzyk, perfekcyjnie wykonując rzut wolny z ok. 20 m. A na koniec ośmieszył gości Adamus Jr, który wywołał burzę braw 60-metrowym rajdem i technicznym odegraniem do Nadolnego spod linii końcowej. Łukasz rzadko kiedy zdobywał łatwiejsze bramki.
30.08.2008 Kościerzyna: Kaszubia - BAŁTYK 0:0
Sędzia: Lewczuk (Malbork). Żółte kartki: Żuk, Szmidt - WRÓBEL, KUDYBA.
KASZUBIA: Kafarski - Szmidt, Klawikowski, Trzebiński, Bieliński - DRZYMAŁA, Żuk, Wirkus (67 Kwietniewski), TROKA (67 Ł. CIESZYŃSKI) - GRZYWACZ, Banaczek. TRENER: Słabik. Na ławce: Literski, Hinca, R. Cieszyński, Gołuński, Wysiecki.
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Wróbel, Martyniuk, ZYBERT – PRINZ (46 LITWINKO), Pietrzyk, Pięta, Kubsik (46 Kudyba), Adamus (77 Styn) - Nadolny (77 Szudrowicz). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński, Przybyszewski.
Konfrontacja drużyn typowanych do awansu i nie skrywających wysokich aspiracji nie wywołała w Kościerzynie większego zainteresowania, a obawy o zachowanie kibiców okazały się niepotrzebne. Fani Kaszubii i Bałtyku skupili się na dopingu swoich drużyn. Remis odzwierciedla przebieg wydarzeń, widowisko nieco rozczarowało, aczkolwiek gorących momentów nie brakowało. Pierwszy nastąpił w 15 min, gdy - po dośrodkowaniu Drzymały - Banaczek wygrał pojedynek główkowy z Wróblem i pięknie uderzył pod poprzeczkę. Gola jednak nie było, ponieważ natychmiast po zagraniu syna wiceprezesa Kaszubii w pole karne sędzia asystent podniósł chorągiewkę sygnalizując ofsajd byłego napastnika rezerw Bayernu Monachium. Dwie minuty później kolega Kubsika z Lechii Gdańsk i Viktorii Koeln znowu stanął przed szansą, lecz na nasze szczęście zwlekał ze strzałem i został zablokowany. W 22 min strzelił z ok. 20 obok słupka, natomiast w 24 min pokazał się jego partner z ataku - Grzywacz strzelił z 16 m, a Chamera odbił piłkę na korner. I po tym rzucie rożnym Banaczek zmarnował swoją najlepszą i ostatnią okazję. Piłka poszybowała na dalszy słupek, gdzie czekał na nią właśnie Dawid, ongiś mistrz Polski juniorów w piłce nożnej i rugby (w tym samym sezonie). Jednak napastnik Kaszubii źle przyjął piłkę i ta trafiła go w wyciągniętą dłoń. Zero wątpliwości. Równo z gwizdkiem arbitra Banaczek trafił z 10 m w słupek, co pokazało, że znowu do Bałtyku uśmiechnął się los...
Gdynianie dopiero w końcówce I połowy otrząsnęli się z optycznej przewagi Kaszubii, która - przed czym nie da się uciec - grała z zębem, ale w sposób najprostszy z możliwych i przewidywalny. Wodą na młyn dla kościerzynian były częste straty piłki przez biało-niebieskich w środku pola. Najlepszą okazję Bałtyk miał w 45 min, kiedy koronkową akcję mógł zakończyć Pięta, jednak ok. 10 m od bramki nieczysto przyłożył nogę do piłki uderzonej przed polem karnym przez Pietrzyka. Dużo lepiej nasz zespół wyglądał po przerwie, tyle że na pierwsze efekty przebudzenia czekaliśmy kwadrans. W 59 min Adamus dośrodkował z linii końcowej (lub zza linii, jak uznał arbiter), a Kudyba "główkował" do siatki. Bramka nieuznana, gramy dalej. Po chwili refleksem popisał się Kafarski, który sparował na róg uderzenie Kudyby z narożnika "16". Byliśmy o włos od szczęścia, ponieważ po drodze futbolówka odbiła się od nogi Trzebińśkiego i wydawało się, że zmierza prosto do siatki. W 68 min golkiper Kaszubii czujnie odbił strzał Pietrzyka z rzutu wolnego z bardzo ostrego kąta, a w 73. przeżyliśmy chwile zwątpienia, ponieważ zakotłowało się na przedpolu Chamery. Drzymała trafił z bliska do siatki, sędzia główny wskazał na środek, gospodarze już się cieszyli... Tylko sędzia asystent konsekwentnie trzymał chorągiewkę w górze. Nie chodziło o pozycją spaloną. Kwietniewski zagrał do Drzymały zza linii końcowej.
Od tego zdarzenia zarysowała się wyraźna przewaga Bałtyku, która powinna zaowocować golem. Naliczyliśmy siedem dobrych akcji, z których trzy zdawały się wymarzone. W 79 min - po dalekim wykopie Chamery - obrońcy Kaszubii pogubili się i Kudyba (nie zdecydował się na strzał) do spółki z Szudrowiczem zmarnowali 100-procentową okazję. "Szu" uderzył z 5 m lekko i prosto w bramkarza. W 84 min dośrodkowanie z rzutu rożnego spadło prosto na głowę Kudyby stojącego na linii pola bramkowego, ale Darek źle złożył się do strzału. Natomiast w trzeciej minucie doliczonego czasu gdynianie "rozklepali" obronę gospodarzy, piłka trafiła pod nogi Szudrowicza, który jednak uderzył z 7 m najgorzej jak mógł. Czyniąc Kafarskiego bohaterem soboty. Nikt inny na to miano nie zasłużył.
23.08.2008 Szczecinek: Darzbór - BAŁTYK 0:3 (0:0)
0:1 KUDYBA (47), 0:2 NADOLNY (66), 0:3 NADOLNY (83-głową)
Sędzia: Brzozowski (Szczecin). Mecz bez kartek.
DARZBÓR: KASZUBOWSKI - Sadzik, SIDOROWICZ, Kowalczyk, BODEREK (77 Kozanko) - Chicewicz (66 NOWAK), Moroza, Koch, Węglowski, Kościan (69 BORKOWSKI) - Romańczyk. TRENER: Megier.
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Wróbel, Martyniuk, LITWINKO (87 GMIŃSKI) – PRINZ (73 ZYBERT), Pietrzyk, Pięta, Przybyszewski (46 Kudyba), Adamus - Nadolny (85 Szudrowicz). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Kubsik, Styn.
W drodze do Szczecinka (z przystankiem w Bytowie) ekipa Bałtyku zastanawiała się, czy aby nie czeka ją powtórka z wodnego meczu z Dębem, ale - jak się okazało na miejscu - aura się zlitowała, natomiast murawa stadionu OSiR była świetnie przygotowana. Na takim trawniku nic tylko grać. Trener Jastrzębowski mógł wystawić najsilniejszy skład, a zdecydował się na wariant 4-5-1, tymczasem szkoleniowiec gospodarzy miał kłopot, ponieważ z "jedenastki", która niespodziewanie triumfowała w Dębnie i Kościerzynie, wypadły trzy ogniwa - obrońcy Fijołek i Fryś oraz pomocnik Kubicki. Na pierwszy rzut oka chyba tym należy tłumaczyć słabą grę wicelidera, który ustawił się wybitnie defensywnie i, prawdę powiedziawszy, nie kwapił się do ataku. W I połowie nasz zespół miał tak dużą przewagę w posiadaniu piłki i miał swobodę w jej rozgrywaniu, że nie mogła dziwić ostra reprymenda trenera w trakcie przerwy. - Zobaczyli, że rywal broni się całą drużyną i poczuli się jak gwiazdy. Tylko dlatego, że nie chciałem zbyt pochopnie robić zamieszania w składzie, nie zdecydowałem się na zmiany już po 20 minutach - mówił "Jastrząb", który przed II połową wprowadził drugiego napastnika.
Biało-niebiescy powinni zrobić większy użytek z przewagi, jaka wynikała z ich dużo wyższych umiejętności, a koniec końców golem mocniej zapachniało jedynie w 34 min, gdy po uderzeniu Adamusa z narożnika "16" i po rykoszecie od nogi obrońcy Kaszubowski odbił piłkę na poprzeczkę. Żal było m.in. rzutów wolnych z 16 m (Pietrzyk w mur, Pięta obok bramki). Po przerwie było jednak dużo lepiej, zaczęło się od szansy Wróbla ("główka" po dośrodkowaniu Pięty z rzutu rożnego), a już po chwili Pięta rozpoczął kolejny atak zagraniem na prawą flankę. Tam Prinz podciągnął do linii końcowej i zacentrował do Kudyby, który na bliższym słupku wyprzedził obrońcę.
W 50 min w dobrej sytuacji Nadolny uderzył piłkę głową tuż nad poprzeczką, w 55. jeszcze lepszą pozycję - po akcji Nadolnego z Adamusem - miał Prinz, lecz fatalnie uderzył z kilkunastu metrów. W 56. - po dośrodkowaniu Kaczykowskiego - niecelnie główkował Kudyba, w 63. gdynianie zmarnowali kontrę 5 na 3 (!), jednak wreszcie się zreflektowali i trzy minuty później rozstrzygnęli losy spotkania. Pięta, wobec rosnącego chaosu w obronie Darzboru, wyłuskał piłkę na 40. metrze, zagrał do Adamusa, który posłał prostopadłe podanie do Nadolnego. Łukasz na luzie - bo czasu i miejsca miał mnóstwo - płaskim strzałem wykorzystał sytuację sam na sam z Kaszubowskim. W 70 min nasi obrońcy zaspali przy rzucie rożnym i Romańczyk groźnie strzelił głową. Na szczęście czujny był Chamera, ogólnie bezrobotny. W 83 min doszło - zdaniem miejscowych - do kontrowersyjnej sytuacji, ale uważni obserwatorzy nie dojrzeli niczego dyskusyjnego. Otóż ok. 25 m od własnej bramki obrońca Darzboru wybijał rzut wolny. Zrobił to pospiesznie, trudno twierdzić (choć możnaby), że specjalnie kopnął piłkę w kroczącego kilka metrów dalej i odwróconego plecami Piętę. Zamiast kontynuować grę miejscowi narobili hałasu, obrońca Darzboru nie wiedzieć czemu chwycił piłkę w ręce. Również odwrócony plecami arbiter, gdy to zobaczył musiał więc... odgwizdać rzut wolny dla Bałtyku. Nasi piłkarze szybko go rozegrali, Pietrzyk posłał piekielne uderzenie z ponad 20 m w poprzeczkę. Futbolówka odbiła się ze 30 cm przed linią bramkową, a szansę na dobitkę z zimną krwią - szczupakiem - wykorzystał Nadolny.
16.08.2008 Gdynia: BAŁTYK - Dąb Dębno 3:0 (0:0)
1:0 PIĘTA (48), 2:0 KUDYBA (57), 3:0 SZUDROWICZ (90-głową)
Sędzia: Bator (Malbork). Żółte kartki: Norsesowicz, Dłubis, Laska.
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI, Wróbel, Martyniuk, LITWINKO – PRINZ, Pietrzyk, Pięta, Kubsik (46 Kudyba, 80 Szudrowicz), Adamus (87 Styn) - Nadolny. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński, Kozerkiewicz, Przybyszewski.
DĄB: MARNYSZ - Witkowski, Dudek, Całko, Sanecki - NIPARKO, Majchrzak, Norsesowicz, LATUSZEK (LASKA) - Majewski (Chojnacki), Dłubis. TRENER: Burzawa. Na ławce: Czarnak, Wachowski, Swędra, Osowski, Jarecki.
W porównaniu z inauguracją w Sztumie Jerzy Jastrzębowski dokonał dwóch zmian w wyjściowej "11" - Zyberta, który opuścił piątkowy trening, zastąpił Litwinko, natomiast w miejsce Szudrowicza pojawił się Pięta, bohater meczu z Olimpią. Trener postanowił rozpocząć ostrożnie, dopiero po przerwie wszedł drugi napastnik (Kudyba), który zresztą odegrał kluczową rolę, po czym - z powodu bólu w kostce - został zmieniony. Dąb, opromieniony pucharowym triumfem w Bytowie, był zagadką, ale akurat w tym dniu dużo większym problemem był deszcz padający nieprzerwanie od kilkunastu godzin. W arcytrudnych warunkach Bałtyk pokazał jednak klasę i pewnie sięgnął po punkty. Znowu zobaczyliśmy efektowne bramki.
Piłkarzy nie zraziły trudne warunki, od początku oglądaliśmy szybką i twardą grę. Nie sposób było oczekiwać finezji, lecz zaangażowania i determinacji nie mogliśmy odmówić ani gdynianom, ani przyjezdnym. Przewaga należała do biało-niebieskich, to oni szukali gola, jednak okoliczności sprawiały, że każda próba kontrataku w wykonaniu Dębu wywoływała dreszcz. Największy w 39 min, gdy Chamera wybijał "piątkę". Postawił piłkę na "suchym", ale wystarczył niepewny krok w kałuży podczas rozbiegu i piłka gdzieś na 40. metrze trafiła do rywala. Ten natychmiast zagrał prostopadle do Majewskiego, który wygrał pojedynek biegowy z Martyniukiem i z 16 m silnie strzelił. Nasz bramkarz instynktownie odbił futbolówkę nad poprzeczkę. Bałtyk najbliżej szczęścia był w 21 min, kiedy Pięta "główkował" z kilku metrów (niestety, ponad bramką).
Drugą połowę ustawiła szybko zdobyta bramka, ale też ewidentnie Dąb przygasł. Tymczasem nasi z minuty na minutę grali coraz lepiej i całkowicie zdominowali wydarzenia. Lepiej radzili sobie z piłką, która po trawie toczyć się nie chciała. W 48 min Kudyba przyjął futbolówkę w polu karnym, ale że miał kłopot z jej opanowaniem, więc rozsądnie wycofał do Pięty. Wojtek miał sporo miejsca przed "16", w swoim stylu oszukał obrońcę i przymierzył z ok. 20 m. Piłka wpadła do siatki idealnie - tuż przy słupku. Jeszcze ładniejszy był gol na 2:0. Pięta zagrał na lewą flankę do Adamusa. Błażej po raz enty świetnie dośrodkował, lecz mało kto spodziewał się, że Kudyba, będąc jedynym graczem SKS w polu karnym gości, tak świetnie złoży się do uderzenia. Darek zamknął akcję znakomitym strzałem z woleja! Szanse na podwyższenie wyniku miał jeszcze Nadolny (2x) oraz "Kudi", ale młodego golkipera pokonał trzeci z napastników, Szudrowicz - uderzeniem głową po dośrodkowaniu Styna spod linii końcowej (do Radka zagrywał Pięta). Stanęło więc na 3:0, ale to był bardzo trudny mecz. Dlatego radość większa niż zwykle.
9.08.2008 Sztum: Olimpia - BAŁTYK 0:4 (0:1)
0:1 NADOLNY (31-głową), 0:2 PIĘTA (58), 0:3 PIĘTA (62), 0:4 PIĘTA (88)
Sędzia: Kuczkowski (Zblewo). Żółte kartki: Jasiński - NADOLNY.
OLIMPIA: Frąckowiak - MALINOWSKI, Michał KUŚNIEREK, Hadrysiak, Marcin KUŚNIEREK (71 Podbereźny) - KOTOWSKI (74 KRUPA), Jasiński, Pliszka, Manuszewski (84 GAJEWSKI) - Chmielewski (77 SADOWSKI), Damaszke. TRENER: Szczuchniak. Na ławce: Puchalski, Podlewski, Kasprzyk
BAŁTYK: Chamera - KACZYKOWSKI (46 LITWINKO), Wróbel, Martyniuk, ZYBERT – PRINZ, Pietrzyk, Kubsik (61 Przybyszewski), Adamus - Nadolny (66 Kudyba), Szudrowicz (46 Pięta). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Gmiński, Styn.
Bałtyk pojechał do Sztumu w mocno odmienionym składzie (10 nowych twarzy w "18"), a wystąpił w nowych strojach, z reklamą Anteksu. Nasz zespół był faworytem i na boisku było to widać. Otwierający kwadrans mógł przynieść biało-niebieskim trzy gole. W 5 i 15 min Nadolny okrutnie marnował z bliska sytuacje po idealnych dograniach Prinza i Zyberta (oba ataki inicjował Adamus), natomiast w 13 min - po prostopadym zagraniu Zyberta - Adamus efektownie lobował Frąckowiaka, ale bramkarz gospodarzy końcem palców skierował piłkę na korner. Miejscowa młodzież (średnia wieku podstawowej "11" ledwo przekroczyła 21 lat) ofiarnie broniła się, jednak gol wisiał w powietrzu i paść musiał. Padł w 31 min po kontrataku zapoczątkowanym przez Kubsika. Pietrzyk zagrał na skrzydło do Adamusa, który świetnie dośrodkował. W polu karnym znalazł się Nadolny, który uderzeniem głową - akurat z trudnej pozycji - pokonał byłego partnera. W 38 min, gdy podawał Prinz, Łukasz miał dużo łatwiej, lecz zmarnował szansę jak wcześniejsze... Olimpia nie była w stanie zagrozić bramce Chamery, który w ciągu 90 minut ani razu nie został zmuszony do wysiłku, ale w 42 min Martyniuk zagapił się i w dobrej pozycji znalazł się Damaszke. Skończyło się na strachu, bo strzał 21-letniego napastnika z 10 m zablokował Wróbel.
W 53 min Olimpia wykonywała rzut wolny i pozostawiony bez opieki Pliszka strzelił głową tuż nad poprzeczką. Minęły następne 3 minuty i Damaszke po raz drugi - ponownie dzięki naszemu kapitanowi, którego przeskoczyła piłka - miał okazję na wyrównanie. Przejął futbolówkę przed "16" i raczej niepotrzebnie natychmiast zdecydował się na strzał. Spudłował. Po meczu Wróbel uspokajał: "Strzelił, bo widział mnie. Gdyby wbiegł w pole karne, na pewno zablokowałbym go." Te sytuacje jakby pobudziły gdynian, którym - jak się okazało - najłatwiej było zdobyć gola z kontrataku. Akcję na 2:0 świetnym wyjściem zainicjował właśnie nasz nowy stoper. Podał do biegnącego prawą stroną Nadolnego, który wypuścił sobie piłkę i na granicy pola karnego precyzyjnie dograł do Pięty. W tym momencie było po meczu.
W 62 min Pietrzyk podał do Przybyszewskiego, ten posłał piłkę do Adamusa i nasi wyszli z kontrą 4 na 2. Błażej wiedział w które miejsce dośrodkować. Na 12. metrze Pięta zdecydował się na strzał z przewrotki. Piłka po koźle pięknie poszybowała w przeciwległy górny róg bramki! Wojtek specjalizuje się w efektownych trafieniach. Ten gol przebił chyba jego uderzenie z wiosennego występu w Rumi. Pięta tak się rozochocił, że w 88 min, kiedy znowu w polu karnym dojrzał go Adamus, przedryblował dwóch rywali i strzałem lewą nogą w krótki róg ustalił wynik. Tak się złożyło, że w edycji 2007/08 doczekaliśmy się hat-tricka piłkarza Bałtyku dopiero w ostatniej kolejce (Kudyba). Teraz od klasycznego hat-tricka Pięty sezon nam się zaczyna. W tzw. międzyczasie (70, 81 i 87 min) właśnie wspomniany "Kudi" miał trzy okazje bramkowe, z których zresztą dwie powinien wykorzystać (bronił Frąckowiak). W przypadku Darka ważniejszy jest jednak fakt, że pojawił się na boisku. Z powodu kontuzji odniesionej podczas testów w Łódzkim KS opuścił przecież wszystkie gry kontrolne.





































