Relacje - marzec 2007
31.03.2007 Gdynia: BAŁTYK – Orkan Rumia 1:1 (0:1)
0:1 D. Hebel (36), 1:1 KASZUBA (60)
Sędzia: Cwalina. Żółte kartki: KLEMCZYK, ŻEMOJTEL – Tusk.
BAŁTYK: Grubba - Komorowski, Grzesiuk (46 ZYBERT), Klemczyk, URBAŃSKI (46 Knioch) – Łukasiak (46 PETA), Widzicki, Martyniuk, Styn (82 Wiszniewski) - KASZUBA, Gronowski. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Senwicki, Król.
Pierwsza połowa dla Orkana i bez fajerwerków. Gospodarze grali niepewnie, nerwowo i za często mylili się w tyłach. Właśnie słaba asekuracja, banalne błędy taktyczne i jeszcze raz nerwowość obrońców, głównie powodowana przez Grzesiuka, który zagubił formę z jesieni (już w Dzierzgoniu było to widać jak na dłoni), a przy tym był jednak bardzo zmęczony ranną zmianą w pracy. W 22 min Siemaszko znalazł się w sytuacji sam na sam z Grubbą, lecz z 16 m przelobował i golkipera, i poprzeczkę. W 25 min Grubba broni w groźnej sytuacji, ale w 36 min nie miał szans przy precyzyjnym uderzeniu Hebla z ok. 14 m w długi róg. Straciliśmy tego gola w bardzo prosty sposób, ale na szczęście na tym skończyło się rozdawanie prezentów, przynajmniej prezentów z przykrymi konsekwencjami. Bo jeszcze w 58 min Hebel biegł sam na bramkę Bałtyku, jednak „Gruby” nie dał się pokonać. Jego interwencja była chyba przełomowa! Do tego momentu Orkan wydawał się na tle gdynian drużyną ciut konkretniejszą, aż raptem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, sam stał się tłem wydarzeń. I nie tylko dlatego, że nagle wstąpiły w Bałtyk magiczne siły? Od 78 min rumianie grali czterema nominalnymi napastnikami (D. Hebel, Siemaszko, Ł. Hebel i Rosiński) plus ofensywny Jarosz, a mimo to byli bezradni. Za szybko cały zespół przestawił się na defensywę...
Nie można jednak zapomnieć, że w 39 i 41 min dogodne okazje do wyrównania mieli Styn i Widzicki.
Wyrównanie to w głównej mierze zasługa Gronowskiego, który popędził lewą flanką, minął dwóch rywali i – mimo, że był faulowany w polu karnym! – zagrał do swojego imiennika z napadu. Kaszuba sprytnie strzelił z kilku metrów i było 1:1. A potem powinno być 2:1... Szybko rozgrywane ataki Bałtyku co rusz sunęły na bramkę Ferry. Szanse marnowali Kaszuba (dwukrotnie), Gronowski i Knioch. Kilka innych akcji psuliśmy nieudanymi ostatnimi podaniami. Wreszcie w doliczonym czasie, po rzucie rożnym, Peta strzelił potężnie nad poprzeczką z półobrotu z 6 m, a chwilę później Kaszuba otrzymał od Gronowskiego podanie na wolne pole i – nie wiedzieć czemu – przestraszył się bramkarza wybiegającego na skraj „16”. Jednak jeszcze w tej samej akcji przed szansą stanął Peta, lecz – mając przed sobą rozpaczliwie rzucających się na piłkę obrońców – wycelował z 14 m w słupek. Zabrzmiało aluminium, a po nim gwizdek.
24.03.2007 Dzierzgoń: Powiśle - BAŁTYK 2:2 (0:1)
0:1 WIDZICKI (39), 0:2 KASZUBA (50), 1:2 P. Zieliński (54-głową), 2:2 Makowski (75)
Sędzia: Jankowicz. Żółte kartki: Ruciński – GRUBBA, URBAŃSKI
BAŁTYK: Grubba - Komorowski (70 Budziwojski), Grzesiuk, Klemczyk, URBAŃSKI - Styn, Widzicki, Martyniuk, Gronowski (77 Wiszniewski) - PETA (46 Król), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Senwicki, Zybert, Łukasiak.
Ogólnie był to słaby, nieatrakcyjny mecz i słabo zagrały obie drużyny. Mimo wszystko biało-niebiescy powinni spokojnie zgarnąć całą pulę, lecz bodaj po raz drugi w tym sezonie (pamiętamy o Redzie) potracili głowy w sytuacji, gdy teoretycznie powinni kontrolować przebieg wydarzeń. Pierwszą bramkę Bałtyk zdobył w 35 min po rzucie wolnym Kaszuby, ale sędzia asystent sygnalizował pozycję spaloną Martyniuka. Cztery minuty później Widzicki, widząc niezdecydowanie rywali, śmiało zabrał się z piłką, wbiegł między dwóch obrońców i w sytuacji sam na sam na chłodno oszukał Wasiewskiego. Kiedy w 50 min Kaszuba przejął futbolówkę od Króla i w swoim stylu strzelił płasko z 14 m w długi róg, wydawało się, że z bólem i bez fantazji, ale koniec końców doczekamy się zwycięstwa.
Gospodarze jednak, dotąd nieporadni, szybko odpowiedzieli bramką kontaktową, która – z ich punktu widzenia – była przełomowa, ponieważ pobudziła do walki i lepszej gry. Po faulu Gronowskiego Makowski zacentrował z wolnego prosto na głowę najwyższego i... zdecydowanie najcięższego gracza Powiśla, P. Zielińskiego. A ten, mimo że miał naturalne kłopoty z szybkim poruszaniem się, zaskoczył wszystkich, a najbardziej naszych wysokich stoperów. Piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki... Wprawdzie krótko po tym nasz zespół mógł znowu prowadzić różnicą dwóch goli (akcja Gronowskiego, który powinien zagrywać do Kaszuby), ale i tak trudno negować fakt, że miejscowi zapracowali na remis. Nadal w ich grze dominowała nieporadność, lecz chęci, odwaga i determinacja były nieporównywalnie większe. W 75 min najstarszy w kadrze dzierzgonian Makowski (we wrześniu skończy 38 lat), w pobliżu którego znajdowali się Martyniuk i Budziwojski, przejął piłkę wybitą z „16” i kąśliwym uderzeniem z 18 m pokonał Grubbę. Gdynianie zachowywali się jakby zgubili się we mgle (o zgrozo, cała „11” cofała się na własne pole karne, gdy Powiśle biło rogi!), aczkolwiek w doliczonym czasie – po kornerze Budziwojskiego – przed szansą stanął Król, jednak w tłoku – zamiast natychmiast strzelić lewą nogą – przyjął piłkę i uderzenie prawą zostało zablokowane.
18.03.2007 Gdynia: BAŁTYK – Wierzyca Pelplin 0:4 (0:1)
0:1 Szyszkowski (45), 0:2 Borowski (47-głową), 0:3 Pawłuszek (79), 0:4 Szyszkowski (87)
W 29 min GRUBBA obronił rzut karny (strzelał Borowski) .
Sędzia: Kobylarz. Żółta kartka: Lewandowski
BAŁTYK: Grubba – Komorowski, Klemczyk, Martyniuk, SENWICKI (56 ZYBERT) – Styn (63 STĘPIEŃ), Łukasiak (52 Budziwojski), Widzicki, Gronowski – PETA, KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Urbański, Knioch, Król.
Pewnie im mniej o tym spotkaniu, tym lepiej. Tak padały bramki... 0:1 – Senwicki dopuścił do wrzutki z narożnika „16”, Grubba świetnie odbił „główkę” Borowskiego, ale nabiegający z lewej strony Szyszkowski miał przed sobą pustą bramkę. 0:2 – błąd Grubby, który wyszedł do kilkudziesięciometrowego zagrania. Być może w najważniejszym momencie przeszkodził Darkowi wiatr, ale takich piłek nie można nie łapać. Osamotnionego na desancie Borowskiego futbolówka... trafiła w głowę i wpadła do siatki. On zawsze, no, prawie zawsze, jest tam, gdzie coś takiego zdarzyć się może... To prawdopodobnie przesądziło o wyniku. 0:3 – goście rozklepali naszą obronę. Wprowadzony po przerwie Lizak zagrał z prawej flanki na środek pola karnego do Pawłuszka i grający trener lidera strzelił celnie z pierwszej piłki. 0:4 – kontra pelplinian wyprowadzona z samej linii końcowej na ich połowie! Wystarczyły dwa podania. Racki przebiegł z piłką 50 m, aż pod linię końcową, co niezmiernie rzadko – nie wiedzieć czemu – czynią nasi zawodnicy i spokojnie zagrał do Szyszkowskiego. Piłka podana jak na tacy, Grubba nie mógł nic zrobić.
Wbrew pozorom Wierzyca nie miała dużo więcej sytuacji, aczkolwiek najlepszą zmarnowała przy stanie 0:0. Zaczęło się od straty Martyniuka, poszła kontra... Borowski ograł w polu karnym Klemczyka, po czym wpadł w niego Widzicki. Bardziej ewidentną „jedenastkę” trudno sobie wyobrazić. Karę chciał wymierzyć sam poszkodowany, lecz Grubba – po raz drugi w sezonie – nie dał się pokonać z karnego. Odbił na korner płaskie uderzenie w lewy róg bramki!
Biało-niebiescy stracili swoje szanse w I połowie (Martyniuk w 22 min, Kaszuba w 39), gdy – byli równorzędnym rywalem dla lidera. Obie drużyny zaczęły grę uważnie, wręcz ostrożnie. Bałtykowi zabrakło werwy, polotu w ofensywie. Gdy atakował, przypominało to bicie głową w mur. Po przerwie też było kilka okazji, jednak albo dobrze bronił Imianowski (strzał Budziwojskiego z wolnego z 17 m), albo ratowała go poprzeczka (strzał „Budzika” z 25 m), albo Widzicki pudłował głową z kilku metrów.

































