Relacje - kwiecień 2007
28.04.2007 Gdynia: BAŁTYK - Orlęta Reda 5:1 (2:1)
1:0 STYN (28), 2:0 KRÓL (36), 2:1 Luliński (44), 3:1 GRONOWSKI (48-karny), 4:1 KRÓL (58), 5:1 PETA (75)
Sędzia: Bartosiak. Żółte kartki: ZYBERT, GRONOWSKI - Kiełb, Wasielewski.
BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Komorowski, Grzesiuk, ZYBERT – Styn (81 STĘPIEŃ), Martyniuk, Widzicki, Gronowski - Król (76 Wiszniewski), PETA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Urbański, Senwicki, Sumionka, Pająk.
Już w 2 min, po niepotrzebnym faulu Styna, goście mieli rzut wolny z 18 m (Pek minimalnie chybił), w 6., po kolejnym wolnym, znowu było groźnie pod bramką Grubby, a w 22. Pek, indywidualnie kryty przez Komorowskiego, oszukał naszych obrońców i wyszedł sam na Grubbę. Na szczęście nie wykorzystał 100-procentowej sytuacji... Orlęta, mimo że osłabione nieobecnością weteranów, Witta i Celińskiego, grały w tym czasie agresywnie, z godną podziwu konsekwencją stosując pressing na naszej połowie. Dopiero w 16 min Bałtyk oddał pierwszy strzał na bramkę Falkowskiego (okrutne pudło Widzickiego), natomiast trzy minuty później mieliśmy pierwszy róg. Były to jednak złe miłego początki.
Gdynianie przebudzili się w 27 min (szansa Klemczyka, którego strzał został zablokowany przez obrońcę). Po chwili już prowadziliśmy. Krótkie rozegranie rzutu rożnego, przerzut Klemczyka na dalszy słupek, gdzie - zupełnie bez opieki - czekał Styn. Strzelił z woleja zgodnie z kanonem, czyli w kierunku skąd piłka przyleciała. Goście zrewanżowali się szansą Szudrowicza (niecelny strzał głową z 8 m), ale przewaga SKS rosła. Okazje marnowali Styn oraz Król (pudło z 2 m!!!). W 36 min nasi piłkarze wzorcowo rozklepali defensywę Orląt. W końcowej fazie akcji Widzicki zagrał prostopadle do Klemczyka, a Wojtek ostro i płasko dośrodkował w pole bramkowe. Nabiegający Król tylko dostawił nogę. W 39 min Gronowski i Styn w 43 min marnowali okazje, aby załatwić sprawę do końca, i to - jak w futbolu bywa - zemściło się. Grubba krzyknął do Grzesiuka: "Do mnie!", więc "Lewis" wycofał do kolegi, tyle że na jego słabszą nogę. Zły wykop bramkarza przejął Luliński i strzelił z 20 m, płasko, w krótki róg. Piłka odbiła się od słupka, rąk "Grubego" i wtoczyła do siatki. Nikt w lidze tak łatwo nie traci bramek.
I tak, zamiast spokoju w przerwie, po raz enty czekaliśmy na II połowę w niepewności. Przykre uczucie zniknęło jednak szybko. Zybert zaszalał pod linią końcową, minął dwóch rywali, a trzeci podciął go w polu karnym. Gronowski z gracją wykorzystał "11" i od tego momentu Bałtyk zdominował wydarzenia. Tak mocno, że efektowny końcowy wynik może budzić niedosyt. Na 4:1 - strzałem z 16 m tuż przy słupku - podwyższył Król (świetna akcja Gronowskiego), a podsumował koncert Peta - mocnym uderzeniem z 12 m (piłka odbiła się jeszcze od słupka). To była jedna z wielu akcji, w których cierpliwa i dokładna wymiana podań czyniła z gości zwierzyną łowną.
21.04.2007 Sztum: Olimpia - BAŁTYK 1:3 (0:0)
0:1 GRONOWSKI (55), 1:1 Wilmański (69-głową), 1:2 KASZUBA (77), 1:3 PETA (80)
Sędzia: Filipczyk. Żółte kartki: Szlicht, Janowicz.
BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Komorowski, Grzesiuk, ZYBERT – Styn, Widzicki, Martyniuk, Gronowski - KASZUBA, Król (73 PETA). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Urbański, Senwicki, Stępień, Wiszniewski.
Silny wiatr, w I połowie będący sprzymierzeńcem gospodarzy oraz twarde jak beton i nierówne boisko utrudniały grę, jednak mecz mógł się podobać. Olimpia od razu przejęła inicjatywę, ale jedynym tego efektem były częste rogi i wolne. Na szczęście żaden ze sztumian nie potrafił grać lewą nogą... W 5 min Bałtyk prawdopodobnie prowadziłby 1:0, gdyby Styn zrobił to, co Peta w 77 min. Radek pospieszył się z dośrodkowaniem i Król uderzał piłkę głową z trudnej pozycji. W 18, 24 i 27 min gospodarze groźnie strzelali z dystansu, szczególnie ostatnia z prób (Chmielecki z 14 m) była bliska celu, ale w 43 min to nasz zespół po prostu powinien prowadzić. Styn przejął na środku boiska wykop golkipera Olimpii i natychmiast prostopadle zagrał do Kaszuby. W znakomitej sytuacji Kuba postanowił lobować Małkowskiego, niestety spudłował. Aż się prosiło, żeby na szybkości minął bramkarza, który wybiegł na skraj "16". Trzeba wierzyć, że już wkrótce nasz młody snajper będzie wykorzystywał takie okazje bez mrugnięcia oka. Generalnie połowa remisowa.
Po przerwie szybko uwidocznił się atut gdynian, czyli wiatr pchający ich do ataku. W 55 min Gronowski otrzymał podanie od Króla, wbiegł w pole karne i strzelił w długi róg. Piłkę zmierzającą lub... raczej zmierzającą do siatki miał dobić Kaszuba, ale przed linią bramkową uprzedził go Szlicht, notabene niegdyś pomocnik biało-niebieskich. Jeden Kuba i druga Kuba uznali, że i tak piłka zatrzepotałaby w siatce, więc gola zapisujemy na konto "Grona". Minutę po tym szansę na wyrównanie zmarnował Kwiatkowski, a w 63 min Gronowski powinien podwyższyć wynik. Spudłował z ośmiu metrów. Niewytłumaczalnie wkradł się w nasze szeregi chaos, nie umieliśmy spokojnie wyprowadzić kontry i nie strzelaliśmy zza linii pola karnego, o co głośno prosił Jerzy Jastrzębowski (jego prośbę spełnił tylko Martyniuk i to dopiero w 86 min, ale strzał był bardzo dobry). No i stało się... Niewielki wzrostem Wilmański (był jedynym graczem Olimpii na naszym polu karnym!) sprytnie główkował z ok. 10 m. Grubba dał się złapać na wykroku, lecz przede wszystkim zaspał stojący przy strzelcu Zybert. 60 sekund później Bałtyk mógł znowu wyjść na prowadzenie, ale Król chybił. Poirytowany trener postanowił wprowadzić za niego Petę i, jak się okazało, Olek - od inauguracji wiosny grający grubo poniżej oczekiwań - przesądził o zwycięstwie. Najpierw pognał z piłką do linii końcowej i świetnie dojrzał wbiegającego w pole karne Kaszubę, a następnie sam przebił się przez obronę Olimpii i w sytuacji sam na sam z Małkowskim delikatnie strzelił obok niego. Miło popatrzeć na takie akcje.
15.04.2007 Gdynia: BAŁTYK - Brda Przechlewo 3:2 (0:1)
0:1 Wirkus (35-karny), 1:1 KASZUBA (75), 1:2 Gibczyński (79), 2:2 KASZUBA (86), 3:2 GRZESIUK (89)
Sędzia: Czyż. Żółte kartki: GRZESIUK, STĘPIEŃ, KLEMCZYK - Stopa, Wasiniewski.
BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Komorowski (46 URBAŃSKI), Grzesiuk, ZYBERT – Styn (46 Król), Martyniuk, Łukasiak (65 Wiszniewski), Gronowski - KASZUBA, PETA (69 STĘPIEŃ). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Senwicki, Sumionka.
Bez kontuzjowanych Widzickiego i Kniocha skład Bałtyku musiał się zmienić. Do obrony wrócił Grzesiuk, a Martyniuk z Łukasiakiem mieli opanować centrum wydarzeń. Niby dobrze zaczęliśmy (rajdy Gronowskiego, akcje Pety, choć Olek zbyt często psuł wysiłek kolegów), jednak wybiegani, szybcy i szukający gry zawodnicy z Przechlewa z każdą minutą byli coraz groźniejsi. Przy tym obrońcy pewnie blokowali nasze ataki, bo - grając zbyt blisko siebie - Kaszuba z Petą ułatwiali im to. W 22 min Gibczyński serią zwodów oszukał w polu karnym Komorowskiego i Klemczyka, ale zmarnował 100-procentową okazję. Za to w 34 min, gdy mijał Grubbę, nasz bramkarz spowodował jego upadek. Ewidentnie i chyba niepotrzebnie, ponieważ piłka uciekała młodemu napastnikowi na aut. Wirkus pewnie wykorzystał "11". Cud, że w 44 min goście - po naszym rogu! - nie wykorzystali kontry na 2:0. Całość nie wyglądała dobrze, ale przecież to nie nowość w wykonaniu gdynian. Musowo potrzebowali konkretnej rozmowy w szatni...
Po przerwie trener Jastrzębowski wzmocnił atak i oddelegował Urbańskiego do indywidualnego krycia Gibczyńskiego. Przyjezdni tymczasem pozwolili nam atakować. Niestety, ofensywa była nijaka, a przy tym dobre okazje marnowali Król (53) i Stępień (71). Wreszcie w 75 min Kaszuba z metra dobił świetne uderzenie Króla głową w słupek. Wydawało się, że Bałtyk chwyta wiatr w żagle, zwłaszcza, że rywale słabli w oczach. W 76 min Król strzelił groźnie z dystansu, a w 78 minimalnie niecelnie główkował. Niestety, kolejny atak tragicznie zepsuł Gronowski, inicjując w ten sposób pokazowy kontratak Brdy. Następna minuta i byłoby 1:3, gdyby nie czuwała nad nami opatrzność.
Ale biało-niebiescy nie zamierzali oddać punktów bez walki. W 86 min Stępień centrował z prawej flanki, a zamykający akcję po lewej stronie Kaszuba świetnie uderzył w długi róg! Natomiast w 89 min Grzesiuk - nie po raz pierwszy w sytuacji kryzysowej wystawiony na szpicy - wygrał przed linią "16" pojedynek główkowy, przepchnął się i wbiegł z piłką w pole karne. Uderzył płasko, niezbyt mocno i też w długi róg. 3:2!!! Ten zespół ma charakter. Mimo wszystko. A-ha, w doliczonym czasie goście zmarnowali kolejną "setkę". Znowu "asystował" Gronowski, który - zamiast dryblingu - powinien poszukać zagrania do Króla. Wtedy pewnie stanęłoby na 4:2.
Jakub, nie rób nam tego więcej!
7.04.2007 Mrzezino: Start - BAŁTYK 0:2 (0:1)
0:1 GRONOWSKI (14), 0:2 KRÓL (78)
Sędzia: Tyda. Żółte kartki: Pliński, Tojza.
BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Komorowski, Martyniuk, ZYBERT – Styn, Widzicki (89 Łukasiak), Knioch (24 SENWICKI), Gronowski - KASZUBA, PETA (60 Król). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Grzesiuk, Urbański, Wiszniewski.
Jerzy Jastrzębowski postanowił rozpocząć mecz składem, który kończył grę z Orkanem, acz z drobną korektą, ponieważ Klemczyk przeszedł ze środka obrony na prawą stronę, a Komorowski, co zrozumiałe, w odwrotnym kierunku. W 24 min zszedł z boiska Knioch, który pechowo stanął na piłce i prawdopodobnie skręcił kostkę. Chociaż już po meczu gorzej wyglądała spuchnięta noga Widzickiego. Mamy nadzieję, że do Brdy obaj dojdą do siebie. Jednak najgorszy był w tym spotkaniu wiatr. Mówią, że w Mrzezinie to prawie codzienność. Jeśli tak, można tylko gospodarzom współczuć. Futbol przy takim wietrze to na dłuższą metę nieporozumienie.
Nasz kapitan, za radą trenera, miał sposobność słusznego wyboru, aby grać z wiatrem w II połowie. Jednak i przed przerwą, gdy podmuchy wstrzymywały ataki, biało-niebiescy przeważali. Gol padł po dośrodkowaniu Kaszuby z rzutu rożnego. W zamieszaniu do piłki dopadł Gronowski i strzelił celnie z 10 m. Robiąc sobie miły prezent na 24. urodziny. W 37 min sytuację sam na sam, po zagraniu Pety, zmarnował Styn. W 40 i 44 min były następne okazje, lecz i miejscowi byli bliscy pokonania Grubby - w 30 min i dwukrotnie w 45. Po przerwie dominacja gdynian nie podlegała dyskusji. Start często miał kłopot nawet z wyjściem z własnej połowy, choć do 78 min przypadkowe kontry mrzezinian (na szczęście, niekończone strzałami) powodowały refleksję, że nasz zespół kusi los swoją nieskutecznością. Albowiem szans na podwyższenie wyniku było co najmniej kilka (Kaszuba, Peta, Gronowski...). Żal też było nieporadnie wykonywanych rzutów rożnych i wolnych. Grupka fanów z Gdyni mogła już spokojnie - bez drżenia o punkty - śledzić wydarzenia dopiero po efektownym uderzeniu Króla z woleja ok. 25 m. Niesiona wiatrem piłka przeleciala nad rękoma bramkarza, który chwilę wcześniej wprowadzał ją do gry.

































