Wydarzenia

Klub

Sezon 2010/2011

Historia

Młodzież

Inne

kalendarz 2010 baltyk gdynia

dmuchany zamek, dmuchane zabawki, wynajem dmuchanych zabawek, wypożyczalnia

monografia klubu Bałtyk Gdynia

koszulki piłka nożna bałtyk gdynia

proporczyki piłka nożna bałtyk gdynia

 koszulki piłka nożna bałtyk gdynia

 minikoszulki piłka nożna bałtyk gdynia

Relacje - kwiecień 2008

26.04.2008 Trąbki Wielkie: Orzeł - BAŁTYK 0:1 (0:1)

0:1 PATALAN (26)

Sędzia: T. Cwalina. Żółte kartki: Guss, Dempc, Łazarski - KLEMCZYK.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk (82 Czuk), Pietrzyk, Martyniuk, ZYBERT – Styn (89 Wierzchołowski), Widzicki, Pięta, POŹNIAK (68 LITWINKO) - Kudyba, Patalan (82 PETA). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Stępień, Leśniczak.

Wietrzne Trąbki Wielkie nie są miejscem, gdzie kibice zapełniają skromne trybuny, więc i tam liczniejszą grupę stanowili fani z Gdyni. Nie doczekaliśmy się atrakcyjnego widowiska, okazji bramkowych było jak na lekarstwo. Dominowała walka - u gospodarzy ukierunkowana na urwanie punktów wiceliderowi. Orzeł, który musiał sobie radzić bez trzech ważnych graczy: napastnika Piotrowskiego, pomocnika Radonia i obrońcy Cucha, ewidentnie celował w powtórzenie wyniku osiągniętego trzy dni wcześniej z Zatoką (0:0). Dopiero w 50 min miejscowi oddali pierwszy groźny strzał (z obrębu pola karnego) na bramkę Grubby, ale i tak ten strzał został zablokowany przez Pietrzyka. Przez 2/3 meczu Bałtyk wyraźnie przeważał, a w I połowie taktyka Orła sprawiła wręcz, iż obraz gry ograniczył się do mozolnego konstruowania ataków przez biało-niebieskich. Wprawdzie 46-letni Cybulski nie dopuszczał, żeby Gemborys za często był w opałach, lecz coś z tej przewagi musiało wyniknąć. I wyniknęło! - w 26 min Klemczyk zagrał kozłującą piłkę z prawej flanki i Patalan świetnie do niej wystartował. Z kilku metrów pokonał bramkarza, który nie zdecydował się wyjść do dośrodkowania. Wydawało się, że od tej pory będzie łatwiej o szanse bramkowe, ale było tylko odrobinę łatwiej...
Po zmianie stron gracze Orła zagrali bardziej otwarcie, oglądaliśmy już ataki z obu stron, choć ponownie obyło się bez klarownych sytuacji. Bałtyk najlepszą miał w 85 min, kiedy na indywidualną akcję zdecydował się Kudyba, który jednak - strzelając lewą nogą z 11 m - nieznacznie spudłował. Z pewnością szans byłoby więcej, gdyby wyrwali się z "dołka" nasi środkowi pomocnicy. Orzeł tymczasem najgroźniejszy był, gdy miał stałe fragmenty i gdy piłkę z autu w niezwykły, akrobatyczny sposób wyrzucał Czajkowski - z przewrotem na odległość może nawet i 40 metrów. Na szczęście jednak tym razem biało-niebiescy nie dopuścili do powtórki z Bytowa i zasłużenie, acz w skromnym wymiarze, zgarnęli całą pulę.

19.04.2008 Gdynia: BAŁTYK - Czarni Pruszcz Gdański 4:0 (3:0)

1:0 PATALAN (3), 2:0 STYN (26), 3:0 KUDYBA (35), 4:0 PIĘTA (90)

Sędzia: Łagosz. Żółta kartka: Kinecki.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Pietrzyk, Martyniuk, LITWINKO (65 KUSS) – Styn (71 Czuk), Widzicki, Pięta, POŹNIAK (52 STĘPIEŃ) - Kudyba, Patalan (55 Wierzchołowski). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Peta, Leśniczak.

Jak wyliczyli koledzy z www.baltyk.gdynia.pl, Martyniuk, nasz kapitan, rozegrał dziś setny mecz ligowy w biało-niebieskich barwach. Z jubileuszem zbiegło się pożegnanie Grzesiuka z drużyną. "Levis" zaprosił kolegów na piwko, a w tym miejscu godzi się zaznaczyć, że choć za kadencji trenera Jastrzębowskiego Karol miał lepsze i gorsze okresy i przysparzał też kłopotów, nie mówiąc o tym, że kilkakroć nosił się z zamiarem porzucenia treningów, to jednak rozstaliśmy się w zgodzie. Nie wszyscy piłkarze mogą lub potrafią połączyć pracę z piłką. Karol miał z tym kłopot od dawna. Jak w sztafecie pokoleń, jego miejsce zajął młodszy o 5 lat, niższy tylko o 2 cm i lżejszy o ok. 20 kg Przemek Kuss. Seniorski debiut ma więc za sobą i teraz tylko od niego zależy, czy częściej będzie grał ze starszymi kolegami czy w juniorach.

Po słabym meczu w Bytowie w wyjściowej "jedenastce" odnotowaliśmy jedną istotną zmianę - po raz pierwszy w tym sezonie Czuk zaczął spotkanie na ławce rezerwowych. A po raz drugi, znowu z powodu kartek, zabrakło Zyberta. Gra rozpoczęła się od błędu gości, który przyniósł nam gola. Litwinko zagrał ze środka boiska, a na skraju "16" Patalan sprytnie wtrącił się między bramkarza i obrońcę. Darek stanął przed pustą bramką, strzelił płasko i trochę za lekko, bo niewiele zabrakło, aby jeden z przyjezdnych zdążył wygarnąć piłkę z linii bramkowej. Po 130 sekundach było więc 1:0 i od tej pory gdynianie zdominowali wydarzenia na boisku. Żal wielki, że strzelili jeszcze tylko 3 gole, bo lekko licząc powinni ze dwa razy więcej. Powody nieskuteczności były ewidentne - brak precyzji, niepotrzebny pośpiech i w II połowie - za mała ruchliwość. Ale mimo wszystko zwycięstwo okazałe i znowu do zera. Biało-niebiescy jakby ospale wchodzą w rundę rewanżową, lecz jeśli obecny bilans startu (13 "oczek") porównać ze słabym jesiennym (8), to przynajmniej jest nadzieja, że szczyt formy osiągną na wyższym pułapie punktowym.
Właściwie cała historia potyczki z Czarnymi to historia bramek i zapis zmarnowanych sytuacji. Patalan, Kudyba i Wierzchołowski (zwłaszcza "Kudi") mogli poprawić swój dorobek, ale psuli okazje. Obraz II połowy uratował w ostatnich sekundach Pięta, który dokładnym uderzeniem z kilkunastu metrów w długi róg wykorzystał podanie Widzickiego. Ten gol pozwolił zapomnieć o niskiej skuteczności. Bramka na 2:0 padła po akcji Patalana na lewej flance. Gdy "Pati" zagrał spod linii końcowej, obrońcy zablokowali przed bramką strzał Widzickiego, również próbę dobitki Kudyby, ale już nikt nie mógł zatrzymać silnego uderzenia Styna z 10 m. Z kolei w 36 min nasi piłkarze "rozklepali" rywali serialem podań, zwieńczonym świetną asystą Widzickiego. Kudyba znalazł się w sytuacji, w której musiał zdobyć swojego 15. gola w sezonie.
Po meczu, już w szatni, przestraszył nas Klemczyk, który źle się poczuł. Wojtek miał mdłości, które musiały być efektem zderzenia z przeciwnikiem w końcówce spotkania. Karetka zabrała Wojtka do szpitala. Wkrótce wrócił do domu.

16.04.2008 Bytów: Bytovia - BAŁTYK 1:1 (0:1)

0:1 POŹNIAK (14), 1:1 Kraska (90)

Sędzia: Kobylarz. Żółte kartki: Stanios, Łapigrowski - POŹNIAK, ZYBERT, WIERZCHOŁOWSKI.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Pietrzyk, Martyniuk, ZYBERT – Czuk (70 Grzesiuk), Widzicki, Pięta, POŹNIAK, Styn (88 Wierzchołowski) - Kudyba. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Litwinko, Stępień, Patalan, Leśniczak.

Mecz zaczął się z 5-minutowym poślizgiem, bo gospodarze, nie bacząc na to, że sędziowie i biało-niebiescy ustawiają się do wejścia na boisko, przedłużyli sobie rozgrzewkę i pogadanki. Dziwny to zwyczaj, nie spotkaliśmy się z nim w żadnym innym miejscu... W takiej sytuacji arbiter nie ma możliwości wpłynięcia na spóźnialskich, więc bylibyśmy radzi, że nie czekaliśmy wspólnie całego kwadransa. Bałtyk rozpoczął w takim składzie, jak z Orlętami, na szpicy grał Kudyba, a mieli go wspierać skrzydłowi oraz w środku Pięta z Poźniakiem. Właśnie po akcji tego duetu padła bramka. Na wysokości pola karnego Wojtek zagrał do nadbiegającego Tomka i młody pomocnik natychmiast uderzył piłkę lewą nogą. Uczynił to niezbyt czysto, ale być może dzięki temu futbolówka była poza zasięgiem rąk bramkarza, odbiła się od słupka i wpadła do siatki. To pierwszy gol wychowanka Czarnych Pruszcz w biało-niebieskich barwach! I była to najlepsza okazja gdynian do zdobycia gola w całym meczu. Można się więc cieszyć, że została wykorzystana, aczkolwiek nie tak to przecież miało wyglądać.
Nasz zespół miał uważnie bronić dostępu na przedpole Grubby i szukać okazji do kontrataku. Piłkarze Bytovii, walczący szalenie ambitnie, z zębem i agresywnie, mamy wrażenie, że najbardziej agresywnie ze wszystkich naszych rywali w tym sezonie (inna sprawa, że sędzia nie zapanował nad grą faul), mieli przewagę optyczną, lecz przez długi czas nie dochodzili do czystych pozycji strzeleckich. Mimo to wyrównanie wisiało w powietrzu, ponieważ gdyńska zapora ograniczała się właściwie do dwóch osób - w 95 procentach sytuacji świetnie interweniującego Martyniuka i wspierającego go Pietrzyka. Przegrywaliśmy walkę (dosłownie: walkę) w środku pola i znowu w powietrzu, a tyczy się to również (przede wszystkim) naszego pola karnego. Szczególnie było to widoczne po przerwie, gdy w tłoku i chaosie panującym w "16" Bałtyku kilkakroć ratowało nas szczęście, innymi razy nieporadność przeciwników. Grubba nie radził sobie na przedpolu, a co chwilę w tą stronę właśnie szybowały dośrodkowania. Nie ważne, czy dobre, czy nieudane, zawsze powstawał kocioł. Kolegom z bloku obronnego nie pomagali pomocnicy. Absolutnie nie poprawiło sytuacji wejście Grzesiuka, który - zamiast dzielić i rządzić w powietrznych pojedynkach - kilkoma błędami wręcz potęgował zagrożenie. I wreszcie stało się - w czwartej minucie doliczego czasu (ostatecznie II połowa była dłuższa o 6 minut), miejscowi mieli rzut z autu. Do piłki wrzuconej w pole karne nie doskoczył Grubba, piłka poleciała na dalszy słupek, a tam stał Kraska...
Jeszcze przed końcowym gwizdkiem Wierzchołowski stanął przed szansą, lecz kiedy na linii "16" minął zwodem ostatniego obrońcę, wolał poszukać kontaktu z jego nogą, niestety.

12.04.2008 Gdynia: BAŁTYK - Orlęta Reda 1:0 (0:0)

1:0 STĘPIEŃ (90)

Sędzia: Jankowicz. Żółte kartki: ZYBERT, ŻEMOJTEL - Trocki, Gutkowski, Wasielewski.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Pietrzyk, Martyniuk, ZYBERT (70 LITWINKO) – Czuk (70 STĘPIEŃ), Widzicki, Pięta, POŹNIAK (37 PETA), Styn (81 Grzesiuk) - Kudyba. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Patalan, Wierzchołowski.

Po raz trzeci w tym sezonie Bałtyk zwyciężył 1:0 dzięki bramce w ostatnich sekundach. W Przodkowie mężem opatrznościowym był junior Kozerkiewicz, w Czarnym - Kudyba, a dziś żelazny rezerwowy - Stępień. "Toudi" trafił do siatki, gdy trwała trzecia, ostatnia minuta doliczonego czasu. Po kolejnej wrzutce - a zliczyć byłoby je trudno - w pole karne do "główki" wyskoczył Grzesiuk i oczywiście wygrał powietrzny pojedynek. Piłka spadła pod nogi obrońcy Orląt, który w ferworze walki i na swoje nieszczęście kopnął ją w kierunku stojącego w pobliżu Tomka. - Piłka uderzyła mnie w kolano, odskoczyła i natychmiast dziubnąłem ją końcem buta. Do bramki miałem jakieś pięć metrów. Patrzyłem jak futbolówka wtacza się obok zaskoczonego Rybanda... - opowiadał najniższy piłkarz na boisku. 30 sekund później arbiter gwizdnął po raz ostatni!
Pozornie wygląda to na szczęśliwe zwycięstwo, lecz nic bardziej mylnego. To goście do 92 min utrzymywali fartowny i korzystny dla nich remis. Słabsza dyspozycja większości zawodników SKS nie powinna przesłaniać faktu, że od początku do końca gra toczyła się na połowie redzian, którzy jeden, jedyny raz poważnie zagrozili bramce Grubby. W 9 min Klemczyk popełnił banalny błąd i ratował się faulem. Luliński strzelił silnie z ok. 25 m, ale Darek przeniósł piłkę nad poprzeczką. I to byłoby na tyle... Tymczasem biało-niebiescy atakowali, jednak ewidentnie to nie był ich dzień. Tym razem sprawiedliwy od czasu do czasu los nie chciał, aby powtórzyła się historia z jesieni, kiedy nasz zespół również fatalnie zagrał z Orlętami i za karę poległ, mimo że rywale byli rzadkimi gośćmi na przedpolu "Grubego". Nie da się ukryć, że Bałtyk nie potrafi grać z tak defensywnie ustawionym i konsekwentnie trwającym w antyfutbolu przeciwnikiem. Jednak tym razem gdynianie nie dali się skontrować, a długowłosy Szudrowicz, cieszący się opinią przebojowego napastnika, nie stanowił żadnego zagrożenia. Szkoda tylko, że i nasi piłkarze mieli kłopot z rozpracowaniem obrony z Redy. Grali zbyt ospale, anemicznie, również nerwowo, a do tego przegrywali istotną w takim meczu walkę w powietrzu. O braku efektów z mnożących się stałych fragmentów lepiej nie pisać. Bodaj tylko dwa razy zdecydowanym pressingiem wymusili na gościach błędy i stratę piłki i niemal natychmiast stworzyli okazje bramkowe (np. pudło Pięty po zagraniu Styna w 29 min).
Najlepszą okazję w I połowie zmarnował Peta, który w 45 min uderzył lewą nogą z pierwszej piłki po dośrodkowaniu Czuka. Gdyby przyjął piłkę, prawdopodobnie nie miałby problemu z trafieniem do siatki. W 77 min Kudyba pędził sam na bramkę Rybanda, ale chyba zabrakło mu sił i uderzenie z 16 m w długi róg nie było groźne. Jeszcze w 90 min "Kudi" minimalnie spudłował głową. Jak na dłoni widać, że cały zespół ma kłopot ze zdobywaniem goli. Tego akurat za kadencji Jerzego Jastrzębowskiego jeszcze nie było. Dla przeciwwagi dodajmy, że Bałtyk wygrał 13 z ostatnich 15 meczów w lidze, a wiosną już w 3 spotkaniach nie stracił gola. Przez całą rundę jesienną udało się to nam tylko czterokrotnie.

5.04.2008 Puck: Zatoka - BAŁTYK 5:0 (2:0)

1:0 Hartman (7-głową), 2:0 Smarzyński (19-głową), 3:0 Lesner (74-głową), 4:0 Kazubowski (84), 5:0 Lesner (90)
W 13 min Smarzyński nie wykorzystał rzutu karnego (obrona Grubby).

Sędzia: Bator. Żółta kartka: Semak.

BAŁTYK: Grubba - LITWINKO (46 POŹNIAK), Pietrzyk, Martyniuk, ZYBERT (60 Klemczyk) – Czuk, Widzicki, Pięta, Styn (75 Grzesiuk) - Kudyba, Patalan (60 PETA). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Stępień, Wierzchołowski.

Koniec zwycięskiej passy (komplet punktów w 9 grach) nastąpił w najgorszym momencie, a i okoliczności utraty fotela lidera były zawstydzające. Jednak, wbrew suchemu wynikowi, z pewnością nie kompromitujące. Bałtyk, mimo że był gościem i mimo że źle czuje się na tak słabych boiskach jak to w Pucku, od początku zagrał z otwartą przyłbicą i ofensywnie. W 3 min, po faulu Komorowskiego na Czuku, Pięta dośrodkował z rzutu wolnego, a Kudyba uderzył piłkę głową. To mógł być gol. Niestety, futbolówka przeleciała tuż obok słupka. Do feralnej 7 min nasz zespół kilkakroć inicjował ataki, a wystarczyła jedna kontra, aby gospodarze objęli prowadzenie. Lewą flanką popędził niewątpliwy bohater meczu, Smarzyński. Zybert biegł obok, i tak towarzyszył "Smoleniowi" może i przez 30 m... Jakby obawiał się sfaulować byłego lidera biało-niebieskich. Aż wreszcie skrzydłowy Zatoki uznał, że czas posłać piłkę w pole karne. Wrzutka z narożnika boiska to była raczej taka "świeca" na wysokości trzeciej kondygnacji. Niestety, piłka poszybowała na dalszy słupek bramki Bałtyku, gdzie z ostrego kąta postanowił "główkować" Hartman. Tylko Grubba wie, dlaczego nie przeciął dośrodkowania i jakim cudem dał się zaskoczyć napastnikowi, który dopiero niedawno wrócił do gry po ciężkiej kontuzji (zerwanie więzadeł krzyżowych). Dzień przed spotkaniem Szymon odgrażał się, że ma patent na SKS... Tak właśnie zaczęły się nasze nieszczęścia.
W 13 min pucczanie wykonywali rzut wolny. W polu karnym Pietrzyk wystartował do piłki razem z Hartmanem, który nagle padł jak rażony gromem. Sytuacja z gatunku kontrowersyjnych, jakich obserwujemy mnóstwo. Istotny był tylko fakt, że sędzia zareagował błyskawicznie wskazując na wapno. Za wykonanie "jedenastki" zabrał się Smarzyński, ale jego strzał pięknie obronił Grubba. Minęło 60 sekund, a po akcji Pięty i rykoszecie piłka trafiła w poprzeczkę. W 17 min, po kolejnym dośrodkowaniu Pięty z rzutu wolnego, przed szansą stanął Patalan. Strzelił z woleja z 6 m i trafił w obrońcę. Nasi piłkarze reklamowali zagranie ręką, ale wydaje się, że zbyt pochopnie. W rewanżu chyba najniższy na boisku Rambiert efektownie wyskoczył do główki, ale uderzył niecelnie. To było ostrzeżenie, które gdynianie zlekceważyli. W 19 min Grubba źle wznowił grę. Miejscowi w prezencie dostali wyrzut piłki z autu, a po chwili wywalczyli rzut rożny. Lewą nogą, ostro na bliższy słupek zagrywał B. Adamus, a Smarzyński ubiegł naszych obrońców, skoczył jak z trampoliny i zdobył być może jedyną tego rodzaju bramkę w swojej karierze. Nie dziwi więc, że od tej pory podopieczni Adama Adamusa korzystali z broni, którą opanowali już całkiem dobrze, mianowicie, z kontrataku. Do końca I połowy stworzyli sobie jedną doskonałą okazję - w 44 min Adamus wystartował do prostopadłego podania Smarzyńskiego i... minimalnie chybił w sytuacji sam na sam. Bałtyk w tym czasie miał co najmniej cztery (!) dobre okazje bramkowe, ale - tak jak w spotkaniach z Arką II i Powiślem - nic nie chciało wpaść. 21 min - Pięta myli się o centymetry z rzutu wolnego z 17 m, 22 min - Widzicki pudłuje z 18 m, 26 min - dośrodkowuje Litwinko, a Styn strzela głową z 5 m prosto w ręce Biecke, 28 min - wrzutkę Widzickiego w pole karne ewidentnie zatrzymuje ręką zawodnik z nr 9 (arbiter patrzył i nie zobaczył), 43 min - znowu Pięta z wolnego i ponownie "główkuje" Kudyba (oczywiście broni nasz wychowanek), 45 min - 200-procentowa szansa Styna. Tym razem Biecke nie miał szans i nawet nie zareagował. Radek nie dalej niż pięć metrów od bramki dostał znakomite podanie i miał tylko trafić w światło bramki. Dziś wiemy, że nie trafił.

Pod jednym względem mecz na szczycie był wyjątkowy. Dostarczył ogromnej dawki emocji. Po przerwie było ich ciut mniej, a dla nas skończyły się w 74 min. Zatoka zagrała uważniej w tyłach, a przy tym z odpowiednią dawką ostrości, jednak biało-niebiescy mimo to mieli okazje, aby jeszcze odwrócić losy potyczki. W 70 min, po wolnym Pięty, Pietrzyk z czystej pozycji przeniósł piłkę głową nad poprzeczką. Trzy minuty później przed ogromną szansą na kontaktowego gola stanął Peta, lecz w sytuacji sam na sam strzelił prosto w golkipera. Gdy marnuje się takie okazje, trudno o punkty. Poza tym coś takiego lubi się mścić. I się zemściło po kilkudziesięciu sekundach. Lesner wbiegł między dwóch obrońców, przelobował wybiegającego Grubbę, tyle że trafił w poprzeczkę. Młody napastnik jednak czujnie śledził lot piłki i natychmiast się poprawił - rzucił się szczupakiem i... ostatnia nadzieja umarła. W tym momencie Bałtyk pękł. Co prawda była jeszcze szansa Poźniaka (jego strzał obronił Biecke), jeszcze Grzesiuk starał się dobrze wypełnić rolę stojącego na szpicy napastnika, jednak to piłkarze nowego lidera bezlitośnie potrafili wykorzystać gafy naszej obrony. Ostatnią, w trzeciej minucie doliczonego czasu, popełnił Pietrzyk, który praktycznie zagrał do przeciwnika. Bolesna to nauczka, ale wierzymy, że nasi piłkarze wyciągną z niej wnioski.

Pozostałe relacje: