Relacje - maj 2007
30.05.2007 Gdynia: BAŁTYK - Czarni Czarne 12:1 (5:0)
1:0 Bęben (5-samobójcza), 2:0 KASZUBA (8), 3:0 KASZUBA (28), 4:0 WIDZICKI (35), 5:0 KASZUBA (40), 6:0 KASZUBA (46-wolny), 7:0 KRÓL (49), 8:0 PETA (52), 9:0 WIDZICKI (63), 9:1 Kasperowicz (64-głową), 10:1 PETA (72), 11:1 KLEMCZYK (77), 12:1 KRÓL (82)
Sędzia: Wierzbowski. Żółte kartki: GRZESIUK - Romanowicz.
BAŁTYK: Żemojtel - Klemczyk, Komorowski, Grzesiuk (46 Łukasiak), Knioch – Styn (46 Król), Martyniuk, Widzicki, Gronowski (61 SENWICKI) - KASZUBA (56 STĘPIEŃ), PETA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Urbański, Wiszniewski.
Goście przyjechali na stadion dopiero pół godziny przed meczem i nie w pełnym składzie, ale to może tylko nieco usprawiedliwiać ich słabą grę, bo z pewnością nie rekordowy wynik. Na tuzin goli nasz zespół uczciwie pracował ofensywną grą od 1 do 90 min. I naprawdę zwycięstwo mogło/powinno być jeszcze bardziej okazałe. W I połowie w dogodnych sytuacjach pudłował Kaszuba (2 i 36 min), natomiast po przerwie doskonałe okazje zmarnowali: Gronowski, Król (2x) i Peta (2x). Tak padały gole...
1:0 - Widzicki zagrywa na skrzydło do Klemczyka, a ten podaje wzdłuż linii bocznej do Styna. Dośrodkowanie i obrońca Czarnych ładnym "szczupakiem" z 10 m zaskakuje swojego bramkarza. 2:0 - Klemczyk dośrodkowuje na dalszy słupek do Gronowskiego, który odgrywa na środek do Pety. Olek nie trafia w piłkę, jednak za nim stoi Kaszuba i z 5 m wbija ją do bramki. 3:0 - przechwyt Gronowskiego na środku boiska. Podanie na lewą flankę do Pety, a ten świetnie centruje do Kaszuby. Jakub ma czas na przyjęcie futbolówki i spokojnie strzela w długi róg. 4:0 - Peta drybluje na linii "16", dogrywa do Kaszuby, który z linii końcowej wystawia piłkę Widzickiemu. 5:0 - Knioch podbiegł pod pole karne i zagrał do Kaszuby, który szybkim zwodem oszukał obrońcę i kropnął nie do obrony z kilkunastu metrów.
Po przerwie Czarni zmienili bramkarza, ale nie poprawiło to ich sytuacji. 6:0 - po faulu na Gronowskim rzut wolny z 17 m. Kaszuba strzela w długi róg. 7:0 - Król uderza z 14 m w górny róg bramki po akcji Pety. 8:0 - Król wystawia piłkę Kaszubie, lecz jego strzał jest za słaby. Bramkarz odbija piłkę, tyle że z dobitką spieszy Peta. 9:0 - Widzicki otrzymał piłkę od Stępnia i strzelił - ot, tak sobie - z 18 m w samo "okienko". 9:1 - goście wykonują rzut wolny ok. 40 m od bramki Żemojtela. Nikt nie przypilnował najstarszego na boisku Kasperowicza. Norma. 10:1 - penetrujące podanie Widzickiego, Peta mija bramkarza, lecz zapędza się w kozi róg. Mimo ostrego kąta jednak znajduje drogę do siatki! Mamy dwucyfrówkę i 18 minut do końca!!! 11:1 - rzut rożny dla gdynian. W zamieszaniu Widzicki strzela w plecy rywala, lecz na miejscu jest Klemczyk. Z 14 m celuje w górny róg bramki, jak wcześniej Król. 12:1 - Król startuje do prostopadłego podania Łukasiaka i wykorzystuje sytuację sam na sam. W tym momencie skandowanie "Jeszcze jeden" byłoby już nie na miejscu. Żal beniaminka.
26.05.2007 Trąbki Wielkie: Orzeł - BAŁTYK 2:2 (1:0)
1:0 Guss (32), 2:0 Guss (72), 2:1 KRÓL (78), 2:2 WIDZICKI (83)
Sędzia: Wądołowski. Żółte kartki: Okeke, Guss, Filipik - GRZESIUK.
BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Martyniuk, Grzesiuk, Komorowski – Styn (56 Wiszniewski), Łukasiak, Widzicki, Gronowski (46 Król) - PETA (82 STĘPIEŃ), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Senwicki, Urbański.
W 4 min, po stracie Łukasiaka na środku boiska, gospodarze wyszli z kontrą, ale najlepszy ich napastnik, Guss, uderzył z 6 m nad poprzeczką. To był znak, że w tyłach znowu będziemy grać nerwowo. Komorowski grał na lewej stronie z konieczności, ponieważ już po raz drugi w rundzie wiosennej akurat wytypowany do "jedenastki" Knioch miał egzaminy w porze meczu i na stadionie się nie pojawił. W 8 min Oszmaniec efektowną paradą wybił na róg uderzenie Grzesiuka z rzutu wolnego w "okienko", a w 13. wolej Gronowskiego z ostrego kąta minimalnie minął cel. To mogły być piękne bramki. W 25 min Widzicki uchronił Bałtyk przed stratą gola po błędzie Grzesiuka, jednak 7 min później ratunku znikąd nie było. Gronowski stracił piłkę przy wyprowadzaniu ataku, jeden z graczy Orła posłał prostopadłą piłkę między Grzesiukiem i Komorowskim, Filipik ostro dośrodkował z prawej flanki... Silnie bita piłka trafiła Klemczyka w brzuch, dopadł do niej Guss i potężnym kopnięciem z kilku metrów wbił ją do siatki. To była nagroda dla 22-letniego snajpera za agresywną grę. Zresztą cały zespół Orła wykazywał więcej determinacji i zdecydowania. Biało-niebiescy rozczarowywali, mimo że za zwycięstwo mieli obiecaną dodatkowę premię i trening relaksacyjny w Aquaparku.
Po przerwie padły 3 gole, ale widowisko nie bylo lepsze. Beniaminek całkowicie oddał nam inicjatywę i ustawił zasieki obronne na własnej połowie. To była nietypowa sytuacja dla gdynian. W role rozgrywających wcielili się Martyniuk i Widzicki. Długo nie potrafiliśmy zagrozić bramce Oszmańca. Za to pod bramką Grubby było gorąco po rzutach wolnych Cybulskiego. W 69 min Darek obronił strzał kapitana Orła z 18 m i sparował też dobitkę, lecz w 72 min doszło do kolejnej w sezonie komedii pomyłek. Cybulski wykonywał rzut wolny z ok. 40 m. Mimo że mieliśmy w obronie najwyższego zawodnika na boisku, nic to nie pomogło. Grubba, na którego wpadł Martyniuk, nie złapał futbolówki, ktoś ją odbił i Guss prawie z zerowego kąta wcisnął ją do bramki. Gol stracony z niczego, akurat w momencie, gdy przeciwnik słabł w oczach...
W 78 min Bałtyk rozegrał koronkową akcję: Martyniuk - Klemczyk - Łukasiak - Król. Płaskim uderzeniem z 14 m tuż przy słupku Łukasz zrobił użytek z wystawionej na tacy piłki. 5 min później do prostopadłego zagrania "Marty" przez dwie linie obronne Orła wystartował Widzicki. Wybiegł sam na Oszmańca i precyzyjnym strzałem w długi róg (w boczną siatkę) wyrównał stan meczu. Niewątpliwie była to jedna z najładniejszych akcji Bałtyku w całym sezonie. Od tego momentu Orzeł marzył już tylko o ostatnim gwizdku. Miejscowym nie starczało tchu, łapaly ich skórcze. Niestety, nie wygraliśmy - choć mogliśmy - bo brakowało nam mądrości i spokoju.
20.05.2007 Gdynia: BAŁTYK - Luzino SA 5:1 (2:1)
1:0 KLEMCZYK (9), 1:1 Ćwiklik (23), 2:1 KASZUBA (26-głową), 3:1 GRONOWSKI (55-karny), 4:1 KASZUBA (75), 5:1 PETA (83)
Sędzia: Bator. Żółte kartki: KLEMCZYK - Kozłowski, Ziemak (2x), Laskowski, R. Kobylarz, Godlewski. Czerwone: Ziemak (59), Laskowski (59).
BAŁTYK: Grubba - Klemczyk (78 STĘPIEŃ), Komorowski, Grzesiuk, ZYBERT (39 Knioch) – Styn (75 Król), Martyniuk, Widzicki, Gronowski (62 Wiszniewski) - KASZUBA, PETA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Urbański, Senwicki.
Sądząc jedynie po nazwiskach, również po dorobku i - bo się znamy od lat - sportowym charakterze przynajmniej niektórych gwiazd beniaminka, podejrzewaliśmy, że wizyta teamu z Luzina zaowocuje widowiskiem, jakiego na Bałtyku w tym sezonie nie było. Zwłaszcza, że sprzyjały temu i aura, i fakt, że obie ekipy są wolne od presji walki o awans. Szczerze liczyliśmy na dobry futbol i cenną weryfikację umiejętności biało-niebieskich. Tymczasem goście okazali się grupą frustratów, z których kilku wybrało na boisku drogę wskazywaną im przez zionących wulgaryzmami działaczy. Stąd m.in. żenująca historia z 59 min, gdy Ziemak otrzymał kolejno dwie żółte kartki za krytykę i ubliżanie arbitrowi, po czym znalazł następcę w osobie Laskowskiego. Pięć kartek w ciągu 60 sekund! Rekord nie do pobicia, ale tak to już jest, gdy motywacja przed grą z Bałtykiem przeradza się w zacietrzewienie.
Zaczęło się od rzutu wolnego Kaszuby z 17 m w 3 min (strzał tuż nad poprzeczką). Odpowiedź była mocna - Laskowski zagrywa z prawej flanki do Hartmana, który z bliska miał tylko trafić do bramki... Też strzelił ponad. A w 9 min Klemczyk zdecydował się na strzał z ok. 35 m! Piłka - po koźle - wpadła do siatki tuż przy słupku. Pełne zaskoczenie i 1:0! Brawo za decyzję i celność! Niestety, w 23 min goście wyrównali po szarży Laskowskiego. Ograł Komorowskiego, wpadł w pole karne i strzelił w krótki róg. Piłka odbiła się od słupka i poleciała prosto pod nogi Ćwiklika. Znowu seria błędów w tyłach... Jednak 3 minuty później do akcji ofensywnej włączył się Zybert. Otrzymał podanie od Gronowskiego i świetnie dośrodkował. A Kaszuba był tam, gdzie należało. W 36 min trener Tomasz Unton zaskoczył zmianą Smarzyńskiego (ostatnio leczył kontuzję) za Adamusa, a w 39 min Godlewski feralnie sfaulował Zyberta przed linią "16". Wreszcie w 42 min w idealnej sytuacji Peta uderzył piłkę głową zamiast kropnąć nogą z 5 m i rozerwać siatkę. I jeszcze w 45. Gronowski "postarał się" o kontrę dla Luzina. Skończyło się na strachu.
Po przerwie goście natychmiast ruszyli do natarcia i dwukrotnie zakotłowało się pod bramką Grubby. W 55 min Bałtyk wykonywał rzut wolny z 40 m. Po dośrodkowaniu sędzia odgwizdał faul na Grzesiuku, wyraźnie ciągniętym za koszulkę. "Jedenastkę" pewnie wykorzystał Gronowski. Potem mieliśmy eksplozję frustracji, którą jeszcze w 64 min kontynuował R. Kobylarz. Za zamiar uderzenia Klemczyka "z byka" powinien dostać czerwoną kartkę (tak stoi w przepisach), lecz tym razem sędzia odpuścił. W dziewięciu Luzino już nie grało. Czekało na wyrok. Cóż, Bałtyk w Sopocie grał w takim osłabieniu znacznie dłużej i potrafił walczyć. Beniaminek skupił się na faulowaniu. W 75 min Styn zmarnował "setkę", ale za chwilę Kaszuba dobił z bliska uderzenie Króla. Zakończył strzelanie Peta - wolejem po znakomitym dośrodkowaniu Stępnia na dalszy słupek.
12.05.2007 Przodkowo: Huragan - BAŁTYK 1:0 (0:0)
1:0 Banaszak (71)
Sędzia: Necel. Żółta kartka: WIDZICKI.
BAŁTYK: Grubba - Komorowski, Martyniuk, Grzesiuk, ZYBERT – Styn (68 STĘPIEŃ), Widzicki, KASZUBA, Knioch (46 Wiszniewski) - PETA, Król (68 URBAŃSKI). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Sumionka.
Na początek powtórka z Bytowa. W 2 min Peta - mając do wyboru inne warianty - decyduje się na uderzenie z 12 m lewą nogą. Nikt go nie atakował, a mimo to chybił. W 8 min najpierw główkował Kaszuba, a poprawiał Peta, tylko że trafił w plecy obrońcy. Miejscowi niewiele mieli do zaoferowania garstce kibiców (nieskomplikowana gra z kontry), jednak - gdy w 18 min wykonywali rzut wolny spod linii bocznej (ok. 30 m od bramki) - już ich pierwsza okazja o włos a zaskoczyłaby naszą obronę. Łaskawy los sprawił, że w zamieszaniu na drodze piłki zmierzającej do siatki stanął Grzesiuk. Bałtyk miał przewagę optyczną, mimo fatalnego stanu boiska (silne opady zrobiły swoje) próbował grać piłką, lecz niewiele w tych staraniach było pomyślunku... Za to w 44 min Huragan wyszedł z kontrą, Letniowski urwał się Zybertowi, jednak jego strzał w długi róg był miminalnie niecelny.
W przerwie ból kostki zgłosił Knioch i Jerzy Jastrzębowski miał kolejny kłopot (w Przodkowie zabrakło przecież Gronowskiego, Klemczyka, Łukasiaka, Pająka i Senwickiego). Na murawie pojawił się więc Wiszniewski, a szkoleniowiec, który dwa dni wcześniej, mimo zaproszenia od II-ligowca, nie podjął rozmów z Miedzią Legnica, oświadczył drużynie, iż gra tak słabo, że nawet zwycięstwo nie zamaże złego wrażenia. Niestety, po przerwie biało-niebiescy, zamiast wziąć się do roboty, ustąpili pola rywalom, którzy grali ofiarnie i - widząc co się święci - spróbowali wykorzystać okazję. Dopiero w 65 min Grzesiuk, jako pierwszy w II połowie - niecelnym strzałem z 14 m - zagroził bramce Huragana. 2 minuty później, po akcji Wiszniewskiego lewą stroną, z konieczności grający w II linii Kaszuba miał znakomitą szansę, jednak strzał wewnętrzną częścią stopy był akurat złym pomysłem. Golkiper spokojnie złapał piłkę. A w 71 min 23-letni lewy pomocnik, Banaszak, zdecydowanie najjaśniejsza postać meczu, szczęśliwie uderzył z 16 m. Futbolówka, po nodze Grzesiuka, poszybowała do siatki. Cała akcja Huragana obnażyła niedostatki naszej obrony. Akcję można nawet było skutecznie przerwać, ale - po złym wybiciu - piłka jak bumerang wróciła do wychowanka Lechii. Jak zwykle, po golu Bałtyk ruszył do natarcia (trudno zrozumieć, dlaczego dopiero wtedy), ale tym razem zabrakło farta, umiejętności, precyzji i czasu. Niewiele pomogło przeniesienie Martyniuka do II linii (co stało się tuż przed bramką), bo skrzydłowi i napastnicy nadal rozczarowywali.
6.05.2007 Gdynia: BAŁTYK - Arka II Gdynia 2:2 (2:1)
0:1 Mackus (26), 1:1 STYN (29-głową), 2:1 KASZUBA (33), 2:2 Kościelniak (62-karny)
Sędzia: Kuczkowski. Żółte kartki: STYN - Mackus, Kołodziejski. Czerwona: Biecke (43).
BAŁTYK: Żemojtel - Klemczyk (44 URBAŃSKI), Komorowski, Martyniuk, ZYBERT – Styn, Łukasiak (80 SENWICKI), Knioch, Gronowski (72 Wiszniewski) - Król (64 PETA), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Grubba, Sumionka, Pająk.
Zaczęliśmy jak w Bytowie, od ataków. W 2 min płaskie uderzenie Króla z 16 min nieznacznie minęło cel. W 10. - po rzucie wolnym Kaszuby - znowu Król spudłował z bliska głową, natomiast w 15. Łukasz zgrał piłkę do Kaszuby i ten miał wymarzoną okazję. Piłka przeleciała obok bezradnego Biecke i obok słupka, niestety. I tak sobie atakowaliśmy, wykorzystując słabość arkowców w II linii i niepewność w tyłach (mimo że grali tam Piotr Jawny z Ireneuszem Kościelniakiem), aż raptem, w 26 min - po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i zgraniu piłki głową - niewysoki Mackus znalazł się z piłką na czystej pozycji. Jakim cudem? Rozszyfrowanie tego, gdy na liczniku mamy 40 straconych goli, chyba nie ma już sensu. To nie są pojedyncze wpadki, ani niekorzystne okoliczności. Debiutujący w tym sezonie w lidze Żemojtel nie zdołał dosięgnąć strzału z 12 m... Momentalnie jednak nastąpiła odpowiedź! Najpierw uderzenie Łukasiaka zostało zablokowane przed bramką, a gdy przejął futbolówkę Król, został on ewidentnie sfaulowany przez Biecke. Kamil, nasz wychowanek, zwyczajnie wpadł w Łukasza. Nie było czego zbierać. Robi się przykro, gdy ceniony w IV lidze arbiter i akurat dobrze ustawiony nie zauważa takich zdarzeń. Jego asystent też nie widział, choć teoretycznie musiał.
Jednak sprawiedliwości stało się zadość po rzucie rożnym. Dobre dośrodkowanie Kniocha skierował z 5 m do siatki Styn. A po czterech minutach, znowu po kornerze bitym przez Kniocha, w zamieszaniu wepchnął piłkę do bramki Kaszuba. W 43 min, po przechwycie Kniocha i jego znakomitym zagraniu między dwóch obrońców, Król wybiegł sam na Biecke, który dotknął piłkę ręką poza linią "16". Czerwona kartka z automatu, ale widzieliśmy już podobne sytuacje bez konsekwencji, więc czekaliśmy. Sędzia rozłożył dłonie w geście, że nie ma innego wyjścia, Kamil wiedział co się święci (po 3-minutowej przerwie na murawę wbiegł 17-letni Mierzejewski). Wszyscy na trybunach mieliśmy wrażenie, iż gra układa się po naszej myśli. Jeszcze w 53 min Król zepsuł akcję na 3:1, a potem wszystko wzięło w łeb. Na skraju, właściwie na linii pola karnego - gdy rywale wyszli z niegroźną kontrą - piłka trafiła Łukasiaka w rękę. Przypadek, ale bezsprzecznie ręka. Zrobiło się zatem 2:2, mimo że nasi goście zupełnie na to nie zasłużyli. Bałtyk zgubił koncept, w końcówce graliśmy z pięcioma młodzieżowcami (w tym czterech juniorów), lecz to nie może usprawiedliwiać ogromnej porcji bezmyślności w atakach. Jak na złość, drugą połowę oglądał Wojciech Stawowy i środkowi obrońcy Arki już panowali na przedpolu młodziutkiego golkipera, który zresztą w 85 min raczej instynktownie odbił strzał Pety z kilku metrów. I jeszcze w doliczonym czasie przed szansą stanął Senwicki, lecz okrutnie spudłował. Mogła to być akcja meczu.
3.05.2007 Bytów: Bytovia - BAŁTYK 1:1 (0:1)
0:1 KRÓL (45), 1:1 Maciejewski (83-głową)
Sędzia: Sulikowski. Żółte kartki: ZYBERT, GRZESIUK (2x). Czerwona: GRZESIUK (89).
BAŁTYK: Grubba - Klemczyk (89 Knioch), Komorowski, Grzesiuk, ZYBERT – Styn, Widzicki, Martyniuk, Gronowski - PETA, Król (64 Łukasiak). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Urbański, Senwicki, Kaszuba, Wiszniewski.
Imponująca, jak na IV ligę frekwencja (ponad 1000 osób, w tym pokaźna grupa naszych fanów), stworzyła aurę prawdziwego widowiska, jednocześnie dopisała pogoda, ale wielkiej gry nie było, a sam finał wypadł żenująco. I smutno, bo znów Bałtyk stracił punkty, których stracić nie miał prawa. Ponownie zabrakło naszym piłkarzom dojrzałości. Ktoś słusznie doda, że również skuteczności, ale forma gospodarzy była na tyle marna, że i stanowczo za niskie 1:0 można było dowieźć do ostatniej... 104 minuty. Ale po kolei.
Wyżej sklasyfikowana Bytovia, co trudno zrozumieć, po raz trzeci w tym sezonie (licząc marcowy sparing), zaskoczyła nas in minus słabiutką grą, sprowadzoną do najprostszej filozofii "wybij wszystko, co leci w twoim kierunku". W I połowie jedynie lewonożny Kłos, którego przez cały mecz pilnował Styn, postraszył Grubbę świetnym uderzeniem z 25 m (33 min). Poza tym, panując w II linii, tylko nasi gracze mogli i powinni dziurawić siatkę. Bramkowych okazji nie wykorzystali: Peta (4 i 22 min), fajnie z nim współpracujący Król w 33 min (jego strzał został zablokowany) oraz Styn w 30. Dopiero tuż przed gwizdkiem na przerwę z lewej na prawą flankę przeniósł się Gronowski, błysnął solową akcją i świetnym prostopadłym zagraniem do Króla. Łukasz wybiegł idealnie w tempo i oczekiwany gol padł. Lepiej późno niż wcale. W 51 min "Grono" zakończył kolejną ładną akcję wolejem z 17 m w poprzeczkę, ale, niestety, był to ostatni mocny akcent. Wszystkie następne były za słabe, niedokończone, a to dlatego, że - pewnie z obawy o wynik - biało-niebiescy oddali środek pola i inicjatywę chaotycznym bytowianom. Mieliśmy więc ich dalekie wykopy na przedpole Grubby i marnowane przez nas w zarodku okazje do kontrataku.
I pewnie, mimo to, nie stałoby się nam nic złego, gdyby nagle, gdzieś tak od 70 min, gdański sędzia - który już raz w tym sezonie skrzywdził Bałtyk (jesienny mecz ze Startem) - nie zaczął zachowywać się dziwnie. Nie mniej dziwnie, niż do tej pory trener miejscowych, Waldemar Walkusz, który upierał się, że arbiter "kręci". Upierał się tak dosadnie, że został wyrzucony na trybuny. Jednak jego bezkompromisowa postawa musiała mieć wpływ na zachowanie sędziego, co piszemy wszakże z ironią i bez zacietrzewienia. Nagle liczba fauli odgwizdanych Bałtykowi gwałtownie wzrosła, mieliśmy wysyp rzut wolnych Bytovii, a przy tym od początku ostro grający gospodarze wciąż nie dostawali kartek. Za to np. Grzesiuk dostał dwie żółte w ciągu 60 sekund, najpierw za faul, po chwili za przedwczesne wybiegnięcie z muru. To już się działo w końcówce doliczonego czasu II połowy (dokładnie 13 minut i 34 sekundy!). Nie mamy pojęcia dlaczego mecz trwał tak długo. Przerwy spowodowane przez Walkusza, następnie popisy pirotechniczne bytowian i wreszcie zadymę na środku boiska wywołaną przez miejscowych szalikowców łącznie nie uzasadniały aż takiej dokładki. Chyba że chodziło o to, iż od 83 min, kiedy Maciejewski celnie główkował z bliska po dośrodkowaniu z rzutu wolnego (znowu banalny i bolesny błąd w tyłach), w Bytovię wstąpił wreszcie duch ofensywnej gry. Nasi cofnęli się, nawet pogubili i doprawdy niewiele zabrakło, abyśmy po... kolejnych wolnych przegrali. Na szczęście mecz nie może trwać 120 minut.

































