Relacje - czerwiec 2008
7.06.2008 Damno: Polonez Bobrowniki - BAŁTYK 1:4 (0:3)
0:1 KUDYBA (1), 0:2 PATALAN (10), 0:3 KUDYBA (26), 0:4 KUDYBA (73-karny), 1:4 Ciemniewski (86)
Sędzia: Okoń. Żółta kartka: Rubinowicz.
BAŁTYK: Grubba - KRZEMIŃSKI (52 KUSS), LITWINKO, Martyniuk, Klemczyk – Pięta, Pietrzyk, Widzicki, Czuk (46 PETA) - Kudyba, Patalan (65 Wierzchołowski). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Stępień, Kozerkiewicz.
Nasz zespół jechał do Damna z nadzieją, że lider z Pucka polegnie w Bytowie, lecz - jak się okazało - była to nadzieja próżna, ponieważ piłkarze Bytovii nie zamierzali zrobić krzywdy Zatoce, a w II połowie wręcz unikali gry, by przypadkiem nie zbliżyć się do pola karnego gości... Kto był na tym meczu, ten wie i będzie pamiętać. Biało-niebiescy jednak dobrze wiedzieli, że pretensje o 2. miejsce mogą mieć tylko do siebie, a w Bobrownikach nie zamierzali potknąć się jak wcześniej w nieodległym Słupsku. Zegarek Filipa Żemojtela miał wskazywać 36. sekundę, gdy strzałem z 7-8 m lewą nogą w krótki róg Kudyba zrobił użytek z 30-metrowego podania Martyniuka. W tym sezonie to zdecydowanie najszybciej zdobyta bramka przez Bałtyk. W 73 min, gdy "Kudi" skutecznie wykonał rzut karny podyktowany za raczej wątpliwy faul na Wierzchołowskim, doczekaliśmy się na smutny koniec sezonu jeszcze jednej niezwykłości - mianowicie pierwszego w rozgrywkach hat-tricka. Dzięki niemu Darek sięgnął po tytuł króla strzelców.
Mecz z Polonezem nie miał w sobie krzty emocji, a przewaga gdynian - mimo że nie pokazali nic wielkiego - była ewidentna. W I połowie obrońcy gospodarzy, wobec zdecydowanej gry Bałtyku, popełniali masę błędów. W 10 min piłkę w polu karnym przyjął Patalan, strzelił z ok. 12 m i za sprawą rykoszetu od nogi rywala przelobował rezerwowego golkipera Poloneza. W 26 min było już 3:0 po tym jak Kudyba rozegrał z Pietrzykiem akcję na jeden kontakt i wybiegł sam na Mikołajczaka. Tym razem strzelił w długi róg. O II połowie nie ma co pisać. Czekaliśmy na końcowy gwizdek. Szkoda straconego gola, chociaż sam fakt, że wiosną Grubba pozostał niepokonany w 11 z 17 spotkań to niewątpliwy pozytyw rundy rewanżowej (w całym 2007 roku gdynianie ledwie 7 meczów na 33 kończyli na "zero z tyłu").
1.06.2008 Gdynia: BAŁTYK - Czarni Czarne 3:0 (2:0)
1:0 PATALAN (21), 2:0 PIĘTA (24), 3:0 WIERZCHOŁOWSKI (83)
Sędzia: Necel. Żółta kartka: Łazur.
BAŁTYK: Grubba - KRZEMIŃSKI, LITWINKO, Martyniuk (30 Czuk), Klemczyk – Pięta, Pietrzyk, Widzicki, PETA (63 STĘPIEŃ) - Kudyba, Patalan (63 Wierzchołowski). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Styn.
Po raz pierwszy w wyjściowym składzie pojawił się kończący wiek juniora Krzemiński (Zybert i Kuss pauzowali za kartki), natomiast Pietrzyk został przesunięty do II linii, tyle że już po 30 minutach wrócił na środek obrony, bo Martyniuk męczył się z bolącą stopą. Gorące przedpołudnie przy Olimpijskiej nie dostarczyło zbyt wielu emocji. Bałtyk zwyciężył łatwo, wydaje się, że za nisko i zaprezentował jedynie kilka akcji udanych od początku do końca. Przesadna niedokładność przed polem karnym Czarnych marnotrawiła mnóstwo ataków (sam Peta aż 6 razy dał się złapać na spalonym), a jeśli już były okazje, to np. w II połowie 100-procentowe sytuacje psuli: Peta (pudło), Pięta (obrona Schmidta), Stępień (pudło) i Kudyba (pudło). Jedynie w 83 min Wierzchołowski wiedział co zrobić z piłką zagraną przez Piętę z 30. metra w pole karne. Michał sprytnie wymanewrował Schmidta i strzelił do pustej bramki.
Mecz rozpoczął się od szansy Czarnych. W 3 min, za sprawą straty Widzickiego i złego ustawienia Litwinki, Adamowicz otrzymał podanie na wolne pole, jednak jego uderzenie z 16 m Grubba bez problemu podbił nad poprzeczkę. Goście zapamiętali lekcję sprzed roku i do końca bronili się z pełnym zaangażowaniem. Gole jednak musiały paść. Różnica w umiejętnościach była zbyt duża. Pierwsza bramka była po części zasługą Kudyby, który w polu karnym walczył w powietrzu o piłkę najpierw z obrońcą, a potem bramkarzem. Dzięki waleczności "Kudiego" (stracił tytuł najskuteczniejszego na rzecz Siemaszki) futbolówka poleciała na skraj "16", prosto pod nogi Patalana, który wolejem i chyba po rykoszecie skierował ją do siatki. Trzy minuty później Peta wykonywał rzut rożny. Obrońcy wybili piłkę, którą przejął Pięta. Wojtek spojrzał jak ustawiony jest bramkarz i precyzyjnie, z odpowiednią siłą uderzył lewą nogą z 20 m tuż przy słupku. Profesorskie trafienie, rzec można. Jeszcze przed przerwą kolejne szanse zmarnowali Pięta, Pietrzyk i Peta (słupek), dlatego właśnie żal, że skończyło się skromnie - trzema bramkami.

































