Relacje - wrzesień 2006
30.09.2006 Gdynia: BAŁTYK - Huragan Przodkowo 3:3 (0:1)
0:1 Komorowski (35-samobójcza), 0:2 Młyński (49-wolny), 1:2 GRZESIUK (55-karny), 2:2 STĘPIEŃ (89), 2:3 Młyński (90), 3:3 KRÓL (90)
Sędzia: Kuczkowski. Żółte kartki: Zoch.
BAŁTYK: Grubba - TOMASZEWSKI, Komorowski, Grzesiuk, Jeschke (28 Wiszniewski) - Melaniuk, Martyniuk, KASZUBA (67 ZAREMBA), Styn - PETA (46 STĘPIEŃ), Król. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI.
Biało-niebiescy zafundowali nam kolejny horror, a wydawało się, że większego dramatyzmu niż w meczu z Olimpią nie doczekamy. Kłopoty kadrowe odciskają piętno na grze Bałtyku i nie wygląda ona dobrze, szczególnie w tyłach. Tracimy gole z łatwością, zdobywamy w wielkich bólach. Już w 13 min niewiele brakowało, żeby Młyński skorzystał z prezentu od naszej obrony, ale w 35 min zabrakło nam szczęścia. Komorowski zmienił głową lot piłki po dośrodkowaniu z rzutu wolnego i było 0:1. Dosłownie z niczego, tym bardziej, że wolny został podyktowany za wielce wątpliwy faul "Komara" na Młyńskim. Nie układała nam się gra, na dodatek nie opuszczał pech. W 28 min Jeschke doznał kontuzji barku, która wykluczyła go z gry co najmniej do końca rundy...
W 49 min, gdy rozpoczynaliśmy akcję na własnej połowie, przez nikogo nie atakowany Tomaszewski przyjmował futbolówkę z pomocą ręki... Rzut wolny z ok. 25 m znakomicie wykonał Młyński (piłka odbiła się od poprzeczki) i było już 0:2.
Przełom nastąpił w 55 min, kiedy dośrodkowanie Wiszniewskiego z boku "16" trafiło w dłoń obrońcy Huraganu. "Jedenastkę" wykorzystał Grzesiuk i od tej pory trwało oblężenie bramki Dyszkiewicza, przerywane wszakże groźnymi kontrami. Trzykrotnie goście powinni, wręcz musieli, rozstrzygnąć losy spotkania, lecz Grubba wygrywał pojedynki z rywalami! W 81 i 85 min dogodne okazje marnowali Melaniuk i Król, wreszcie w 89 - po dalekim przerzucie Martyniuka i zgraniu piłki głową przez Grzesiuka (Karol kończył mecz w ataku!) Stępień świetnie wybiegł sam na Dyszkiewicza i doprowadził do wyrównania. Po chwili szansę na 3:2 miał Styn! Emocje sięgały zenitu. W rewanżu daleki wykop golkipera i przyjezdni - wobec koszmarnych błędów w ustawieniu naszej defensywy - zdobywają gola! Jednak w trzeciej minucie doliczonego czasu, Król, po zagraniu Styna, popisuje się na 12. metrze przewrotką. Futbolówka wpada do siatki tuż przy słupku. Niesamowite. Bałtyk pokazał charakter. Straconych punktów jednak żal.
24.09.2006 Gdynia: Arka II - BAŁTYK 4:1 (2:0)
1:0 A. Stępień (16), 2:0 Kołodziejski (23), 3:0 Kołodziejski (62), 3:1 KRÓL (77-głową), 4:1 Gorząd (78)
Sędzia: Kobylarz. Żółte kartki: Kościelniak, Madejski - BUDZIWOJSKI.
BAŁTYK: Grubba - Jeschke, Komorowski, Grzesiuk, Knioch (46 TOMASZEWSKI) - Melaniuk (62 STĘPIEŃ), Martyniuk, Budziwojski, Wiszniewski (46 Styn) - PETA (70 Król), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI, Rzepecki.
Trudno napisać, że arkowcy wystawili I-ligowy skład, bo nie bez powodu tacy zawodnicy jak Biecke -
Gorząd, Kościelniak, Ulanowski, Griszczenko - Madejski, Mazurkiewicz, Bazler, Nawrocik - Stępień,
Kołodziejski (wyjściowa "11" żółto-niebieskich) grają w rezerwach, ale po takiej litanii nazwisk nie da się ukryć, że przed meczem nasze szanse na zdobycz punktową były bliskie zera. Mimo to Bałtyk zaprezentował się godnie, ani przez moment nie odpuszczając. Biało-niebiescy konsekwentnie grali agresywnie, atakując rywali na ich połowie, nie rezygnowali z ataków, przeciwstawiali się lepszym piłkarzom z podniesioną głową. A że traciliśmy gole, to naturalny efekt klasy przeciwnika, który gnębił nas szybko rozgrywanymi akcjami albo środkiem, albo skrzydłami. Bałtyk nie znalazł lekarstwa na prostopadłe zagrania siejące popłoch w naszej obronie. Gole Arki nie brały się z przypadku. To była dobra nauka.
Oczywiście można gdybać, co byłoby gdyby przy stanie 0:0 sędzia podyktował karnego za faul Griszczenki na Melaniuku lub jak potoczyłaby się gra, gdybyśmy wykorzystali trzy dobre (jedna były wręcz znakomita) okazje między golami na 0:1 i 0:2. To jednak rzecz nie do sprawdzenia. Równie dobrze Arka mogła strzelić jeszcze ze trzy bramki więcej. Honorowy gol padł po dośrodkowaniu Styna i główce Króla. To pierwsze trafienie Łukasza od momentu jego powrotu na Olimpijską.
Niedzielnym występem na miesiąc pożegnał się z kolegami Knioch, który wyjechał za pracą do Niemiec, co o tej porze roku jest już dla niego tradycją. Za granicę wyrusza również Rzepecki, co oznajmił krótko po derby. Los chciał, że na te wyjazdy nałożyły się kontuzje Senwickiego i Zaremby oraz pauza Budziwojskiego za czwartą żółtą kartkę... Nadchodzi więc czas próby dla tych, którzy zostali i pragną coś w piłce osiągnąć.
17.09.2006 Gdynia: BAŁTYK - Bytovia 1:0 (0:0)
1:0 MELANIUK (55)
Sędzia: Nadolska. Żółte kartki: GRUBBA, BUDZIWOJSKI, MARTYNIUK, KASZUBA - Kłączyński, Bryndal, Cech.
BAŁTYK: Grubba - Jeschke (46 TOMASZEWSKI), Komorowski, Knioch - Styn (46 Król), Martyniuk, KASZUBA, Budziwojski, Wiszniewski - Melaniuk (65 STĘPIEŃ), PETA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI.
Nastąpił czas kłopotów i słabszej gry biało-niebieskich. Kontuzje wykluczyły z gry Grzesiuka,
Zarembę i Senwickiego, a Rzepecki spóźnił się na przedmeczową zbiórkę i za karę musiał usiąść na
trybunie. Na dodatek do ostatniej chwili niewiadomą była dyspozycja Komorowskiego, ale - jak się okazało
podczas rozgrzewki - po bólu w pachwinie nie pozostał nawet ślad. Pole manewru pozostawało bardzo skromne.
W tych okolicznościach trener zdecydował się na wariant 3-5-2, z Kaszubą jako ofensywnym pomocnikiem i
Melaniukiem w ataku.
W I połowie całość wyglądała słabo, z każdą minutą nastawiona na grę z kontry Bytovia czuła się
pewniej, a w grze Bałtyku dominowały nerwowość i chaos. Właśnie z nerwów, niepotrzebnych fauli i
niedopuszczalnych dyskusji z sędziną wzięły się cztery kartki. Tuż przed przerwą Jeschke opuścił boisko z mocno krwawiącą raną na głowie i już na nie wrócił. Całkiem udanie zastąpił go Tomaszewski, dla którego był to pierwszy występ w sezonie. Jedyny gol był zasługą Melaniuka, który w polu karnym otrzymał podanie od Wiszniewskiego, oszukał zwodem obrońcę, przełożył piłkę z prawej na lewą nogę i strzelił płasko z 13 m. Dopiero od tego momentu uwidoczniła się wyższość gdynian. Goście stworzyli co prawda trzy groźne sytuacje (Grubba bronił!), jednak - mimo reakcji trenera Walkusza i czterech zmian - wyglądali na zmęczonych, a przede wszystkim pozbawionych koncepcji. Tak to już bywa, gdy cały plan na mecz ogranicza się do obrony wyniku bezbramkowego. Bałtyk miał kilka świetnych okazji do podwyższenia, ale Wiszniewski, Kaszuba (wrócił do I linii) i Peta zmarnowali swoje szanse. Koniec końców nasz zespół przełamał własną słabość i, co ważne, stało się to na oczach licznej widowni, przybyłej także z Bytowa.
10.09.2006 Reda: Orlęta - BAŁTYK 4:0 (1:0)
1:0 Pek (12-głową), 2:0 Pek (80), 3:0 Luliński (87), 4:0 Renusz (90)
Sędzia: Wądołowski. Żółte kartki: Szudrowicz - JESCHKE.
BAŁTYK: Grubba - Jeschke (46 Król), Budziwojski, Grzesiuk, Knioch - ZAREMBA (61 STĘPIEŃ), Martyniuk, Wiszniewski, Styn (82 JANICKI) - PETA, Rzepecki (61 Melaniuk). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, KASZUBA.
Kontuzje Komorowskiego (na treningu) i Senwickiego (w meczu z Olimpią), a także brak pewności, czy Kaszuba faktycznie wyzdrowiał, mocno skomplikowały życie naszemu trenerowi. Ostatecznie na środku obrony zagrał Budziwojski. Wiele osób oczekiwało, że do obrony wróci Martyniuk, jednak Jerzy Jastrzębowski uznał, że kapitan jest daleko bardziej potrzebny drużynie jako gracz trzymający porządek w II linii. Nie do końca ta teoria znalazła potwierdzenie na boisku, ale nie dlatego, że obaj liderzy zespołu zawiedli (czemu i tak trudno zaprzeczyć), a dlatego, że to ogólnie nie był dzień Bałtyku. Szczególnie słabo dysponowani byli Grzesiuk oraz Król, który właśnie w Orlętach spędził poprzednie 4 sezony, a także Janicki, który w ciągu krótkiego debiutu ligowego zdążył sprokurować dwa gole...
Fakty są takie, że tego meczu nie mogliśmy wygrać. Wprawdzie w 7 min, po akcji Styna z Wiszniewskim, Zaremba zmarnował sytuację sam na sam, ale później nic się nie kleiło, nic nie udawało. Bardzo ładna była pierwsza bramka - Pek przelobował Grubbę głową z 14 m! Pewnie pomógł mu silny wiatr, akurat w I połowie sprzyjający gospodarzom. Po przerwie Bałtyk nieporadnie atakował, a Orlęta kontrowały. Dużo wcześniej mogło być po meczu, ale rywale psuli na potęgę. Worek z bramkami otworzył się dopiero po błędzie Budziwojskiego, który 40 m od bramki tak główkował, że po chwili Pek biegł sam na Grubbę. Nasi stanęli jak wryci i dobrze, że skończyło się tylko na 4 golach, choć i tak to szok.
6.09.2006 Gdynia: BAŁTYK - Olimpia Sztum 3:1 (0:1)
0:1 Chodowiec (4), 1:1 RZEPECKI (60), 2:1 RZEPECKI (81), 3:1 PETA (86)
W 45 min GRUBBA obronił rzut karny (strzelał Chodowiec).
Sędzia: Kurowski. Żółte kartki: PETA - Korda, Cicherski (2x). Czerwona: Cicherski (88).
BAŁTYK: Grubba - Jeschke (46 Melaniuk), Komorowski, Grzesiuk, Knioch - Styn, Budziwojski (79 ZAREMBA), Martyniuk, SENWICKI (46 STĘPIEŃ) - Król (55 Rzepecki), PETA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI, TOMASZEWSKI.
Trudno sobie wyobrazić, żeby piłkarzom i kibicom Bałtyku przydarzył się w tym roku piękniejszy mecz. A początek nie był miły... Albowiem najpierw wypadł z gry Wiszniewski (zapalenie ucha), potem w stres wprawili nas sędziowie (grube spóźnienie), a już w 4 min, po stracie piłki przez Jeschke na środku boiska, goście błyskawicznie wyprowadzili kontrę. Chodowiec znalazł się za linią obrony (gonił go Grzesiuk) i z 25 m przelobował Grubbę, który pośpieszył się z wyjściem poza linię "16". W 42 min ten sam napastnik, zmarnował tzw. setkę, natomiast w doliczonym czasie I połowy (aż 4 minuty, bo Olimpia od stanu 0:1 okrutnie kradła czas) nie wykorzystał rzutu karnego za faul Jeschke. Mogło być po meczu. Ale nie było...
Tak więc już po raz piąty w tym sezonie nasz zespół musiał gonić wynik. I znowu się udało! W 60 min Budziwojski świetnie wykonał rzut wolny z 20 m. Uderzona nad murem piłka odbiła się od poprzeczki, następnie od linii bramkowej, aż wreszcie do siatki wpakował ją Rzepecki. Był to pierwszy gol Rafała w biało-niebieskich barwach, a dla gdynian już szósty w tym sezonie zdobyty po stałym fragmencie. Trener Jastrzębowski natychmiast wstrzymał awizowaną czwartą zmianę, która miała jeszcze bardziej wzmocnić ofensywę.
Od 46 min gospodarze grali w ustawieniu 3-4-3, co przyniosło totalny atak i seryjnie stwarzane sytuacje w polu karnym Olimpii. W I połowie z naszej przewagi niewiele wynikało, w II - wyrównanie było kwestią czasu, podobnie następne gole. Co prawda goście zerwali z grą na czas i próbowali się odgryzać, lecz ich "5 minut" bezpowrotnie minęło. Poza tym Grubba pewnie interweniował. W 81 min do dalekiego wykopu Komorowskiego wybiegł Rzepecki i w sytuacji sam na sam przelobował Małkowskiego. Radość na oświetlonym jupiterami bocznym boisku GOSiR - i na trybunach - była wręcz szalona. Pięć minut później, w tym przypadku - płaskim uderzeniem obok golkipera, Peta wykorzystał z 16 m tzw. otwierające podanie Melaniuka. Ledwie cztery dni wcześniej Janusz wrócił z wakacji w Anglii i potwierdził gotowość dalszych występów w Redłowie.
2.09.2006 Przechlewo: Brda - BAŁTYK 1:1 (0:0)
1:0 Pufelski (58-głową), 1:1 GRZESIUK (88-wolny)
Sędzia: Kuczkowski. Żółte kartki: M. Król, Jóźwiak, Kwietniewski, Nowak, Klimowicz -
BUDZIWOJSKI, MARTYNIUK, PETA, STĘPIEŃ. Czerwona: rezerwowy Wirkus (90).
BAŁTYK: Grubba - Jeschke, Komorowski, Grzesiuk, Knioch - ZAREMBA (56 Styn), Budziwojski (46 PETA, 67 STĘPIEŃ), Martyniuk, Wiszniewski - Ł. Król (60 Rzepecki), KASZUBA. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, SENWICKI.
To był trudny mecz, punkt uratowaliśmy fartownie. Poddanych solidnemu reżimowi treningowemu gdynian rzeczywiście dosięgnął drobny kryzys, lecz nie sposób napisać po fakcie, że nie pracowali na ten remis i łut szczęścia. Techniczne uderzenie Grzesiuka lewą nogą z 18 m tuż nad murem było znakomite. Przed wykonaniem rzutu wolnego gospodarze mieli ogromne pretensje do arbitra za odgwizdanie faulu na Kaszubie (ich zdanie podzielił również obserwator, Grzegorz Rek), natomiast już po strzale Karola głośna krytyka ze strony jednego z rezerwowych skończyła się dla niego czerwoną kartką. Jednak faktem jest, że Jakub okupił zderzenie z rywalem naruszeniem kręgów szyjnych. W drodze powrotnej konieczna była wizyta w kościerskim szpitalu. Nasz napastnik wrócił do domu w usztywniającym gorsecie.
Beniaminek zaskoczył nas dobrą, uporządkowaną grą, acz w I połowie - mimo optycznej przewagi - nie potrafił poważniej zagrozić bramce Grubby. W Bałtyku nie funkcjonował atak i zawodziła II linia, być może wpływ na to miała niedyspozycja Budziwojskiego, który przed meczem zgłaszał dotkliwy ból pleców. Po przerwie - na przekór okolicznościom - trener zdecydował się na wariant ofensywny (Peta wszedł do ataku, Kaszuba nieco cofnął się) i wydawało się, że to musi zaowocować. Biało-niebiescy osiągnęli wyraźną przewagę, co najmniej dwa razy sędzia-asystent zatrzymał ich akcje, błędnie sygnalizując ofsajd.
I złośliwy los chciał, że w tym okresie straciliśmy gola... Powtórzyła się sytuacja z meczu ze Startem. Po dośrodkowaniu z kornera futbolówka przelatuje przez całe pole bramkowe i trafia na głowę Pufelskiego. Koszmar! W 74 min Brda powinna prowadzić 2:0 (pudło napastnika, który miał przed sobą pustą bramkę) i, niesiona dopingiem, była naprawdę groźna. Na dodatek kilka minut wcześniej ostro zaatakowany Peta musiał opuścić boisko, bo zwyczajnie nie mógł chodzić. Na szczęście waleczność gdynian znowu została nagrodzona, a przez to i dwu i półgodzinna podróż do domu była przyjemniejsza.

































