Wydarzenia

Klub

Sezon 2010/2011

Historia

Młodzież

Inne

kalendarz 2010 baltyk gdynia

dmuchany zamek, dmuchane zabawki, wynajem dmuchanych zabawek, wypożyczalnia

monografia klubu Bałtyk Gdynia

koszulki piłka nożna bałtyk gdynia

proporczyki piłka nożna bałtyk gdynia

 koszulki piłka nożna bałtyk gdynia

 minikoszulki piłka nożna bałtyk gdynia

Relacje - wrzesień 2007

29.09.2007 Wejherowo: Gryf - BAŁTYK 2:0 (1:0)

1:0 Kozłowski (19), 2:0 Gronowski (52-karny)

Sędzia: Bartosik. Żółte kartki: Wolszleger, Kurdziel, Czarnocki, Jezierski - GRZESIUK, STYN.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Ł. Król, Grzesiuk, ZYBERT (60 STĘPIEŃ) - Czuk, LITWINKO, Kuźmińczuk (46 MILEWSKI), Styn - Kudyba, Patalan (73 KOZERKIEWICZ). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Siemaszko.

Zaczęliśmy ten mecz słabo i tak - w zwolnionym tempie i bez odrobiny agresywności - graliśmy do końca. Bo trudno, to wie każdy, kto uprawiał sport, zmienić nastawienie w trakcie gry. Nawet w sytuacji, gdy przeciwnik jest słaby, tudzież - bo akurat w tym dniu tak było - ciut lepszy, a z pewnością daleko bardziej zaangażowany i zmotywowany. Pierwszy gol był kuriozalny i nie da się ukryć, że pobudził chaotycznych dotąd żółto-czarnych do jeszcze większej walki. Atakujący lewą flanką Kozłowski ściął do środka i strzelił prawą nogą (jako obiecujący junior Arki zawsze wyróżniał się grą... lewą nogą). Na drodze do siatki piłka lekko odbiła się od któregoś z gryfitów i jeszcze na czwartym metrze skozłowała. Na nierówności zmieniła tor lotu i przeleciała obok głowy zdezorientowanego Grubby. Pech ogromny.
W 26 min sędzia asystent zasygnalizował pozycję spaloną, główny - szybko gwizdnął, Grubba nie interweniował, lecz Gronowski strzelił z 14 m do siatki. Naszym zdaniem, ofsajdu nie było i być może powinno być 2:0 dla miejscowych. Być może też arbiter, świadom swego błędu, w 52 min chciał się zrehabilitować (jak dzień wcześniej sędzia Zyro w meczu z Bełchatowem oddał Legii to, co jej wcześniej zabrał) i podyktował "jedenastkę" za rzekomy faul Grzesiuka na Gronowskim. Na skraju pola karnego "Grono" sprytnie rzucił się na nogi Karola, gdy ten wybijał już piłkę. Pan Bartosik znajdował się od akcji co najmniej 20 m... Inna sprawa, że kolejnej pechowej dla nas sytuacji w ogóle nie byłoby, gdyby Zybert nie zrobił kiksu i zwyczajnie wybił w pole niegroźną wrzutkę.
Dodać trzeba, że jeszcze tylko w 36 min, po szarży Kozłowskiego, Grubba był w opałach. Poza tym, oprócz ambicji, waleczności i konsekwencji w defensywie, Gryf niczego nie pokazał. Grubba był praktycznie bezrobotny. Dlatego ta porażka jest tak bolesna. Sam mecz był słaby, składnych akcji w wykonaniu obu drużyn nie zobaczyliśmy więcej niż palców u ręki. SKS zawiódł na całej linii. Optyczna przewaga niczego nie przynosiła, a częściej Szlaga - niepewnymi interwencjami - sam sobie robił kłopot, niż nasi zawodnicy jemu. Wolej Kuźmińczuka z 20 m (36 min) czy akcja Patalana (62) to były wyjątki. Bałtyk chciał, ale nie mógł. Być może dlatego, że na boisku zabrakło lidera, osoby, która w trudnym momencie pobudziłaby partnerów do walki. Kuźmińczuk się w tej roli nie sprawdza, Martyniuk leczy kontuzję, natomiast Widzicki zostawił klub i wybrał kolejny etap tournee reprezentacji w futsalu.

22.09.2007 Gdynia: BAŁTYK - Brda Przechlewo 5:1 (1:0)

1:0 GRZESIUK (30), 2:0 PATALAN (57-głową), 3:0 KUDYBA (61), 4:0 GRZESIUK (72), 4:1 Gibczyński (76), 5:1 KUDYBA (80-głową)

Sędzia: Bator. Żółte kartki: KLEMCZYK, GRZESIUK - Klimowicz, M. Król.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, Ł. Król, Grzesiuk, ZYBERT - Czuk (76 MILEWSKI), LITWINKO (73 STĘPIEŃ), Kuźmińczuk, Styn - Kudyba (83 Siemaszko), Patalan (70 KOZERKIEWICZ). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel.

Kłopoty kadrowe i spokojna praca najwyraźniej wzmacniają biało-niebieskich, którzy odnieśli trzecie z rzędu i najwyższe w sezonie zwycięstwo. A jeśli dodać, że stało się tak w momencie, gdy Jerzy Jastrzębowski miał przed Brdą wybór aż o pięć nazwisk mniejszy (Gronowski, Jarzembowski, Łukasiak, Martyniuk, Widzicki) od tego na starcie rozgrywek, okazuje się, iż SKS posiada wystarczające rezerwy. Zarazem jednak nie wolno uciec od reflekcji, że team z Przechlewa nie przypomina tego z rundy wiosennej i też grał osłabiony, bez swojego kapitana (M. Wirkus), tylko z trójką rezerwowych z pola. Goście stawiali opór jedynie do momentu utraty pierwszego gola. Wydarzenia, jak w Przodkowie, toczyły się pod nasze dyktando, tyle, że dla odmiany boisko GOSiR umożliwia grę w futbol, a jednocześnie - poprzez dość szybko zdobytą bramkę - udało się Bałtykowi zmusić rywala do "otwarcia się". Gdy tak się stało, a zwłaszcza kiedy ubytek sił u gości zaczął być widoczny, gole posypały się jak z rogu obfitości.
W 30 min Czuk wykonywał rzut rożny. Obrońcy wybili piłkę z obrębu "16", ale wróciła tam ona po zagraniu Kuźmińczuka. Zawodnik Brdy zagrał głową prosto do Grzesiuka, który zdecydował się na płaski strzał z 14 m. Uderzona w długi róg piłka była poza zasięgiem ramion Tandeckiego. W 36 min duet najlepszych zawodników Brdy, Gibczyński - Kwietniewski, przeprowadził jedyną groźną akcję przyjezdnych w I połowie (niecelne uderzenie głową). Właśnie ta dwójka maczała palce w honorowym trafieniu w 76 min. Wobec przesadnego rozluźnienia obrońców Gibczyński strzelił z 3-4 m po płaskim dośrodkowaniu kolegi z ataku. Aby pozostać wiernym zdarzeniom, dodajmy, że w 66 min Gibczyński podał do Kwietniewskiego, który zmarnował sytuację sam na sam (Grzesiuk wybił piłkę z linii bramkowej), a w 71 min, po faulu Zyberta na Gibczyńskim, Kwietniewski trafił w poprzeczkę z rzutu wolnego z 20 m. We dwóch jednak trudno o punkty.
Inna sprawa, że po przerwie - do 72 min - nasz zespół powinien zdobyć nie trzy, a, lekko licząc, sześć goli. Na bramkę Tandeckiego sunął atak za atakiem. Albo bronił bramkarz, albo nasi pudłowali. Rekord pobił Kudyba w 68 min, kiedy Patalan oszukał dwóch obrońców i zagrał do "Kudiego" na środek pola karnego. Był on, bezradny Tandecki na linii i piłka. Skończyło się pudłem... A bramki padały w taki oto sposób: 2:0 - Tandecki źle piąstkuje wrzutkę z rogu, z 14. metra strzela Król, a "Pati" przedłuża strzał głową. 3:0 - akcja rozegrana po brazylijsku. Czuk przed polem karnym do Kuźmińczuka, ten na lewą stronę między obrońcami do Patalana, a Darek do środka do Kudyby przed którym bramka stanęła otworem. Jak dotąd, gol sezonu. 4:0 - Kudyba do Czuka, który podciągnął prawą flanką, pobawił się z obrońcą, po czym odegrał do Klemczyka. Wojtek zobaczył, że na środku czeka Grzesiuk. Nie atakowany przez rywali "Lewis" przyjął futbolówkę i grzmotnął z 25 m. Na ten widok Tandecki zaniechał myśl o jakiejkolwiek reakcji. 5:1 - efektowna "główka" najlepszego snajpera ligi (obok Piotrowskiego z Trąbek) po dośrodkowaniu Klemczyka. Miło było zobaczyć.

16.09.2007 Przodkowo: Murkam - BAŁTYK 0:1 (0:0)

0:1 KOZERKIEWICZ (90)

Sędzia: Filipczyk. Żółte kartki: Banaszak, Mazurkiewicz - PATALAN.

BAŁTYK: Grubba - Czuk, Klemczyk (46 Siemaszko), Łukasiak (48 Król), ZYBERT - STĘPIEŃ (46 KOZERKIEWICZ), LITWINKO, Kuźmińczuk, Styn - Kudyba, Patalan. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Milewski.

To zwycięstwo dowodzi, że nic tak nie mobilizuje jak piętrzące się kłopoty. Bez Jarzembowskiego, Martyniuka (kontuzje), Widzickiego (wybrał futsal) i nie trenującego drugi tydzień Grzesiuka, który nawet w dniu meczu zostawił kolegów, tłumacząc się pracą, biało-niebiescy pokazali charakter. Nasz zespół atakował i szukał gola od pierwszego do ostatniego gwizdka. Ambicja, determinacja i zaciętość w ofensywie sprawiły, że zdziesiątkowana formacja obronna nie była tak obciążona jak zazwyczaj i po raz pierwszy w sezonie zakończyła mecz na zero. Nie podłamały gdynian kontuzje Klemczyka i Łukasiaka, z konieczności wyznaczonych na środek obrony. "Bambo" tuż przed przerwą padł ofiarą chamskiego zachowania Pawłowskiego, który w polu karnym (gra akurat toczyła się w innym sektorze boiska) nastąpił na stopę naszego obrońcy. Sędzia asystent nie zauważył faulu bez piłki, a Wojtek nie był w stanie wyjść na drugą połowę. Natomiast tuż po jej rozpoczęciu ból w pachwinie nie pozwolił kontynuować gry Łukasiakowi. Od tego więc momentu role środkowych obrońców pełnili 17-latek Litwinko i... Król, dla którego jednak pozycja stopera nowinką nie jest. Był przecież obrońcą aż do końca wieku juniora i trochę dłużej. Nieopierzony pomocnik do spółki z napastnikiem, który z powodów zawodowych nie trenował przez cały tydzień, nie dopuścili do straty gola, aczkolwiek nie ma co ukrywać, że w 83 min mieliśmy masę szczęścia. 18-letni Wlazło, stojąc kilka metrów przed bramką Grubby, nie trafił w piłkę spadającą - jak się zdawało - prosto na jego nogę.
To była jedyna tak dogodna szansa gospodarzy. Jeszcze w 9 min - uderzeniem z rzutu wolnego z 20 m - Banaszak sprawił Grubbie kłopot. Poza tym - nic. Murkam, w oparciu o wybijanie piłki do przodu przez obrońców (bardzo pewny w interwencjach Golecki osiągnął w tej materii mistrzostwo), szukał szczęścia w chaotycznych próbach kontrataku. A nuż się uda. W maju, gdy przegraliśmy w Przodkowie 0:1, udało się. Teraz nie, ponieważ byliśmy lepsi i wreszcie do nas uśmiechnęła się fortuna. Jakby ten łut szczęścia wynagrodził piłkarzom trud włożony w walkę i pogoń na najgorszym i najmniejszym boisku w IV lidze. Jak dobrze, że wcześniej nie padało, bo gra na takim placu jawiłaby się niczym koszmar.
Złoty gol padł po świetnie wyprowadzonym kontrataku. Siemaszko przejął futbolówkę na lewej flance i dokładnie zagrał z własnej połowy do pędzącego prawym skrzydłem Kozerkiewicza. Mateusz, rozgrywający drugi mecz w IV lidze, miał dzięki temu sporo miejsca. Przed polem karnym chciał dośrodkować na dalszy słupek, lecz trafił piłką w nogę obrońcy... I ta piłka poszybowała w... górny róg bramki zaskoczonego Dyszkiewicza, który wcześniej kilkoma przytomnymi interwencjami ratował miejscowych (zwłaszcza przy stałych fragmentach imponował refleksem i spokojem). Najwięcej farta miał w 40 min, kiedy Czuk - głową z 20. metra - zagrał piłkę w pole bramkowe. Stał tam niepilnowany Styn i miał jedynie zdrowo przyłożyć. Niestety, z 3-4 metrów lekko podał do zdezorientowanego golkipera. Radek zresztą powinien dać nam prowadzenie również w 82 min, kiedy z własnej połowy wyprowadził kontratak. Przed polem karnym mieliśmy sytuację trzech na dwóch, ale Styn postanowił uderzać z 18 m, co uczynił fatalnie.

8.09.2007 Gdynia: BAŁTYK - Orzeł Trąbki Wielkie 2:1 (1:0)

1:0 WIDZICKI (41), 1:1 Piotrowski (57), 2:1 STYN (67)

Sędzia: Jankowicz. Żółte kartki: Cuch, Radoń.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, JARZEMBOWSKI, Grzesiuk, ZYBERT - Czuk, LITWINKO (74 Łukasiak), Widzicki, Styn - Kudyba, Patalan (88 Król). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Siemaszko, Stępień, Kuźmińczuk, Milewski.

Trudna, jak się okazuje, do zdiagnozowania kontuzja Martyniuka i choroba słabo ostatnio dysponowanego Kuźmińczuka, a przede wszystkim serial czterech gier bez zwycięstwa (co zdarzyło się po raz pierwszy za kadencji trenera Jastrzębowskiego) spowodowały konieczność zmian w składzie biało-niebieskich. Po raz pierwszy w tym sezonie rozpoczęliśmy mecz z trzema młodzieżowcami (w tym dwóch juniorów), Litwinko został przesunięty do linii pomocy (tam zresztą grał w juniorach), a dużym kredytem zaufania trener obdarzył Grzesiuka, który - po całym tygodniu bez treningu - otrzymał zadanie indywidualnego krycia najwyższego i najskuteczniejszego zawodnika gości, Piotrowskiego. I "Lewis" wywiązywał się z powierzonej roli przyzwoicie, nie złapał kartki, lecz ubytek sił u niego był tyleż widoczny, ile zrozumiały. To zresztą był jego pierwszy występ w podstawowej "11" od 30 maja.
Bałtyk rozpoczął z impetem, jakiego oczekiwaliśmy. W tym sezonie tak dobrego wejścia w mecz gdynianie nie mieli. W I połowie niepodzielnie panowali na boisku, przez co rzadko denerwowaliśmy się o nasze tyły. Wyjątkami były dobra wrzutka Cybulskiego z rzutu wolnego (efektowne piąstkowanie Grubby), strzał Piotrowskiego z 18 m (pewna obrona) i niezakończony strzałem kontratak tuż przed przerwą. Z przewagi jednak nie zawsze biorą się gole. Akurat w każdej naszej akcji czegoś brakowało, najczęściej precyzji. Poza tym obrona Orła sprawiała dobre wrażenie. Oszmaniec dał się zaskoczyć dopiero w 39 min, gdy Styn dośrodkował z rzutu rożnego. Piłka trafiła pod nogi Widzickiego, który silnie i celnie strzelił płasko z 10 m. Radość w zespole była ogromna, a zaraz mogła być jeszcze większa, ponieważ w 42 min, po dośrodkowaniu Zyberta z kornera, młody golkiper Orła instynktownie odbił nad poprzeczkę uderzenie Kudyby głową. Natomiast w 43 min Patalan skierował futbolówkę do siatki po zagraniu Grzesiuka głową, ale sędzia asystent - naszym zdaniem niesłusznie - zasygnalizował ofsajd.
Po zmianie stron goście postanowili ratować punkty i niespodziewanie już po 12 minutach udało im się to. Pozostawiony bez opieki Piotrowski strzelił sprzed linii pola karnego. Piłka poszybowała w górny róg bramki Grubby i jeszcze odbiła się od słupka. Piękny gol. Jak pamiętamy, rok temu (Bałtyk - Orzeł 3:1) zespół z Trąbek również zdobył efektowną bramkę z dystansu (Mierzejewski). Biało-niebieskich jednak ta strata nie stłamsiła. Już po 120 sekundach i akcji Patalana z Czukiem świetnie główkował Styn, ale Oszmaniec ponownie błysnął refleksem. W 67 min, po płaskim dograniu Czuka z prawej flanki, wbiegający na siódmy metr Styn - płaskim uderzeniem - przywrócił drużynie prowadzenie. Tym samym ukoronował swój dobry występ, bo przecież ostatnio lewa strona SKS była martwa. Później skromne prowadzenie mogło urosnąć, gdyby tylko kolejne szarże szalejącego na prawym skrzydle Czuka kończyły się lepszymi dośrodkowaniami. Stanęło więc na 2:1 i chcielibyśmy bardzo, aby sobotnie przełamanie pozwoliło drużynie piąć się w tabeli.

2.09.2007 Pruszcz Gdański: Czarni - BAŁTYK 1:1 (0:1)

0:1 KUDYBA (35), 1:1 Kempiński (82)

Sędzia: Wądołowski. Żółte kartki: Ł. Poźniak (rezerwowy), Kurowski - JARZEMBOWSKI, ZYBERT.

BAŁTYK: Grubba - Klemczyk, JARZEMBOWSKI, Martyniuk (59 Łukasiak), LITWINKO – Czuk, Kuźmińczuk, Widzicki, Styn (69 ZYBERT) - Kudyba (73 Król), Patalan (64 MILEWSKI). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, Grzesiuk, Stępień.

Bałtyk przystępował do meczu z obawami, ponieważ nie było pewności, czy kontuzja Martyniuka (mimo że nie było po niej śladu) została wyleczona w stu procentach, a oprócz tego martwiła niedyspozycja duetu napastników, Kudyby (uraz mięśnia czworogłowego) i Patalana (gorączka). Cała trójka, wbrew kłopotom, chciała grać i wesprzeć kolegów. Z całą trójką - dopóki znajdowała się na boisku - Bałtyk grał słabo, ale prowadził 1:0. Gdy ich zabrakło, uciekły dwa punkty. Zmiennicy nie potrafili utrzymać minimalnej przewagi, którą z przeciwnikiem pokroju Czarnych utrzymać powinni. Nie doszło więc do przełamania, na które liczyliśmy po wpadce w Redzie. W 82 min nasz blok obronny został rozmontowany przez dwóch 17-latków - stojący na linii "16" Kwasny zgrał piłką piersią do Kempińskiego, który łatwo uwolnił się od opieki i celnie strzelił lewą nogą z 10 m. To była pochodna zamętu, który rósł w naszych szeregach w końcowym kwadransie mimo tego, że trener Jastrzębowski posłał do boju czterech świeżych graczy. Mnożyły się błędy w defensywie (w 77 i 78 min Czarni marnowali tzw. setki), jednak wynikały również z tego, że w środku pola mieliśmy ogromną dziurę. Łukasiak z Milewskim nie "zalepili" jej.
Mimo kłopotów i niemocy, w którą w ostatnim tygodniu popadli biało-niebiescy, można było wracać z Pruszcza ze zwycięstwem. W 88 min, po wykopie Grubby, błąd popełnia środkowy obrońca Czarnych i 40 m od bramki Milewski ma przed sobą jednego rywala oraz Zyberta i Króla. Zagrywa do Dawida, który jednak na skraju pola karnego daje się wyprzedzić bramkarzowi. Natomiast w doliczonym czasie Jarzembowski wykonywał rzut wolny ze środka boiska. Łukasiak wygrał pojedynek główkowy, Winsztal zaliczył pusty przelot i niespodziewanie Zybert stanął przed wielką szansą. Musiał tylko z 8 m skierować do bramki spadającą mu prosto na nogę piłkę. Miał nawet czas, aby ją przyjąć, czego nie zrobił. Uderzył nieczysto, lekko, przez co stojący na linii bramkowej Malinowski uratował gospodarzom punkt. Niestety, stąd właśnie biorą się straty punktowe. Być może nie byłoby problemu gdyby już minutę po golu na 1:0 (Kudyba strzelił z bliska w zamieszaniu powstałym po dośrodkowaniu Czuka z kornera) "Kudi" wykorzystał sytuację sam na sam. Wówczas jednak Winsztal ładnie wybronił strzał najskuteczniejszego zawodnika SKS. Bez bezpiecznej przewagi gdynianie grali nerwowo, a z nerwów biorą się pomyłki. Jeśli dodatkowo poziom zaangażowania jest daleki od tego, którym biało-niebiescy w ostatnich miesiącach imponowali, pojawia się rozczarowanie.
Oby jak najszybciej zniknęło.

Pozostałe relacje: