Relacje - październik 2006
28.10.2006 Gdynia: BAŁTYK - Czarni Pruszcz Gdański 1:1 (0:1)
0:1 Malinowski (15-wolny), 1:1 KASZUBA (89)
Sędzia: Jankowicz. Żółte kartki: GRZESIUK - Urbański, Stasiuk, Malinowski (2x). Czerwona: Malinowski (88).
BAŁTYK: Grubba - Komorowski, Martyniuk, Grzesiuk, SENWICKI - Melaniuk (67 ZAREMBA), Budziwojski (56 TOMASZEWSKI), KASZUBA, Wiszniewski (46 STĘPIEŃ) - PETA (67 Rzepecki), Król. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI.
Identyczna "jedenastka" jak w Czarnem, więc kto oglądał zwycięski mecz z beniaminkiem, nie powinien się dziwić, że biało-niebiescy rozpoczęli słabo. To jednak nie efekt jakiejś zapaści czy kryzysu, a zwyczajnie pochodna braku doświadczenia i umiejętności. Nawet ze świadomością niedostatków obecnej kadry SKS nie mamy jednak wątpliwości, że nasi piłkarze, regularnie przecież trenujący, powinni pokonać zespół z Pruszcza, do niedawna uchodzący za outsidera. Kiedy jednak rywal - nieważne czy przypadkowo, nieważne czy zasłużenie - obejmie prowadzenie i zacznie bronić się 8-9 zawodnikami, Bałtyk ma twardy orzech do zgryzienia. W końcówce w składzie gdynian było pięciu młodzieżowców (w tym trzech juniorów), a ogólnie aż ośmiu graczy poniżej 24. roku życia, z których żaden nie grał - pomińmy epizody Zaremby i Rzepeckiego w III lidze - na wyższym szczeblu. Już ten fakt przekłada się na grę gdynian, a jest jeszcze wiele innych, np. brak lidera z prawdziwego zdarzenia. Można narzekać na wynik, bo rozczarowanie jest powszechne, ale cieszmy się z uratowanego punktu. To już piąty mecz tej jesieni, w którym podopieczni Jastrzębowskiego potrafili skutecznie walczyć do końca.
Do momentu świetnego uderzenia Malinowskiego z rzutu wolnego z 18 m Bałtyk śmiało mógł prowadzić, lecz szanse zaprzepaścili Król i Peta. A potem - aż do ostatniego gwizdka - oglądaliśmy klasyczne bicie głową w mur z rosnącym ryzykiem wstrząsu, tzn. z ryzykiem kontry Czarnych na 0:2. Goście jednak byli za słabi, aby wykorzystać swoje szanse. Tymczasem do nas uśmiechnęło się szczęście. Winsztal, golkiper przyjezdnych, "wypluł" piłkę po strzale Grzesiuka zza linii "16" i wprawdzie odbił poprawkę Rzepeckiego (powrót Rafała do gry po 6 kolejkach, ale już tylko na chwilę)), lecz wobec kolejnej dobitki Kaszuby - z 10 m pod poprzeczkę - był bezradny. I jeszcze w doliczonym czasie mogliśmy zdobyć zwycięskiego gola, jednak Grzesiuk wybrał zły wariant...
21.10.2006 Czarne: Czarni - BAŁTYK 0:2 (0:0)
0:1 WISZNIEWSKI (58), 0:2 KRÓL (65)
Sędzia: Tyda. Żółte kartki: Bęben (2x) - SENWICKI. Czerwona: Bęben (81)
BAŁTYK: Grubba - Komorowski, Martyniuk, Grzesiuk, SENWICKI (46 JANICKI) - Melaniuk, Budziwojski, KASZUBA, Wiszniewski - PETA, Król. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, STĘPIEŃ, ZAREMBA.
Z wąską rezerwą - bez niedysponowanych Styna i Tomaszewskiego - Bałtyk poradził sobie z beniaminkiem, aczkolwiek przez długi czas nasz zespół miał niezrozumiałe kłopoty. Czarni, też osłabieni brakiem kilku czołowych graczy, okazali się bowiem słabiutkim zespołem, grającym futbol bardziej podwórkowy niż ligowy, a przy tym ok. 70 min wyraźnie opadli z sił. W efekcie zwycięstwo biało-niebieskich powinno być dużo bardziej okazałe. Żal okazji zmarnowanych od 65 min (m.in. Peta, Kaszuba, Wiszniewski, Melaniuk i Król), choć trzeba powiedzieć, że w 70 min uratowała naszych poprzeczka po "główce" jednego z gospodarzy z 10 m.
I połowa była udana dla Czarnych (byli bliżsi prowadzenia), więc po przerwie wykazali więcej odwagi w atakach. I zostali skarceni. W 58 min szarżujący prawą flanką Melaniuk dośrodkował, obrońca odbił piłkę głową, ale z lewej strony zamykał akcję Wiszniewski, który w pełnym biegu zdecydował się na strzał z woleja. Śliczna bramka, pierwsza autorstwa Przemka w sezonie. W 65 min Król z dużym spokojem wykorzystał sytuację sam na sam po prostopadłym zagraniu Pety. Na koniec odnotujmy 45-minutowy występ Janickiego, pierwszy tak znaczący w IV lidze. Tomek zmienił swojego rówieśnika, Senwickiego, ponieważ Michałowi groziła druga żółta kartka. Następny z 18-latków, Kaszuba, nazajutrz miał pojechać na trzydniowe testy do Amiki Wronki, ale przegrał z grypą.
15.10.2006 Gdynia: BAŁTYK - Orzeł Trąbki Wielkie 3:1 (3:1)
1:0 KASZUBA (6), 2:0 KASZUBA (19-głową), 2:1 Mierzejewski (20), 3:1 GRZESIUK (42)
Sędzia: Necel. Żółte kartki: MELANIUK - Piotrowski
BAŁTYK: Grubba - Komorowski, Martyniuk, Grzesiuk, SENWICKI - Melaniuk, Budziwojski (72 Wiszniewski), KASZUBA, Styn (89 JANICKI) - PETA (68 STĘPIEŃ), Król (78 ZAREMBA). TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, TOMASZEWSKI.
Znowu linia defensywna w zmienionym ustawieniu, ponieważ Tomaszewski cierpiał z powodu zęba mądrości i nie czuł się najlepiej. Stąd na prawej stronie pojawił się Komorowski. Koniec końców tym razem obrońcy spisali się całkiem nieźle, Martyniuk może nawet zaliczył najlepszy występ w rozgrywkach. Jak się okazało, kombinowane biało-niebiesko-czerwone stroje (skierowana do Orła prośba trafiła w próżnię) były fartowne.
Wreszcie mecz ułożył się po naszej myśli, biało-niebiescy szybko objęli prowadzenie, i to dwubramkowe, chociaż po efektownym uderzeniu Mierzejewskiego z ok. 25 m przez moment towarzyszyło nam uczucie niepewności. Albowiem Orzeł, w przeciwieństwie do większości drużyn goszczących na naszym boisku, grał do przodu. Jednak mimo że w II połowie beniaminek osiągnął optyczną przewagę, uważnie i aktywnie broniący się gdynianie nie dopuścili do choćby jednej sytuacji, w której Grubba byłby w poważnych opałach. Za to należy się drużynie plus. Zarazem zapisaliśmy duży minus za brak precyzji w rozgrywaniu kontrataków. Okazji do kontry było, lekko licząc, dziesięć - wszystkie mniej lub bardziej zostały zepsute. Najbliżej podwyższenia na 4:1 był Król - po dośrodkowaniu Pety - ale 18-letni golkiper Orła, Oszmaniec, instynktownie odbił piłkę.
Wszystko co ważne działo się więc w I połowie. Pierwszy gol padł w zamieszaniu powstałym po dośrodkowaniu z rzutu wolnego z boku pola karnego. Najpierw Martyniuk, potem Styn próbowali uderzyć w tłoku, aż wreszcie piłka trafiła pod nogi Kaszuby i on z zimną krwią strzelił z 7 metrów. Tym samym nasz najlepszy strzelec przerwał serial 5 spotkań bez gola. W 19 min obchodzący 31. urodziny Budziwojski dośrodkował z kornera na głową Martyniuka, ten zgrał piłkę na środek, a tam świetnie wyskoczył do "główki" Kaszuba. To był telewizyjny gol. Ale wydarzeniem niedzielnego przedpołudnia było trafienie Grzesiuka - lewą nogą z 25 m w samo "okienko". Do przerwy mecz był bardzo dobry i śmiało mogło być 4:2, nawet 5:2.
8.10.2006 Wejherowo: GKS Luzino - BAŁTYK 3:1 (3:0)
1:0 Rytlewski (17-głową), 2:0 Hartman (20), 3:0 Unton (37), 3:1 MARTYNIUK (77-głową)
Sędzia: Tyda. Żółte kartki: GRUBBA, PETA
BAŁTYK: Grubba - TOMASZEWSKI, Komorowski, Martyniuk, SENWICKI - Melaniuk (46 STĘPIEŃ), Budziwojski, KASZUBA, Styn - PETA (62 Wiszniewski), Król. TRENER: Jastrzębowski. Na ławce: Żemojtel, JANICKI, ZAREMBA.
Akurat przeciwko mocnemu kadrowo beniaminkowi nasz trener musiał wystawić najmłodszą - jak dotąd - "jedenastkę", z czterema młodzieżowcami. Na bokach obrony z konieczności zagrali Tomaszewski z Senwickim (obaj młodzieńcy dopiero po raz drugi w sezonie wybiegli w podstawowej "11"), bo Grzesiuk akurat postawił na inne sprawy. Niedostatki kadrowe w tyłach (pamiętajmy o kontuzji Jeschke i wyjeździe Kniocha), a także anormalne warunki gry nie mogą jednak całkowicie usprawiedliwiać licznych "wielbłądów". W rzęsistym deszczu, który zamienił i tak fatalną murawę w bagno, nasi obrońcy zwyczajnie oddali rywalom punkty. Szczególnie trzecia bramka dla GKS, sprezentowana Untonowi (granie obrońców w poprzek boiska to zły nawyk) wołała o pomstę do nieba.
Inna sprawa, że gospodarze znacznie lepiej poruszali się na napstrzonej pułapkami nawierzchni, a przy tym rozumieli, że w takich warunkach nie wolno kombinować. Grali prosto, a konkretnie. Być może - nie, raczej na pewno! - wydarzenia potoczyłyby się inaczej, gdyby w 1 min Peta, a w 4 min Melaniuk mieli ciut więcej szczęścia. Bo to Bałtyk zaczął od groźnych ataków, ale szkopuł w tym, że nie wykorzystał swej szansy. Honorowy gol padł po dośrodkowaniu Kaszuby z rzutu wolnego.

































